Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje gotowanie na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje gotowanie na słodko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2015

Piątki z Kurą Domową (42) - Biszkopt z białym serem i konfiturą


    Pomysł na biszkopcik, do którego zrobienia Was dziś zachęcam,  przyszedł bardzo spontanicznie. najpierw był pomysł, by przygotować coś dla mężusia wracającego z delegacji. Zaczęło się od upieczenia biszkopta, a kiedy ten się dopiekał, przyszła pora na zastanowienie się co dalej. W rezultacie wyszedł mi taki serowo - wiśniowy torcik.

   Zaczynam od zrobienia mojego tradycyjnego biszkoptu. Na początek ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.

Pora na przygotowanie masy serowej. Klinek półtłustego białego sera ucieram mikserem z 1 cukrem waniliowym i 2-3 łyżeczkami zwykłego cukru. W (niecałej) 1/2 szklanki letniej wody rozpuszczam 2 łyżeczki żelatyny, dodaję do serowej masy i wszystkie składniki mieszam. Wstawiam do lodówki, co jakiś zaglądając, by masa zbytnio nie stężała (podobnie jak postępujemy przy galaretce).

Wystudzony biszkopt rozcinam na pół. Jego górną część wkładam do tortownicy. Na wierzch wylewam tężejącą masę serową. Drugą połowę biszkopta smaruję konfiturą wiśniową (moja domową z tego roku) i przykrywam tak przygotowanym ciastem, pierwszą połowę biszkopta już z masą serową. 
Wkładam do lodówki do zastygnięcia i tak też przechowuję.

Dodam tylko, że wiśnia i ser bardzo fajnie łączą się ze sobą smakowo. A taki biszkopcik może być fajna alternatywą dla tradycyjnych serników.

Smacznego!




----,--'--@ 
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...

Anek73, Anna S, Nitki Ariadny, Iwa F, Sylwia Fallopia, Renata Pawlicka, Danuta Kielar, Anna Maksymiuk, Zaklęta Igiełka, Izabela Hebda, Elunia (wycinarkę pokażę przy najbliższej okazji), Sylwia Murzynowska, Elżbieta K, Jaglana, Jarzębinowa, Monika Blezień, AsiaB, Promyk, Weronika Mieczkowska dziękuję za miłe słowa, życzenia. Któż nie lubi być obdarowywany i rozpieszczany :) 
Najważniejsze to jednak trafić na taką grupkę osób, które uczciwie się z wymianek wywiązują. Ja miałam to szczęście i jeszcze raz bardzo Wam Kobietki dziękuję. 
Oczywiście stopniowo zajmę się wykorzystywaniem tego całego dobra :)

----,--'--@

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego weekendu! A od jutra zaczynamy już sierpień!

piątek, 24 lipca 2015

Piątki z Kurą Domową (41) - Babeczki Aneczki

   Jak pewnie zauważyliście, mam troszkę mniej czasu na testowanie przepisów czy wymyślanie czegoś nowego. Ale, od czasu do czasu, znajdzie się chwila i wtedy improwizuję. Tym razem zapraszam Was na babeczki. Przepisów na nie cała masa, a i ja dokładam swoje trzy grosze. Babeczki Aneczki, bo moja własna, całkowita dowolność w doborze składników :)




   Przygotowywanie ciasta zaczęłam od ubicia piany z białek z 3 jajek, z odrobiną soli (jajka prosto z lodówki). Następnie dodałam 3 żółtka, 1/2 szklanki oleju, 1 szklanka zimnego mleka, 3/4 szklanki cukru pudru, 1 proszek do pieczenia, 1 budyń śmietankowy, 2 szklanki mąki tortowej. Wszystkie składniki dokładnie wymieszałam. 
Do każdej foremki  nałożyłam do połowy jej wysokości przygotowane ciasto, dodałam łyżeczkę konfitury wiśniowej (mojej tegorocznej roboty :p) i wypełniłam kolejną warstwą ciasta do wysokości około 1 cm od brzegu foremki (miejsce na wyrośnięcie babeczki). 
Zamiast konfitury można śmiało użyć kostkę ulubionej czekolady, albo łyżeczkę budyniu, masła czekoladowego, czy twarożku (np. wcześniej wymieszanego z cukrem zwykłym i waniliowym).
Rozgrzałam piekarnik do 180*C. Wstawiłam babeczki i piekłam je około 25 - 30 min.
Gdy babeczki nieco przestygły, polałam je gorzką czekoladą (tabliczka rozpuszczona na odrobinie mleka), a Piotrek posypał kolorową posypką do dekoracji ciast.

