Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątki z Kurą Domową. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątki z Kurą Domową. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2015

Piątki z Kurą Domową (43) - Cukinia faszerowana (pieczona).

  Ostatnio zostałam obdarowana cukinią, więc od razu poczytałam sobie co nieco o jej właściwościach. Co się okazało?
Cukinia jest łagodnym w smaku, lekkostrawnym warzywem. Jest ceniona za wysoką wartość dietetyczną. Zawiera potas, żelazo i magnez oraz witaminę A, C, K, PP i B1, beta karoten. Zaletą cukinii jest to, że nie odkładają się w niej metale ciężkie. Ponadto warzywo odkwasza organizm i pozytywnie wpływa na proces trawienia, dlatego polecana jest przy problemach z nadkwaśnością. Warto wiedzieć, że cukinia może być jednym z pierwszych warzyw, jakie podaje się małemu dziecku. Dzięki dużej zawartości związków odżywczych i łatwości trawienia dietetycy polecają ją już półrocznym maluchom.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Cukinia-wartosci-odzywcze-i-przepisy-na-dania-z-cukinii_34738.html

Wiadomo, można zamknąć ją w słoikach, tak jak robiłam w ubiegłym roku. Ale można także przyrządzić w ciekawy sposób, taką "na teraz". Zaczęłam szukać przepisu i muszę przyznać, że jest ich sporo w internecie. Poczytałam, zainspirowałam się i powstała koncepcja na "moją" faszerowaną cukinię. Nieskromnie powiem, że jedzonko wyszło pycha!
   Przygotowanie jedzonka zaczęłam od zrobienia farszu. 
Do woka wrzuciłam pokrojoną w drobną kostkę pierś z kurczaka (ok 1/2 kg), drobno pokrojoną dużą cebulę, trzy ząbki czosnku. Całość doprawiłam przyprawą do kurczaka, pieprzem ziołowym, solą i podlałam 1 szklanką oleju rzepakowego oraz 1/2 szklanki wody. Dodałam następnie 4-5 (solidnych) łyżeczek musztardy chrzanowej. Całość dusiłam, około 20 min, co jakiś czas mieszając. Na koniec dodałam drobno pokrojone świeże pieczarki i jako ostatni składnik, ugotowany chwilę wcześniej ryż. Wszystko ze sobą wymieszałam i jeszcze chwilę dusiłam. Warto spróbować farszu i jeszcze go ewentualnie doprawić - pierś kurczaka, ryż, cukinia mają dość delikatne smaki, więc sól i pieprz są tu wskazane ;p
Kiedy farsz się dusił, przygotowałam cukinie


Warzywko umyłam, obcięłam dwa końce, wydrążyłam środek (tu pomocna okazała się łyżka stołowa, która sprawę załatwiła raz dwa), a następnie  obieraczką do warzyw usunęłam fragment skórki (jak na zdjęciu).
Tak przygotowaną cukinię konkretnie "nadziałam" farszem i ułożyłam na posmarowanej masłem blaszce. Wstawiłam do rozgrzanego do 180*C piekarnika i w tej temperaturze piekłam około 30 - 40 min. 
Cukinia wyszła świetna! A co najlepsze - jadła nam się rewelacyjnie jeszcze ciepła, ale i na zimno i odgrzewana następnego dnia :)


Smacznego!

----,--'--@ 
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...


Iventi Atelier po pierwszej próbie z ciemnymi odcieniami, teraz z każdym nowym xxx wydaje mi się, że to jest to. Sama jestem ciekawa mego "eksperymentu" :)
Ewita Jot , Izabela Hebda,Ula K.Renata Pawlicka, Anek73marrika91Agnieszka D, Jarzębinowa, SylwiaWeronika MieczkowskaPromyk, violka dziękuję za miłe słowa o metryczce, karteczce i ogrodzie :)



Jaglana ja w tamtym roku kupiłam różnokolorowe i takie były, w tym roku z tych samych cebulek mam większość fioletu, a żółte, wyszły jakieś pomarańczowe hihi.

----,--'--@ 
Kończę, życząc Wam dobrego weekendu, mimo tych upałów, które dają w kość!

piątek, 31 lipca 2015

Piątki z Kurą Domową (42) - Biszkopt z białym serem i konfiturą


    Pomysł na biszkopcik, do którego zrobienia Was dziś zachęcam,  przyszedł bardzo spontanicznie. najpierw był pomysł, by przygotować coś dla mężusia wracającego z delegacji. Zaczęło się od upieczenia biszkopta, a kiedy ten się dopiekał, przyszła pora na zastanowienie się co dalej. W rezultacie wyszedł mi taki serowo - wiśniowy torcik.

   Zaczynam od zrobienia mojego tradycyjnego biszkoptu. Na początek ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.

Pora na przygotowanie masy serowej. Klinek półtłustego białego sera ucieram mikserem z 1 cukrem waniliowym i 2-3 łyżeczkami zwykłego cukru. W (niecałej) 1/2 szklanki letniej wody rozpuszczam 2 łyżeczki żelatyny, dodaję do serowej masy i wszystkie składniki mieszam. Wstawiam do lodówki, co jakiś zaglądając, by masa zbytnio nie stężała (podobnie jak postępujemy przy galaretce).

Wystudzony biszkopt rozcinam na pół. Jego górną część wkładam do tortownicy. Na wierzch wylewam tężejącą masę serową. Drugą połowę biszkopta smaruję konfiturą wiśniową (moja domową z tego roku) i przykrywam tak przygotowanym ciastem, pierwszą połowę biszkopta już z masą serową. 
Wkładam do lodówki do zastygnięcia i tak też przechowuję.

Dodam tylko, że wiśnia i ser bardzo fajnie łączą się ze sobą smakowo. A taki biszkopcik może być fajna alternatywą dla tradycyjnych serników.

Smacznego!




----,--'--@ 
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...

Anek73, Anna S, Nitki Ariadny, Iwa F, Sylwia Fallopia, Renata Pawlicka, Danuta Kielar, Anna Maksymiuk, Zaklęta Igiełka, Izabela Hebda, Elunia (wycinarkę pokażę przy najbliższej okazji), Sylwia Murzynowska, Elżbieta K, Jaglana, Jarzębinowa, Monika Blezień, AsiaB, Promyk, Weronika Mieczkowska dziękuję za miłe słowa, życzenia. Któż nie lubi być obdarowywany i rozpieszczany :) 
Najważniejsze to jednak trafić na taką grupkę osób, które uczciwie się z wymianek wywiązują. Ja miałam to szczęście i jeszcze raz bardzo Wam Kobietki dziękuję. 
Oczywiście stopniowo zajmę się wykorzystywaniem tego całego dobra :)

----,--'--@

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego weekendu! A od jutra zaczynamy już sierpień!

piątek, 24 lipca 2015

Piątki z Kurą Domową (41) - Babeczki Aneczki

   Jak pewnie zauważyliście, mam troszkę mniej czasu na testowanie przepisów czy wymyślanie czegoś nowego. Ale, od czasu do czasu, znajdzie się chwila i wtedy improwizuję. Tym razem zapraszam Was na babeczki. Przepisów na nie cała masa, a i ja dokładam swoje trzy grosze. Babeczki Aneczki, bo moja własna, całkowita dowolność w doborze składników :)




   Przygotowywanie ciasta zaczęłam od ubicia piany z białek z 3 jajek, z odrobiną soli (jajka prosto z lodówki). Następnie dodałam 3 żółtka, 1/2 szklanki oleju, 1 szklanka zimnego mleka, 3/4 szklanki cukru pudru, 1 proszek do pieczenia, 1 budyń śmietankowy, 2 szklanki mąki tortowej. Wszystkie składniki dokładnie wymieszałam. 
Do każdej foremki  nałożyłam do połowy jej wysokości przygotowane ciasto, dodałam łyżeczkę konfitury wiśniowej (mojej tegorocznej roboty :p) i wypełniłam kolejną warstwą ciasta do wysokości około 1 cm od brzegu foremki (miejsce na wyrośnięcie babeczki). 
Zamiast konfitury można śmiało użyć kostkę ulubionej czekolady, albo łyżeczkę budyniu, masła czekoladowego, czy twarożku (np. wcześniej wymieszanego z cukrem zwykłym i waniliowym).
Rozgrzałam piekarnik do 180*C. Wstawiłam babeczki i piekłam je około 25 - 30 min.
Gdy babeczki nieco przestygły, polałam je gorzką czekoladą (tabliczka rozpuszczona na odrobinie mleka), a Piotrek posypał kolorową posypką do dekoracji ciast.

Babeczki wyszły leciutkie i bardzo smaczne. Smakowały i jeszcze ciepłe i kiedy już wystygły. Moi chłopcy wcinali, aż im się uszki trzęsły :)

A ponieważ mój debiut nie okazał się niewypałem, zainwestowałam w foremki z prawdziwego zdarzenia i teraz to dopiero poeksperymentuję z babeczkami!



















Zapraszam do wypróbowania przepisu i życzę smacznego!



----,--'--@
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...

Iwa F, Renata Pawlicka, Izabela Hebda, Anna S, AsiaB, Anna Maksymiuk, dziękuję za pozytywną opinię na temat mojej recenzji :)

aeljot zgadzam się z Tobą, schemat jest świetny i strasznie jestem ciekawa, jak będzie wyglądał gotowy haft na kanwie.

 Iventi Atelier już wiem, że masz ten numer. Na pewno znajdziesz coś dla siebie :)

Jaglana zdaję sobie sprawę, że nie jest to stricte recenzja. Mogłabym pisać i o autorach, i o liczbie stron itd, itd, tylko obawiam się, że każdy od razu uciekłby z mego bloga. Starałam się w miarę ciekawie przedstawić swoje wrażenia. A ja mam nadzieję, że po ubiegłorocznym debiucie, udało się Organizatorom nabrać nowych doświadczeń i tym razem będzie już tylko lepiej :)
 Iwona Kołodziej ja mam tak samo. Odkąd HP podzieliły się na dwa czasopisma, pozostałam "wierna" tylko temu krzyżykowemu, czyli IM. 