Babeczki wyszły leciutkie i bardzo smaczne. Smakowały i jeszcze ciepłe i kiedy już wystygły. Moi chłopcy wcinali, aż im się uszki trzęsły :)

A ponieważ mój debiut nie okazał się niewypałem, zainwestowałam w foremki z prawdziwego zdarzenia i teraz to dopiero poeksperymentuję z babeczkami!



















Zapraszam do wypróbowania przepisu i życzę smacznego!



----,--'--@
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...

Iwa F, Renata Pawlicka, Izabela Hebda, Anna S, AsiaB, Anna Maksymiuk, dziękuję za pozytywną opinię na temat mojej recenzji :)

aeljot zgadzam się z Tobą, schemat jest świetny i strasznie jestem ciekawa, jak będzie wyglądał gotowy haft na kanwie.

 Iventi Atelier już wiem, że masz ten numer. Na pewno znajdziesz coś dla siebie :)

Jaglana zdaję sobie sprawę, że nie jest to stricte recenzja. Mogłabym pisać i o autorach, i o liczbie stron itd, itd, tylko obawiam się, że każdy od razu uciekłby z mego bloga. Starałam się w miarę ciekawie przedstawić swoje wrażenia. A ja mam nadzieję, że po ubiegłorocznym debiucie, udało się Organizatorom nabrać nowych doświadczeń i tym razem będzie już tylko lepiej :)
 Iwona Kołodziej ja mam tak samo. Odkąd HP podzieliły się na dwa czasopisma, pozostałam "wierna" tylko temu krzyżykowemu, czyli IM. 

Anek73 naprawdę nie udało Ci się znaleźć nic przy takiej różnorodności schematów?

  Weronika Mieczkowska  może jest szansa na odnalezienie gazetki? 

Sylwia Fallopia zdecydowanie masz rację! Nie dość, że ulubiona to jeszcze w prezencie :) Dziękuję za słowo uznania o recenzji :)

----,--'--@ 


Dziękuję wam serdecznie za opinie i komentarze :)
Zapraszam do częstowania się babeczkami.
Do zobaczenia!

piątek, 26 czerwca 2015

Piątki z Kurą Domową (40) - Proste ciasteczka :)

    Ostatnio celebrowaliśmy ważne święto  - Dzień Taty! Synek bardzo chciał zrobić Tacie coś od siebie i oprócz rysunku - laurki, którą sam stworzył, padło na ciasteczka. W dodatku, okazało się, że znaleźliśmy naprawdę prosty przepis i to na pudełku z foremkami do wykrawania. Troszkę go zmieniliśmy, bo Tata Piotrusia lubi kokosy.
Do sporej miseczki wrzucamy 150g miękkiego masła, 75g cukru pudru, 1 opakowanie cukru waniliowego, 1 jajko, 1/2 szklanki wiórków kokosowych (w oryginalnym przepisie, zamiast wiórków, dodajemy 2 łyżki kakao), oraz 350g mąki. Wszystkie składniki zagniatamy, aż do uzyskania gładkiego ciasta. Ja w trakcie zagniatania dodałam jeszcze trochę mąki. Tak wyrobione ciasto odstawiamy na 1 godzinę do lodówki lub w inne chłodne miejsce. Po tym czasie, dzielimy ciasto na kawałki i rozwałkowujemy je na placki 3 - 4 mm. Jeśli placek jest cienki, ciastka wychodzą bardziej chrupiące. Z placków wycinamy ciasteczka, układamy je na blaszce do pieczenia. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku, około 8 min w temperaturze 175*C. 

My pozostawiliśmy je bez ozdoby, bo Piotruś wybrał dość małe foremki, ale śmiało można je ozdobić lukrem, czekoladą, posypkami itd. Do wycinania ciasteczek czy ich zdobienia, jak najbardziej możemy zaangażować dzieciaki. Naprawdę fajna zabawa i sposób na wspólne spędzanie czasu :) A jaka satysfakcja ze stworzenia własnego dzieła!