Anek73 naprawdę nie udało Ci się znaleźć nic przy takiej różnorodności schematów?

  Weronika Mieczkowska  może jest szansa na odnalezienie gazetki? 

Sylwia Fallopia zdecydowanie masz rację! Nie dość, że ulubiona to jeszcze w prezencie :) Dziękuję za słowo uznania o recenzji :)

----,--'--@ 


Dziękuję wam serdecznie za opinie i komentarze :)
Zapraszam do częstowania się babeczkami.
Do zobaczenia!

piątek, 26 czerwca 2015

Piątki z Kurą Domową (40) - Proste ciasteczka :)

    Ostatnio celebrowaliśmy ważne święto  - Dzień Taty! Synek bardzo chciał zrobić Tacie coś od siebie i oprócz rysunku - laurki, którą sam stworzył, padło na ciasteczka. W dodatku, okazało się, że znaleźliśmy naprawdę prosty przepis i to na pudełku z foremkami do wykrawania. Troszkę go zmieniliśmy, bo Tata Piotrusia lubi kokosy.
Do sporej miseczki wrzucamy 150g miękkiego masła, 75g cukru pudru, 1 opakowanie cukru waniliowego, 1 jajko, 1/2 szklanki wiórków kokosowych (w oryginalnym przepisie, zamiast wiórków, dodajemy 2 łyżki kakao), oraz 350g mąki. Wszystkie składniki zagniatamy, aż do uzyskania gładkiego ciasta. Ja w trakcie zagniatania dodałam jeszcze trochę mąki. Tak wyrobione ciasto odstawiamy na 1 godzinę do lodówki lub w inne chłodne miejsce. Po tym czasie, dzielimy ciasto na kawałki i rozwałkowujemy je na placki 3 - 4 mm. Jeśli placek jest cienki, ciastka wychodzą bardziej chrupiące. Z placków wycinamy ciasteczka, układamy je na blaszce do pieczenia. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku, około 8 min w temperaturze 175*C. 

My pozostawiliśmy je bez ozdoby, bo Piotruś wybrał dość małe foremki, ale śmiało można je ozdobić lukrem, czekoladą, posypkami itd. Do wycinania ciasteczek czy ich zdobienia, jak najbardziej możemy zaangażować dzieciaki. Naprawdę fajna zabawa i sposób na wspólne spędzanie czasu :) A jaka satysfakcja ze stworzenia własnego dzieła!

Dodam tylko, że podczas pieczenia cały dom pachniał wspaniale, a same ciasteczka wyszły palce lizać :) Chrupaliśmy z Piotrkiem jeszcze ciepłe :) 
Tacie oczywiście także smakowały, nawet pochwalił, że są o niebo lepsze niż wszystkie kupowane :)

Dziś już kończę. 
Dziękuję, że jesteście :)
Życzę wam słodkiego, udanego weekendu!

piątek, 29 maja 2015

Piątki z Kurą Domową (39) - Drożdżowy zawijaniec na szybko.

   Ostatnio pochylając się nad haftem, nabrałam ochoty na drożdżowe ciasto. I takim sposobem, zupełnie spontanicznie i bez sięgania po przepisy, wymyśliłam drożdżowy smakołyk, który pochłonęliśmy z rodzinką jeszcze ciepły :) Dzisiaj z Wami pomysłem się podzielę, a nóż widelec komuś zawijaniec się spodoba :)

   Do sporej miski trafiły 3 szklanki maki, 3 jajka, 1/3 kostki margaryny, 1 cukier waniliowy, 1 opakowanie drożdży instant, 1/2 szklanki cukru pudru, 1/2 szklanki mleka
Wszystkie składniki zagniotłam dokładnie na jednolite ciasto. W trakcie zagniatania ciasta, dodałam jeszcze około 1/2 szklanki mąki, żeby ciasto odstało od łapki i później nie kleiło się do walka czy stolnicy.
Na mojej ukochanej dużej stolnicy (tej "dostanej" od Teścia, pamiętacie?) posypanej mąką,  rozwałkowałam ciasto na duży placek, który następnie posmarowałam konfiturą z truskawek (mój zeszłoroczny przetworek z własnych owocków) i zwinęłam całość "na rogala". Wyszedł spory, więc nauka na przyszłość - podzielę ciasto na dwie części. Zawijaniec trafił do, wysmarowanej margaryną i oprószonej mąką, blachy i do piekarnika.  Piekłam go 40-50 min w temperaturze 160*C.
 Ot i cała filozofia, a uwierzcie poezja smaku! 



   Na koniec jeszcze, wraz z życzeniami dobrego i smacznego weekendu, taki optymistyczny i "kulinarny" "demot" znaleziony w internecie :) Pozdrawiam Was serdecznie!