Dodam tylko, że podczas pieczenia cały dom pachniał wspaniale, a same ciasteczka wyszły palce lizać :) Chrupaliśmy z Piotrkiem jeszcze ciepłe :) 
Tacie oczywiście także smakowały, nawet pochwalił, że są o niebo lepsze niż wszystkie kupowane :)

Dziś już kończę. 
Dziękuję, że jesteście :)
Życzę wam słodkiego, udanego weekendu!

piątek, 29 maja 2015

Piątki z Kurą Domową (39) - Drożdżowy zawijaniec na szybko.

   Ostatnio pochylając się nad haftem, nabrałam ochoty na drożdżowe ciasto. I takim sposobem, zupełnie spontanicznie i bez sięgania po przepisy, wymyśliłam drożdżowy smakołyk, który pochłonęliśmy z rodzinką jeszcze ciepły :) Dzisiaj z Wami pomysłem się podzielę, a nóż widelec komuś zawijaniec się spodoba :)

   Do sporej miski trafiły 3 szklanki maki, 3 jajka, 1/3 kostki margaryny, 1 cukier waniliowy, 1 opakowanie drożdży instant, 1/2 szklanki cukru pudru, 1/2 szklanki mleka. 
Wszystkie składniki zagniotłam dokładnie na jednolite ciasto. W trakcie zagniatania ciasta, dodałam jeszcze około 1/2 szklanki mąki, żeby ciasto odstało od łapki i później nie kleiło się do walka czy stolnicy.
Na mojej ukochanej dużej stolnicy (tej "dostanej" od Teścia, pamiętacie?) posypanej mąką,  rozwałkowałam ciasto na duży placek, który następnie posmarowałam konfiturą z truskawek (mój zeszłoroczny przetworek z własnych owocków) i zwinęłam całość "na rogala". Wyszedł spory, więc nauka na przyszłość - podzielę ciasto na dwie części. Zawijaniec trafił do, wysmarowanej margaryną i oprószonej mąką, blachy i do piekarnika.  Piekłam go 40-50 min w temperaturze 160*C.
 Ot i cała filozofia, a uwierzcie poezja smaku! 



   Na koniec jeszcze, wraz z życzeniami dobrego i smacznego weekendu, taki optymistyczny i "kulinarny" "demot" znaleziony w internecie :) Pozdrawiam Was serdecznie!




PS: W poniedziałek ruszamy z "Makowym dworkiem". Och, jak się cieszę :)

piątek, 15 maja 2015

Piątki z Kurą Domową (38) - Jagodowy biszkopt


   Maj trochę nam kaprysi pogodą. Wczoraj u mnie lało, świeciło słonko, zachmurzyło się, zerwała się wichura i zaczął padać deszcz i to z gradem, a za chwilę grzmiało i błyskało, a potem ponownie się rozpogodziło. Ale pod jednym względem maj nie zawiódł - bzy pięknie kwitną i pachną czarująco! I to wszędzie, co udowadniacie niejednokrotnie na swoich blogach.

   Dziś, w ramach "Piątków z...", zapraszam Was na smakołyk w klimacie kwitnących bzów. W kolorystycznym klimacie ;)

   Ostatnio gościliśmy u siebie dawno nie widzianych Znajomych i specjalnie dla nich powstał jagodowy biszkopt. Zależało mi by przygotować jakiś "nasz", swojski smakołyk, bo na co dzień mieszkają za granicą. Chyba mi się udało, bo dostałam pochwałę za prawdziwe jagody :)

 Zaczynam od zrobienia mojego tradycyjnego biszkoptu. Na początek ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.

Pora na krem budyniowy. W garnuszku zagotowuję 2 szklanki mleka, 5 łyżek cukru i 1/2 kostki margaryny. W 1/2 szklanki zimnego mleka rozprowadzam budyń waniliowy (duży, rodzinny). Po dokładnym wymieszaniu, wlewam go do garnuszka z pozostałymi składnikami. Nadal mieszam i gotuję, na bardzo małym ogniu, jeszcze chwilę. Pozostawiam do ostygnięcia. Następnie dodaję do niego około 1/2 słoiczka konfitury/dżemu z jagód i delikatnie mieszam całość łyżką.
 
Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. Wierzchnią część biszkoptu (zapieczoną skórką do dołu) układam w tortownicy, a na niego wykładam (wystudzoną) masę budyniowo - jagodową. Przykrywam dolną częścią biszkoptu, a wierzch smaruję resztą konfitury. Dla ozdoby dodałam jeszcze kandyzowaną pomarańczową skórkę. Śmiało można użyć jakiejś dekoracyjnej posypki, czy wiórków kokosowych, chociaż nie wiem czy nie "przejmą" koloru jagód.
 
Ciasto wstawiam do lodówki, żeby zastygło i tak też przechowuję.





















Na koniec jeszcze witam nowe Osóbki, które tu do mnie ostatnio zawitały, rozgośćcie się :)
Życzę Wam wszystkim dobrego, spokojnego weekendu!
Pozdrawiam serdecznie :)

piątek, 8 maja 2015

Piatki Z Kura Domową (37) - Domowe ciasto z ...


    Dziś, w ramach "Piątków z ..." zapraszam Was na domowe ciasto. To trochę taka moja improwizacja, wymyślona dla mężusia, który podjada sobie taką bułeczkę do herbaty, a także często zabiera do pracy jako dodatek do drugiego śniadania :)
Taka bułeczka jest o tyle fajna, że można ją wzbogacać dowolnym składnikiem. Osobiście wypróbowałam już: rodzynki i żurawinę, świeże, pokrojone w kostkę jabłko czy pokrojoną w kostkę brzoskwinię z puszki. Aż nie mogę doczekać się sezonu owocowego, bo przecież śmiało będzie można wykorzystać truskawki, maliny czy jagody. Cały wachlarz możliwości!


   Baza do ciasta jest zawsze taka sama. Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i szklankę cukru i ucieram razem. Dodaję 2 szklanki mąki, cały proszek do pieczenia oraz albo szklankę zimnego mleka (wtedy ciasto jest cięższe, urośnie trochę niższe) albo szklankę gazowanej wody (wtedy ciasto jest lżejsze, urośnie trochę wyższe). Łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam część ciasta do wysmarowanej margaryną i posypanej mąką blaszki i wrzucam część owoców czy bakali. Na to wylewam resztę ciasta i pozostałe owoce/bakalie. Piekę około 40 min w około 180*C.

Upieczone i wystudzone ciasto można np.  posypać cukrem pudrem.

Owoce czy bakalie reagują w różny sposób - jabłko czy rodzynki (te ostatnie wcześniej moczone chwilę w ciepłej wodzie) zostają w cieście, brzoskwinia (cięższa) opada na dno, ale tak czy siak takie ciasto z blaszki wygląda ciekawie i apetycznie. U mnie znika najpóźniej na drugi dzień :)






Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanych wypieków!

piątek, 20 marca 2015

Piątki z Kurą Domową (32) - Biszkopt z budyniowym kremem.

 
   Dziś zapraszam Was na biszkopt z budyniowym kremem :) Pierwszy dzień wiosny warto uczcić, a najlepiej czymś słodkim.
A jako rzecze jaśnie nam panujący Wielki Król Julian "Ci, którzy się nie cieszą hańba im!





Tradycyjnie zaczynam od przygotowania biszkoptu. 
Ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 4/4 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża (mam akurat taki, wielkością odpowiadający tortownicy) i piekę 20 min w około 200*C.
 
Pora na krem budyniowy, który na pewno znacie z przepisu na prostą napoleonkę z krakersami. 
W garnuszku zagotowuję 2 szklanki mleka, 5 łyżek cukru i 1/2 kostki margaryny. W 1/2 szklanki zimnego mleka rozprowadzam budyń śmietankowy. Po dokładnym wymieszaniu, wlewam go do garnuszka z pozostałymi składnikami. Nadal mieszam i gotuję, na bardzo małym ogniu, jeszcze chwilę. Pozostawiam do ostygnięcia.
 
Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. Wierzchnią część biszkoptu (zapieczoną skórką do dołu) układam w tortownicy, a na niego wykładam (wystudzoną) masę budyniową i przykrywam dolną częścią biszkoptu.
 
W rondelku, na 1/2 szklanki mleka rozpuszczam na małym ogniu tabliczkę czekolady (u mnie jasna, bo wykorzystałam "łaciatą" biało-brązową). Lekko ostudzoną polewę rozprowadzam na cieście (ma ona wsiąknąć w biszkopt, stąd ta dolna cześć biszkoptu na górze) i posypuję całość kolorową czekoladową posypką ;) 
 
Ciasto wstawiam do lodówki, żeby zastygło i tak też przechowuję.
 