PS: W poniedziałek ruszamy z "Makowym dworkiem". Och, jak się cieszę :)

piątek, 15 maja 2015

Piątki z Kurą Domową (38) - Jagodowy biszkopt


   Maj trochę nam kaprysi pogodą. Wczoraj u mnie lało, świeciło słonko, zachmurzyło się, zerwała się wichura i zaczął padać deszcz i to z gradem, a za chwilę grzmiało i błyskało, a potem ponownie się rozpogodziło. Ale pod jednym względem maj nie zawiódł - bzy pięknie kwitną i pachną czarująco! I to wszędzie, co udowadniacie niejednokrotnie na swoich blogach.

   Dziś, w ramach "Piątków z...", zapraszam Was na smakołyk w klimacie kwitnących bzów. W kolorystycznym klimacie ;)

   Ostatnio gościliśmy u siebie dawno nie widzianych Znajomych i specjalnie dla nich powstał jagodowy biszkopt. Zależało mi by przygotować jakiś "nasz", swojski smakołyk, bo na co dzień mieszkają za granicą. Chyba mi się udało, bo dostałam pochwałę za prawdziwe jagody :)

 Zaczynam od zrobienia mojego tradycyjnego biszkoptu. Na początek ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.

Pora na krem budyniowy. W garnuszku zagotowuję 2 szklanki mleka, 5 łyżek cukru i 1/2 kostki margaryny. W 1/2 szklanki zimnego mleka rozprowadzam budyń waniliowy (duży, rodzinny). Po dokładnym wymieszaniu, wlewam go do garnuszka z pozostałymi składnikami. Nadal mieszam i gotuję, na bardzo małym ogniu, jeszcze chwilę. Pozostawiam do ostygnięcia. Następnie dodaję do niego około 1/2 słoiczka konfitury/dżemu z jagód i delikatnie mieszam całość łyżką.
 
Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. Wierzchnią część biszkoptu (zapieczoną skórką do dołu) układam w tortownicy, a na niego wykładam (wystudzoną) masę budyniowo - jagodową. Przykrywam dolną częścią biszkoptu, a wierzch smaruję resztą konfitury. Dla ozdoby dodałam jeszcze kandyzowaną pomarańczową skórkę. Śmiało można użyć jakiejś dekoracyjnej posypki, czy wiórków kokosowych, chociaż nie wiem czy nie "przejmą" koloru jagód.
 
Ciasto wstawiam do lodówki, żeby zastygło i tak też przechowuję.





















Na koniec jeszcze witam nowe Osóbki, które tu do mnie ostatnio zawitały, rozgośćcie się :)
Życzę Wam wszystkim dobrego, spokojnego weekendu!
Pozdrawiam serdecznie :)

piątek, 8 maja 2015

Piatki Z Kura Domową (37) - Domowe ciasto z ...


    Dziś, w ramach "Piątków z ..." zapraszam Was na domowe ciasto. To trochę taka moja improwizacja, wymyślona dla mężusia, który podjada sobie taką bułeczkę do herbaty, a także często zabiera do pracy jako dodatek do drugiego śniadania :)
Taka bułeczka jest o tyle fajna, że można ją wzbogacać dowolnym składnikiem. Osobiście wypróbowałam już: rodzynki i żurawinę, świeże, pokrojone w kostkę jabłko czy pokrojoną w kostkę brzoskwinię z puszki. Aż nie mogę doczekać się sezonu owocowego, bo przecież śmiało będzie można wykorzystać truskawki, maliny czy jagody. Cały wachlarz możliwości!


   Baza do ciasta jest zawsze taka sama. Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i szklankę cukru i ucieram razem. Dodaję 2 szklanki mąki, cały proszek do pieczenia oraz albo szklankę zimnego mleka (wtedy ciasto jest cięższe, urośnie trochę niższe) albo szklankę gazowanej wody (wtedy ciasto jest lżejsze, urośnie trochę wyższe). Łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam część ciasta do wysmarowanej margaryną i posypanej mąką blaszki i wrzucam część owoców czy bakali. Na to wylewam resztę ciasta i pozostałe owoce/bakalie. Piekę około 40 min w około 180*C.

Upieczone i wystudzone ciasto można np.  posypać cukrem pudrem.

Owoce czy bakalie reagują w różny sposób - jabłko czy rodzynki (te ostatnie wcześniej moczone chwilę w ciepłej wodzie) zostają w cieście, brzoskwinia (cięższa) opada na dno, ale tak czy siak takie ciasto z blaszki wygląda ciekawie i apetycznie. U mnie znika najpóźniej na drugi dzień :)






Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanych wypieków!

piątek, 1 maja 2015

Piątki z Kurą Domową (36) - Syrop z mniszka lekarskiego (mleczu)