 

 
 
Kochani życzę Wam wspaniałego weekendu i od dziś już jak najwięcej słoneczka :)

sobota, 7 marca 2015

Piątki z Kurą Domową (31) - Zajączki drożdżowe Oetkera.

    Ponieważ wczorajszy dzień był cały zajęty, uznajmy, że piątek został przedłużony na sobotę :) A tym bardziej, że muszę się pochwalić wynalezionym w internecie i sprawdzonym osobiście przepisem na pycha drożdżowe zajączki. Bardzo w klimacie zbliżających się Świąt. Przepisu nie będę kopiować, bo ten oryginalny i świetnie opracowany znajdziecie tutaj, 

Przedstawię tylko składniki:
  • 250 ml mleka
  • 80 g masła
  • 600 g mąki
  • 1 opak. Drożdży instant Dr. Oetkera
  • 100 g cukru
  • ¼ łyżeczki soli
  • 2 szt. jajek 

W mojej wersji zajączków do składników dołączył jeszcze dżem wiśniowy, który wypełnił brzuszki, co okazało się fajnym pomysłem. Wierzch posypałam cukrem pudrem, rezygnując z lukru itd.
Przy takiej ilości "mokrych" składników nie dałam rady zagnieść ciasta, musiałam, więc dodawać po troszkę mąki. Dosypywałam "na oko", ale myślę, że nie więcej niż 1,5 szklanki.

Zające wyszły rewelacyjnie i powitały mężusia wracającego z delegacji :) Chyba nie muszę udawać, że schrupane raz dwa!


















A korzystając z okazji ...


Kochane Kobietki!

Spełnienia wszystkich marzeń,
zadowolenia z siebie, radości życiowej
i aby każdy kolejny dzień był Dniem Kobiet !




piątek, 6 lutego 2015

Piątki z Kurą Domową (29) - Ciasto z kokosami i rodzynkami.

   Tydzień temu było danie obiadowe, dziś zapraszam na coś słodkiego. Ciasto proste, szybkie do wykonania i idealne do kawy, herbaty, a nawet mleka.

   Do miski wbijam 5 jajek i ucieram je z 3/4 szklanki cukru pudru oraz 1 cukrem waniliowym. Dodaję 1,5 szklanki mąki, 1/2 proszku do pieczenia łączę składniki mieszając mikserem. Następnie dodaję 3/4 szklanki wiórków kokosowych. Składniki mieszam, warto to robić chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Do przygotowanej wcześniej formy, wylewam część ciasta, posypuję rodzynkami (namoczone wcześniej w ciepłej wodzie i obsypane mąką), a następnie wylewam resztę ciasta i ponownie posypuję resztą rodzynków. Piekę  40-45 min w piekarniku w 180*C. 
 Po upieczeniu, ciasto można posypać cukrem pudrem.

 (Takie "porcjowanie", wrzucanie "po troszkę" rodzynków do ciasta to jeden ze sposobów, by wszystkie nie opadły na dno formy.)

















 Zapraszam Was serdecznie po więcej przepisów do zakładki Piątki z Kurą Domową .
Życzę dobrego weekendu :)

piątek, 23 stycznia 2015

Piątki z Kurą Domową (27) - Ciemna baba pod płaszczykiem.

   Stanowczo za szybko ten czas leci od początku roku. Zdaje się, że zeszły piątek był zaledwie wczoraj, a tu znowu pora na zaserwowanie nowego przepisu :) Dziś zapraszam Was na "Ciemną babę pod płaszczykiem" mego pomysłu.

   Zaczęłam od ubicia piany z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodałam 5 żółtek oraz 1 szklankę cukru pudru i połączyłam, składniki mieszając mikserem. Dodałam 1,5 szklanki mąki tortowej, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 3 czubate łyżeczki kakao, 1 kostkę rozpuszczonej margaryny oraz 3 solidne łyżki śmietany 12% i połączyłam składniki dokładnie mieszając. Wylałam ciasto do wysmarowanej margaryną i posypanej mąką formy do babek i piekłam w piekarniku około 60 min w 180*C.
Po upieczeniu babę wystudziłam, a w tym czasie rozpuściłam  (na odrobinie mleka) tabliczkę czekolady, dodając 2 łyżki margaryny.
Babę polałam czekoladą, i na prośbę synka, posypałam jeszcze kolorową posypką.