   
   Przełom kwietnia i maja, to jak wiadomo wysyp mniszka lekarskiego, czyli popularnego mlecza. Oczywiście, zazwyczaj, kojarzy nam się z chwastem, który jak natręt powraca na nasze trawniki. Ale nie na darmo roślinka ta ma w nazwie "lekarski" i można ją w fajny sposób wykorzystać. O jej wielu właściwościach możecie sobie poczytać np. tutaj, a ja dodam tylko, że można go przygotowywać na wiele sposobów. Ja w tym roku pokusiłam się o syrop, który ma działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, dlatego warto go stosować w przeziębieniach, bo między innymi, łagodzi kaszel czy infekcje gardła. Ma także sporo witamin i minerałów. Jest naturalny, więc możemy go podać dzieciom, czy kobietom w ciąży. 
Dawkowanie syropu podawane najczęściej w internecie to 2-3 łyżeczki dziennie. Syropem można też słodzić herbatę.

jest najczęściej stosowany w celu łagodzenia bólu gardła i leczenia infekcji górnych dróg oddechowych. Jednak miód z mniszka lekarskiego, poza właściwościami przeciwzapalnymi i przeciwwirusowymi, ma także właściwości przeciwmiażdżycowe, żółciopędne i odtruwające, dlatego powinien się znaleźć w wielu domowych apteczkach.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/syrop-z-mniszka-lekarskiego-przepis-na-leczniczy-miod-z-kwiatow-mlecza_41461.html
Syrop z kwiatów mniszka lekarskiego jest najczęściej stosowany w celu łagodzenia bólu gardła i leczenia infekcji górnych dróg oddechowych. Jednak miód z mniszka lekarskiego, poza właściwościami przeciwzapalnymi i przeciwwirusowymi, ma także właściwości przeciwmiażdżycowe, żółciopędne i odtruwające, dlatego powinien się znaleźć w wielu domowych apteczkach.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/syrop-z-mniszka-lekarskiego-przepis-na-leczniczy-miod-z-kwiatow-mlecza_41461.html
Syrop z kwiatów mniszka lekarskiego jest najczęściej stosowany w celu łagodzenia bólu gardła i leczenia infekcji górnych dróg oddechowych. Jednak miód z mniszka lekarskiego, poza właściwościami przeciwzapalnymi i przeciwwirusowymi, ma także właściwości przeciwmiażdżycowe, żółciopędne i odtruwające, dlatego powinien się znaleźć w wielu domowych apteczkach.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/syrop-z-mniszka-lekarskiego-przepis-na-leczniczy-miod-z-kwiatow-mlecza_41461.html
Przepis na syrop z mlecza znalazłam w internecie i chociaż receptur jest tam sporo, zazwyczaj różnią się tylko proporcjami składników.

Składniki:
  • 400 - 500 dobrze rozwiniętych kwiatów mniszka
  • 2 cytryny
  • 1l wody
  • 1kg cukru
  Przygotowanie:

Kwiaty zbieramy rano, przy ładnej i suchej pogodzie, w miejscu oddalonym od często uczęszczanych dróg czy innych zanieczyszczeń. Następnie zebrane kwiaty rozsypujemy na gazecie czy ściereczce i pozostawiamy około godziny, by owadki miały czas na wyprowadzkę. Po tym czasie kwiaty wielokrotnie płuczemy w zimnej wodzie.
Do garnka wlewamy wodę i wrzucamy umyte kwiaty mniszka. Zagotowujemy i gotujemy jeszcze 10-15 min. Pozostawiamy na 24 godziny. Po tym czasie wywar przelewamy przez sito (można dodatkowo wyścielić je gazą), odciskamy kwiaty. Do wywaru dodajemy następnie sok wyciśnięty z cytryn oraz cukier i ponownie gotujemy na małym ogniu, około 2-3 godz. Wywar będzie gęstniał do konsystencji syropu. Przelewamy do słoiczków, a te po dokładnym zakręceniu, obracamy do góry dnem i pozostawiamy do ostygnięcia.

Syropek ma smak miodku i myślę, że przy infekcjach (jeśli takie się pojawią, bo chorujemy na szczęście dość rzadko), kosztowanie go będzie przyjemnością. 
W tym roku zrobiłam 4 słoiczki, tak na próbę. Jeden podarowałam siostrze, która właśnie z jakąś infekcją walczy i będzie moją testerką :)


Syrop z mniszka lekarskiego (mleczu)



A na koniec jeszcze chcę serdecznie i z całego serduszka podziękować za tyle ciepłych słów i życzeń od Was z okazji rocznicy mego ślubu :)  
Dla Was po wirtualnym kawałeczku rocznicowego torcika :) 
Danusiu, dla Ciebie Kochana, największy, za tę ogromną radość i wzruszenie, których byłaś sprawcą :)



Pozdrawiam serdecznie i ślę buziaki :)

piątek, 27 marca 2015

Piątki z Kurą Domową (33) - Kotlety z piersi kurczaka w chrupiacej panierce.