 
 
 
 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
  Tak jak pisałam już kiedyś, Piątki z Kurą Domową wymyśliłam dla siebie, by uporządkować posiadane przepisy i notować te które akurat wpadną mi do głowy, albo które podpatrzę :) Jeżeli macie ochotę się przyłączyć - ponownie zapraszam serdecznie. Zasady proste - zamieście gdzieś na własnym blogu banerek z kurką (miło mi będzie, jeśli dodacie link do mnie), a (w miarę możliwości) w każdy piątek dodajcie swój post z wspomnianą przeze mnie tematyką. Każdy ma, lub może podpatrzeć np. od mamy czy babci, jakiś ciekawy przepis (nie mówię tu o daniach a'la najlepsi kucharze świata, chyba, że takie przygotowujecie na co dzień dla rodzinki). Dobrych pomysłów i inspiracji nigdy dość! 
 



Życzę Wam udanego weekendu i samych dobrych chwil :) Do zobaczenia w poniedziałek, poczytacie między innymi o niespodziance w postaci nominacji jaką dostałam od Zadzieranej Owieczki :)

piątek, 16 stycznia 2015

Piątki z Kura Domową (26) - Torcik kawowy z czekoladą i kremem.

Dziś zapraszam na coś słodkiego, a mianowicie torcik, który zrobiłam sama sobie na urodziny. Torcik, może prosty, ale smaczny i domowy :)

    Tradycyjnie zaczynam od przygotowania biszkoptu, bo to podstawa. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 3/4 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 3-4 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej drobno mielonej (takiej "z pianką") i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.
Biszkopt po upieczeniu, odstawiam do ostygnięcia.
    W tym czasie zabieram się za krem. I tym razem skorzystałam z gotowego kremu śmietankowego, który przygotowałam według przepisu zamieszczonego przez producenta na opakowaniu (zmniejszyłam jedynie odrobinę ilość mleka , dzięki temu krem ładniej zastyga).
Wystudzony biszkopt przekroiłam na pół. 
   W rondelku na odrobinie mleka rozpuszczam tabliczkę czekolady (gorzka z jagodami). Na wierzchniej części biszkoptu, przy pomocy łyżeczki wylewam czekoladową kratownicę.
    Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam krem, pozostawiając w misce trochę kremu do dekoracji. Aby wykorzystać cały krem, można wierzchnią część biszkoptu udekorować tuż po położeniu czekolady.
  Zawartość tortownicy przykryłam wierzchnią częścią biszkoptu. Kremem ozdobiłam brzegi torcika, oraz "napisałam" liczbę latek. Całość posypałam jeszcze czekoladową (biało-brązową) posypką. 
Torcik wstawiłam do lodówki, żeby krem zastygł i tam też go przechowujemy.
 
 Zdjęcia nie najlepsze, bo "wykrojone" z większych, ale widać jak torcik wyglądał. Najważniejsze jednak, że smakował :)
Swoje świeczki także miałam, a Piotruś gorliwie pomagał je zdmuchnąć.
 


Dziś to tyle :) 
Dobrego weekendu Kochani!

piątek, 9 stycznia 2015

Piątki z Kurą Domową (25) Słodki chlebek bananowy.

   Dziś zapraszam Was na coś słodkiego, ale i pożywnego. Na dodatek robi się to błyskawicznie, a efekt jest palce lizać. Nie przedłużając zapraszam an słodki chlebek bananowy, a oryginalny przepis przygotowany przez panią A. Jędraszczak znajdziecie o tutaj.

Zaczynamy od przygotowania bananów. 
Trzy banany obieram, dzielę na mniejsze cząsteczki i wrzucam do rozdrabniacza blendera. Przekładam powstałą gęstą masę do miski. Dodaję 1/3 szklanki oleju, 1 całe jajko, 1/2 szklanki cukru oraz 1 opakowanie cukru wanilinowego. Dokładnie mieszam mikserem na jednolitą masę. Do masy dodaję 1 i 1/2 szklanki mąki tortowej, 1 łyżeczkę sody i szczyptę soli . Ponownie dokładnie mieszam. 
(Pamiętajcie o dobraniu odpowiednich łopatek do miksera,by go nie zepsuć, bo ciasto jest dość gęste). 
Blachę keksówkę smarujemy masłem i oprószamy mąką. Ciasto przelewamy do foremki i wstawiamy do nagrzanego do 180*C piekarnika. Pieczemy także w tej temperaturze. U mnie chlebek  po 45 minutach był gotowy (oryginalny czas z przepisu to ok 55 min, ale warto zajrzeć wcześniej). 




Z chlebka, to ma w zasadzie chyba tylko wygląd, bo samo w sobie smakuje raczej jak takie ciasto bułeczka (takie bezkremowe typu zebra czy marchewkowe). Można go jeść po prostu do herbatki czy kawki, albo posmarować twarożkiem i dodać jakiś owocek.
Kochani, ale jak to pachnie, a jak smakuje :) Już choćby dlatego warto wypróbować.

Życzę smacznego i udanego weekendu!
Pozdrawiam cieplutko, chociaż u nas straszne wiatrysko!

piątek, 5 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (21) - Ciasto budyniowe z jabłkiem.

   Czas przed świętami nieubłaganie się kurczy i czasem ciężko ze wszystkim zdążyć. Dzisiaj zapraszam, na szybkie ciasto, które dobrze smakuje z kawką czy herbatką. Jego dodatkowy atut to, to, że do przygotowania możemy użyć różnych smaków budyniu, a dzięki temu bułeczka za każdym razem będzie inna :) Częstujcie się, więc ciastem budyniowym z jabłkiem.

   Zaczynam od ubicia piany z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 2 szklanki mąki, 1 proszek do pieczenia łączę składniki mieszając mikserem. W 1 szklance zimnego mleka, rozprowadzam 1 budyń śmietankowy rodzinny (jest większy) i wlewam do ciasta. Składniki mieszam, warto to robić chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. 
Wylewam ciasto, na wysmarowaną margaryną i posypaną mąką, blachę i piekę w 180*C.
Mniej więcej pół godz od wstawiania do piekarnika, ciasto posypuję po wierzchu 1 obranym dużym jabłkiem startym na tarce o grubych oczkach (jeżynowej). Ciasto będzie już lekko podpieczone, dzięki temu jabłko "nie wpadnie" do środka. Następnie piekę jeszcze 20 -30 min. 
Ciasto po wyciągnięciu z piekarnika, można posypać po wierzchu cukrem pudrem, lub pozostawić z samym jabłkiem.























 A skoro ciasto do kawki, to na koniec mała ciekawostka, szczególnie dla kawoszy :) 

Ostatnio słyszałam w radio, że kolor kubka z jakiego pijemy kawę, ma wpływ na jej smak. Uczeni zbadali grupę ochotników, a wyniki badań wykazały, że najbardziej gorzka jest kawa pita z białej porcelany, zaś najsłodsza - z niebieskich kubków.A wszystkiemu winien jest oczywiście nasz mózg, który kolor kawy utożsamia ze smakiem goryczy, bardziej "widocznym" na białym tle.

(Źródło)







(Źródło)

(Źródło)



  A ja niezmiennie piję kawkę z ulubionego, dużego "Tillbaki" (prawie białego) i niezmiennie kawkę słodzę jedną łyżeczką cukru. Ale może trochę oszukuję swój mózg, bo u mnie kawka zawsze z mlekiem?

A jaki kolor ma Wasz ulubiony kubek / filiżanka? Czy wpływa to na smak pitego napoju?




   

   Ja właśnie kończę swoją kawkę i lecę do tamborka, bo czas nagli. Jeden prezent (ten z kucykiem) prawie gotowy, więc biorę się za drugi ;)
Po weekendzie, w poniedziałek, zapraszam na losowanie candy z haftowaną krzyżówką (jeszcze jest chwila by się zgłosić ;p).

Życzę smacznego i udanego weekendu!

piątek, 21 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (19) - Piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką.

















"Zima, zima, zima, pada, pada śnieg (...) Zasypane pola - w śniegu cały świat. Biała droga hen przed nami .."




   A po szaleństwach bałwankowo - śnieżkowych, ulubiona, gorąca i pachnąca kawa/herbata. A jeśli kawka lub herbatka, to oczywiście obowiązkowo jakiś smakołyczek. 
Dziś zapraszam Was na piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką. Biszkopt ma wyrazisty, aromatyczny smak, z wyczuwalną nutką anyżku, goździka i cynamonu.