   Kiedy za oknem coraz częściej piękna pogoda, szkoda tracić dzień na przysłowiowe "stanie przy garach". Dlatego dziś zapraszam na wypróbowany ostatnio przepis na kotlety z piersi kurczaka, ale nieco inne niż zwykle. 
Zaczynam od podzielenia piersi z kurczaka na mniejsze części.  Z jednej piersi robię 3-4 mniejsze kotlety. Każdą część, po obu stronach, doprawiam jedynie solą i pieprzem ziołowym, a następnie rozbijam delikatnie tłuczkiem do mięsa. Tak przygotowane kotlety wstawiam do lodówki na dwie godz. Po tym czasie w rozdrabniaczu blendera rozkruszam zwykle, kukurydziane płatki śniadaniowe ( "corn flakes"). Nie rozbijam ich oczywiście na pył. Wsypuje je do miseczki. W drugiej miseczce rozbijam całe jajko i dodaję majeranek (w ilości jakiej lubimy). 
Na patelni rozgrzewam olej. Każdy kotlet moczę najpierw w jajku, a następnie dokładnie obtaczam w panierce z płatków. Płatki świetnie kotlet "pokrywają". Smażę na średnim ogniu, obracając kotlet kilkukrotnie. 
Mięsko w kotlecie jest soczyste (co przy piersi, szczególnie smażonej, nie często się zdarza), a panierka krucha i chrupiąca.
Taki kotlecik śmiało można podać z ziemniakami czy frytkami i dowolną sałatką. Sos jest tu zbędny, chyba, że bardzo sosy lubimy :)




Smacznego!




Dobrego i słonecznego weekendu! 
Pozdrawiam Was serdecznie :)

piątek, 13 lutego 2015

Piątki z Kura Domową (30) - Schab duszony w sosie.

   Dzisiaj przychodzę do Was z tak prostą i banalną potrawą, że aż wstyd pisać. To nie przepis nawet, ale raczej sposób na szybki obiad dla zapracowanych mam, albo gdy niespodziewani goście tuż za progiem. Całkiem dobry pomysł i co lepsze, wcale nie wygląda to na obiad zrobiony w przysłowiowe 5 minut :)

Schab bez kości (1 kg) kroimy na plastry grubości około 1 cm. Wrzucamy je do garnuszka i zalewamy 3 szklankami wody. Gotujemy mięsko (bez żadnych przypraw), aż będzie miękkie, a następnie wyławiamy je. Do powstałego bulionu stopniowo wsypujemy torebkę zupki pieczarkowej w proszku, mieszając cały czas. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie do powstałego sosu wrzucamy z powrotem mięsko. Możemy doprawić np majerankiem, pieprzem. Dusimy jeszcze 30 - 40 min.
Mięsko wychodzi wilgotne i bardzo smaczne.
Ja podałam z ziemniaczanym piure posypanym szczypiorkiem (z doniczki na parapecie :p) i moją marynowaną dynią w occie.






Wczoraj był Tłusty Czwartek, dziś imieninki mężusia, a jutro Walentynki. Łącząc okazje, zrobiłam na wieczór kokosowy biszkopt z truskawkowym kremem. Zastyga w lodówce, więc na razie tylko widok z tortownicy :)







Korzystając z okazji z całego serduszka, życzę Wam dużo miłości, całusków i przytulasków :)



Dziś skromniutko i szybciutko!
Pozdrawiam i do zobaczenia w poniedziałek, pochwalę się postępami w hipopotamku, bo takowe już są :)

piątek, 23 stycznia 2015

Piątki z Kurą Domową (27) - Ciemna baba pod płaszczykiem.

   Stanowczo za szybko ten czas leci od początku roku. Zdaje się, że zeszły piątek był zaledwie wczoraj, a tu znowu pora na zaserwowanie nowego przepisu :) Dziś zapraszam Was na "Ciemną babę pod płaszczykiem" mego pomysłu.

   Zaczęłam od ubicia piany z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodałam 5 żółtek oraz 1 szklankę cukru pudru i połączyłam, składniki mieszając mikserem. Dodałam 1,5 szklanki mąki tortowej, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 3 czubate łyżeczki kakao, 1 kostkę rozpuszczonej margaryny oraz 3 solidne łyżki śmietany 12% i połączyłam składniki dokładnie mieszając. Wylałam ciasto do wysmarowanej margaryną i posypanej mąką formy do babek i piekłam w piekarniku około 60 min w 180*C.
Po upieczeniu babę wystudziłam, a w tym czasie rozpuściłam  (na odrobinie mleka) tabliczkę czekolady, dodając 2 łyżki margaryny.
Babę polałam czekoladą, i na prośbę synka, posypałam jeszcze kolorową posypką.




 
 
 
 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
  Tak jak pisałam już kiedyś, Piątki z Kurą Domową wymyśliłam dla siebie, by uporządkować posiadane przepisy i notować te które akurat wpadną mi do głowy, albo które podpatrzę :) Jeżeli macie ochotę się przyłączyć - ponownie zapraszam serdecznie. Zasady proste - zamieście gdzieś na własnym blogu banerek z kurką (miło mi będzie, jeśli dodacie link do mnie), a (w miarę możliwości) w każdy piątek dodajcie swój post z wspomnianą przeze mnie tematyką. Każdy ma, lub może podpatrzeć np. od mamy czy babci, jakiś ciekawy przepis (nie mówię tu o daniach a'la najlepsi kucharze świata, chyba, że takie przygotowujecie na co dzień dla rodzinki). Dobrych pomysłów i inspiracji nigdy dość! 
 