Zaczynamy od przygotowania biszkoptu. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 i 1/2 szklanki mąki, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 1/2 opakowania przyprawy do pierników (ok 7g), 1/2 szklanki zimnego mleka i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.


Tym razem skorzystałam z gotowego kremu śmietankowego, który przygotowałam według przepisu zamieszczonego przez producenta na opakowaniu (zmniejszyłam jedynie ilość mleka do szklanki, dzięki temu krem ładniej zastyga).

Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. 
Wierzchnią część biszkoptu smaruję cienką warstwową kremu. 
Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam resztę kremu.
Obieram mandarynkę i każdą jej cząstkę kroję na trzy części i układam je na biszkopcie z kremem (tym w tortownicy), a następnie,  przykrywam wierzchnią częścią biszkoptu.
Posypuję czekoladową posypką. 

Ciasto wstawiam do lodówki, żeby krem zastygł i tak też przechowuję.




Życzę Wam dobrego weekendu i wielu smakołyków :)

piątek, 24 października 2014

Piątki z Kurą Domową (15) - Rogaliki z jabłkiem

   Wzięłam i wsiąkłam, a to wszystko przez mężusia i wujka :) Spisek jakiś! A tak na poważnie, to dostaliśmy, od wujka właśnie, mnóstwo warzyw, które mężuś przywiózł. Trzeba, więc było to wszystko ogarnąć - czytaj obrać, umyć, pokroić i jakoś wykorzystać. Żeby nie mój "filipek" zagrzebałabym się i do grudnia nie wylazła :) I tak marchewka do zamrożenia, do piwnicy, dwa duże słoiki w zalewie octowej. Pietruszka zblendowana w rozdrabniaczu "filipka" i do zamrożenia. Buraczki i szczaw do słoiczków. Pięknie to ujęłam w trzech zdaniach, a roboty było dwa dni. A przede mną jeszcze dynisko, takie w granicach bagatela 40 kg! Dr G. pomógł wynaleźć mnóstwo przepisów. Poeksperymentuje, popróbuję, a rezultatami się pochwalę :) 
A dziś zapraszam znowu na coś słodkiego. Tym razem proste rogaliki z jabłkiem.

Zaczynamy od ciasta. Do miski wsypujemy 2 szklanki mąki, 1/2 kostki margaryny*, 1 szklankę cukru, 1 cukier waniliowy i wbijamy 2 całe jajka. Zagniatamy ciasto łapką, aż do wyrobienia. W trakcie możemy śmiało dodać jeszcze mąki. Gdy ciasto odkleja się od ręki, zawijamy je w folię i na około 20 min wkładamy do lodówki. 
* Margarynę będzie łatwiej połączyć z ciastem, jeśli wyciągniemy ją z lodówki bezpośrednio przed dodaniem. Jest wtedy twarda i krucha i łatwo ją "odkruszać" widelcem od kostki.

W czasie, gdy ciasto przebywa z lodówce, zabieramy się za jabłka. Myjemy je, obieramy, wycinamy gniazda nasienne i kroimy na mniejsze kawałki. 

Wyjmujemy ciasto  z lodówki i rozwałkowujemy je na cienkie placki (deskę i wałek posypujcie obficie mąką, bo ciasto lubi się kleić). Następnie kroimy (można nożem, ja mam specjalne radełko) placki na kwadraty, na tyle duże by zmieścił się w nich kawałek jabłuszka.

Każdy kawałek jabłka maczamy w ulubionej konfiturze, u mnie truskawkowa własnej roboty, i ukladamy na kwadraciku ciasta. Następnie zawijamy "po przekątnej w rogalik.




Układamy rogaliki na wysmarowanej blaszce i pieczemy około 40 minut w temperaturze 170*C, najlepiej tylko przy górnym zapiekaniu.



Warto co jakiś czas zajrzeć, bo zagniatane ciasto z cukrem łatwo się przypala.

Po upieczeniu posypujemy rogaliki cukrem pudrem. Wychodzi naprawdę fajny smakołyczek! Przetestowane do mleka i do kawki :)

Smacznego!



Udanego, słonecznego weekendu Wam życzę :)