Życzę Wam udanego weekendu i samych dobrych chwil :) Do zobaczenia w poniedziałek, poczytacie między innymi o niespodziance w postaci nominacji jaką dostałam od Zadzieranej Owieczki :)

piątek, 19 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (23) - Śledzik po szwedzku.

   Dziś kolejny raz uraczę Was śledzikiem - nic nie poradzisz, Święta za pasem to i ryby w głowie :) Tego przepisu nauczyła mnie koleżanka jeszcze w technikum. Bardzo polubiłam śledzika w takiej postaci i już od ładnych kilku lat gości na moim wigilijnym stole.

Zaczynamy od przygotowania marynaty do śledzika.
Do garnuszka wlewamy 1/2 szklanki octu winnego i 3/4 zimnej wody. Wsypujemy 5 czubatych łyżek cukru, oraz 1 łyżkę ziarenek ziela angielskiego i całość zagotowujemy. Marynatę odstawiamy do ostygnięcia.

8 filetów śledziowych (matjas, uprzednio wymoczony co najmniej 1 godz w zimnej wodzie) kroimy na kawałki w kształcie dzwonka (rombu). 1-2 czerwone cebule oraz 1 pora kroimy w krążki, a następnie rozdzielamy na pierścionki. Wszystkie składniki układamy w salaterce warstwami, a następnie zalewamy przygotowaną wcześniej marynatą. Wstawimy na noc do lodówki, by składniki się przegryzły.

Śledzik po szwedzku  zagości i w tym roku na wigilijnym stole.





U mnie jeszcze chwila oddechu i wracam do działania w domku. 
Zawitam jeszcze w poniedziałek, żeby Was serdecznie uściskać, a już po świętach będę mogła w końcu pokazać wszystkie tajne przez poufne projekty :) 
Póki co udanego, spokojnego weekendu.

piątek, 12 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (22) - Śledzik z ogórkiem i czosnkiem.

   Obiadek się gotuje, porządki robią, a krzyżyki skaczą po hafcikach. Milion rzeczy naraz, ale wiadomo - życie! I na dodatek wszytko samo! Tak akurat :) 

Dziś zaproponuje coś na raz dwa. Z racji zbliżających się Świąt, przekąska ze śledzikiem jak znalazł.

Pomysł na przekąskę "podkradziony" od jednej z firm rybnych, która produkuje "Śledzik na raz". Ich przekąska naprawdę jest na raz, czytaj jedno machnięcie widelca, za sporą cenę jak za takie maleństwo :) Dla maniaczki śledzików (znaczy mnie, jakby ktoś miał wątpliwości) to stanowczo za mało :) Zapraszam, więc na znacznie większą porcję śledzika z ogórkiem i czosnkiem.

W drobną kostkę kroimy śledzia (1 opakowanie a'la matjas w oleju). Obieramy 5 sporych ząbków czosnku i kroimy je na płatki. 2-3 ogórki konserwowe (lub kiszone) tarkujemy na tarce o dużych oczkach (warzywnej), odstawiamy na chwilę i odlewamy sok. Łączymy wszystkie składniki w salaterce. Wlewamy 3 stołowe łyżki octu 10%, dodajemy 1 łyżeczkę (taką od herbaty) cukru oraz pieprz ziołowy do smaku. Całość zalewamy odrobiną oleju (u mnie rzepakowy). Mieszamy dokładnie i odstawiamy na jakiś czas do lodówki, by składniki się przegryzły.

 Śledzik w tej postaci na pewno pojawi się na moim wigilijnym stole.



Dzisiaj tak króciutko Kochani (czas nagli) i już mnie nie ma!
Miłego weekendu i do zobaczenia!
















piątek, 5 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (21) - Ciasto budyniowe z jabłkiem.

   Czas przed świętami nieubłaganie się kurczy i czasem ciężko ze wszystkim zdążyć. Dzisiaj zapraszam, na szybkie ciasto, które dobrze smakuje z kawką czy herbatką. Jego dodatkowy atut to, to, że do przygotowania możemy użyć różnych smaków budyniu, a dzięki temu bułeczka za każdym razem będzie inna :) Częstujcie się, więc ciastem budyniowym z jabłkiem.

   Zaczynam od ubicia piany z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 2 szklanki mąki, 1 proszek do pieczenia łączę składniki mieszając mikserem. W 1 szklance zimnego mleka, rozprowadzam 1 budyń śmietankowy rodzinny (jest większy) i wlewam do ciasta. Składniki mieszam, warto to robić chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. 
Wylewam ciasto, na wysmarowaną margaryną i posypaną mąką, blachę i piekę w 180*C.
Mniej więcej pół godz od wstawiania do piekarnika, ciasto posypuję po wierzchu 1 obranym dużym jabłkiem startym na tarce o grubych oczkach (jeżynowej). Ciasto będzie już lekko podpieczone, dzięki temu jabłko "nie wpadnie" do środka. Następnie piekę jeszcze 20 -30 min. 
Ciasto po wyciągnięciu z piekarnika, można posypać po wierzchu cukrem pudrem, lub pozostawić z samym jabłkiem.























 A skoro ciasto do kawki, to na koniec mała ciekawostka, szczególnie dla kawoszy :) 

Ostatnio słyszałam w radio, że kolor kubka z jakiego pijemy kawę, ma wpływ na jej smak. Uczeni zbadali grupę ochotników, a wyniki badań wykazały, że najbardziej gorzka jest kawa pita z białej porcelany, zaś najsłodsza - z niebieskich kubków.A wszystkiemu winien jest oczywiście nasz mózg, który kolor kawy utożsamia ze smakiem goryczy, bardziej "widocznym" na białym tle.

(Źródło)







(Źródło)

(Źródło)



  A ja niezmiennie piję kawkę z ulubionego, dużego "Tillbaki" (prawie białego) i niezmiennie kawkę słodzę jedną łyżeczką cukru. Ale może trochę oszukuję swój mózg, bo u mnie kawka zawsze z mlekiem?

A jaki kolor ma Wasz ulubiony kubek / filiżanka? Czy wpływa to na smak pitego napoju?




   

   Ja właśnie kończę swoją kawkę i lecę do tamborka, bo czas nagli. Jeden prezent (ten z kucykiem) prawie gotowy, więc biorę się za drugi ;)
Po weekendzie, w poniedziałek, zapraszam na losowanie candy z haftowaną krzyżówką (jeszcze jest chwila by się zgłosić ;p).

Życzę smacznego i udanego weekendu!

piątek, 28 listopada 2014

Piątki z Kurą Domową (20) - Szynka/schab w musztardowej marynacie.

   Dziś zaproponuje Wam danie obiadowe. Tym razem będzie to pieczona szynka (lub schab) w musztardowej marynacie. Przygotowanie dania wymaga minimum czasu, w zasadzie "robi się samo".

Zaczynamy od przygotowania marynaty (dla około 2 kg mięsa). 

W szklance ciepłej wody rozpuszczamy 3 kostki bulionu drobiowego z zielem angielskim i liściem laurowym, a następnie wlewamy bulion do głębokiej miski (może być duży garnek). Wsypujemy do niego 1/2 szklanki majeranku, 3-4 duże ząbki czosnku pokrojone w płatki, pieprz ziołowy (do smaku), oraz wrzucamy 4 solidne łyżki musztardy sarepskiej. Wszystkie składniki  dokładnie mieszamy.  
Szynkę (lub schab) kroimy w plastry o grubości 1,5- 2cm, a następnie wkładamy do wcześniej przygotowanej marynaty. Dokładnie mieszamy, tak by marynata ładnie pokryła mięso. 
Miskę przykrywamy i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 
Po tym czasie, mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego (układamy tak, by kawałki nie leżały jeden na drugim), a następnie polewamy pozostałą marynatą. Pieczemy w piekarniku, około 1,5 godziny w 180*C.

Pieczone mięsko wychodzi soczyste i aromatyczne. Ja podałam je ostatnio z piure z ziemniaczków i słupkami dyni w marynacie z curry (z moich tegorocznych zapasów). Swoją drogą, dynia wyszła naprawdę fajna, sprężysta i jej smak rewelacyjnie komponuje się z czerwonym mięsem :)




Niezmiennie życzę Wam smacznego i udanego weekendu!
Do zobaczenia w poniedziałek :)

piątek, 21 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (19) - Piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką.

















"Zima, zima, zima, pada, pada śnieg (...) Zasypane pola - w śniegu cały świat. Biała droga hen przed nami .."




   A po szaleństwach bałwankowo - śnieżkowych, ulubiona, gorąca i pachnąca kawa/herbata. A jeśli kawka lub herbatka, to oczywiście obowiązkowo jakiś smakołyczek. 
Dziś zapraszam Was na piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką. Biszkopt ma wyrazisty, aromatyczny smak, z wyczuwalną nutką anyżku, goździka i cynamonu.

Zaczynamy od przygotowania biszkoptu. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 i 1/2 szklanki mąki, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 1/2 opakowania przyprawy do pierników (ok 7g), 1/2 szklanki zimnego mleka i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.


Tym razem skorzystałam z gotowego kremu śmietankowego, który przygotowałam według przepisu zamieszczonego przez producenta na opakowaniu (zmniejszyłam jedynie ilość mleka do szklanki, dzięki temu krem ładniej zastyga).

Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. 
Wierzchnią część biszkoptu smaruję cienką warstwową kremu. 
Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam resztę kremu.
Obieram mandarynkę i każdą jej cząstkę kroję na trzy części i układam je na biszkopcie z kremem (tym w tortownicy), a następnie,  przykrywam wierzchnią częścią biszkoptu.
Posypuję czekoladową posypką. 

Ciasto wstawiam do lodówki, żeby krem zastygł i tak też przechowuję.




Życzę Wam dobrego weekendu i wielu smakołyków :)