Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podpowiadajki hafcikowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podpowiadajki hafcikowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Karteczka urodzinowa i kilka słów o mulinie cieniowanej :)

   U nas nadal upał. Deszczu brak, zieleni brak, a ja nie potrafię się odnaleźć w tej całej "suchocie". Najchętniej zostaję w domu, bo tu i chłodno i zielono (dzięki moim doniczkowcom posiadanym w ogromnych ilościach). 
Ostatnio hafciarsko co nieco się dzieje, a to drobny hafcik w postaci róży na kartkę, a to kolejne xxx na "Makowym...". Chociaż prawdę powiedziawszy sporo zajmują mi domowe obowiązki, takie wynikające z końca lata i przygotowujące do ważnego wydarzenia, które już niedługo u mnie nastąpi. Sporo porządków, układanie i przekładanie rzeczy w szafach, trochę reorganizacja dotychczasowej przestrzeni, dużo, dużo prania, a i mycie okien, pranie i upinanie firanek itd. Samo życie po prostu :)

   A tymczasem jutro urodzinki obchodzi blogowo-facebookowa koleżanka, więc specjalnie dla Renaty powstała wspomniana karteczka z różą. 
Haft wykonany dwiema nitkami muliny cieniowanej (ostatnio zakupionej) na kanwie gobelinowej. Wybór akurat tej kanwy nie jest nieprzypadkowy, bo zależało mi na siateczce - ot taki pomysł przyszedł mi do głowy :) Wzorek odkserowany kiedyś z jakiejś szydełkowej gazetki.
Karteczka w pełnej krasie poniżej, a ja dodam tylko, że dotarła na czas do Adresatki - Jubilatki :) 






 

 


 Renatko,
 jeszcze raz z całego serduszka
 samych serdeczności!


   Przy okazji tworzenia karteczki, przetestowałam ostatnio zakupioną cieniowaną mulinę. Test podwójny, bo raz, że sama mulina go przechodziła to i hafciarka także, gdyż z tego rodzaju muliną miałam styczność po raz pierwszy. Z tego właśnie powodu zajrzałam do przepastnej wiedzy internetu i jak się okazało, nie był to taki głupi pomysł. 
Poniżej kilka "wyłapanych" z sieci informacji a propos haftowania mulinką cieniowaną, które mi się przydały :) Dzielę sie, bo może i Wam kiedyś taka "wiedza" się przyda :)

Kilka słów o haftowaniu muliną cieniowaną:
(tak by uzyskać efekt cieniowania, a nie melanżu ;p)

- najlepszy wzór, dla tego rodzaju mulinki, to schemat jednokolorowy;
- stawiamy zawsze jeden pełny krzyżyk;
- wzór haftujemy rzędami np. pionowymi (tzn stawiamy krzyżyki od dołu ku górze, a następnie wracamy od góry ku dołowi);
-  zaczynamy zawsze tym kolorem nitki, którym skończyliśmy;
- igłę nawlekamy nitką tak, by oba jej końce były luźne, nigdy nie składamy nitki "na pół" tak jak np podczas szycia.


Tak jak pisałam, są to informacje z internetu, ale stosując się do nich stworzyłam różyczkę z karteczki. Człowiek uczy się całe życie, więc jeśli próbowaliście haftowania taką mulinką i macie swoje uwagi - chętnie przyjmę podpowiedzi i dodam do powyższej listy :)

----,--'--@ 
  W odpowiedzi na Wasze komentarze do...
... "Krzyżyki na "Makowym..." i tanecznie w czytadełku (WDiC)" z 26 sierpnia 2015r.

Danuta Kielar masz rację, każdy, nawet mały kroczek, przybliża nas do końca "budowlanki". A tak szczerze powiedziawszy, to oboje z mężem to lubimy, więc pewnie jak skończymy, to wymyślimy coś nowego :)

Anna S, Ula K., Ewita Jot, maggy rdest, Wioleta Welc, a- lenka, Renata Pawlicka, Izabela Hebda, donka66, Jarzębinowa (chyba dobrze :p), Sylwia Murzynowska dziękuję za miłe słowa o xxx na "Makowym..." i wiarę we mnie :) Haft jest bardzo przyjemny, więc staram się, by przybywało krzyżyków, chociaż po troszkę.

maggy rdest masz rację - dworki będą świetne i każdy ze swoim "charakterem".

maggy rdest, Wioleta Welc zauważyłam, że kiedy pozwalam sobie na to "skakanie" po kolorach, jakoś lepiej mi idzie to całe haftowanie ;p

Jaglana hafcik "W dolinie" chwilowo odłożony. W "Makowym..." mamy wyraźny termin na skończenie, a dolina może sobie poczekać. No i haft jest duży (rozpięty na ramie, która muszę gdzieś opierać) i ciężko mi się obecnie nad nim pochylać, ale cały czas mam go na uwadze i na pewno do niego wrócę.

Aiden Decou witam Cię serdecznie :) Zachęcam mimo wszystko do spróbowania sił w haftach :)

Aga Chmurka prawda jest taka, że chciałoby się jeszcze więcej działać, a tu ciągle coś :)

Anek73 oj do końca to jeszcze sporo brakuje :) Stwierdzam, że raczej połowa za mną :)
 
Iwona Syczowska ja zawsze jestem zdania, że haftowanie ma mi sprawiać przyjemność, bo kiedy coś nas zaczyna męczyć to wiadomo "z niewolnika nie ma robotnika". Taki sposób haftowania jak Twój czy mój, to też metoda :) A czas z książkami to zazwyczaj ten skradziony ze snu, albo "zjadany" wraz ze śniadaniem :)

----,--'--@ 
 
Wielka buźka za odwiedziny i komentarze :p

środa, 28 maja 2014

Nowy projekt metryczki.

   Dni mijają i z każdym jest coraz lżej. Żałobę po Dziadku noszę w sercu, na sobie, ale jestem z natury optymistką i w sumie chyba "twardą babką" i tylko czasem pozwalam sobie na płacz. Każdy przeżywa na swój sposób. Ja wolę myśleć o dobrych chwilach, niż rozpamiętywać. Nie zmienimy tego co było, choćbyśmy nie wiem jak chcieli, ale mamy wpływ na to co przed nami. Dziadek się śmiał, żartował i dla mnie to właśnie robi nadal :)
   Mój dziadek odszedł w piątek, a w sobotę przyszedł na świat nowy mały człowiek :) Znajomi, którzy niestety bardzo długo czekali na swojego Maluszka, powitali synka :) Powiem Wam, że nikt tak nie zasłużył na taką "nagrodę" jak Kasia. Spotkałyśmy się podczas studiów i chociaż wtedy jeszcze obce sobie osoby, nadawałyśmy na podobnych falach :) Nie znam drugiej tak cieplej, dobrej, uczynnej osoby. Nie może, więc być inaczej i metryczka dla chłopczyka musi powstać. Na razie niewiele jej jest, ale nie muszę przecież mówić, że najzwyczajniej nie było czasu i skupić się też było trochę ciężko. Dodatkowo muszę się trochę wpatrywać, bo wzorek kiedyś odkserowałam i to na czarno-biało. Wzorek na pewno znacie, a pochodzi z "Kramu z robótkami" i jest to chyba " Macierzyństwo".  Znalazłam go w internecie także pod inną nazwą.



Ja postanowiłam wyszyć tylko część wzoru tzn. całego bobasa i fragment mamy. Oczywiście kolory także dobierałam według swojego uznania. Sama jestem ciekawa końcowego efektu. Zaczęłam 15 maja i do wczoraj udało mi się wyszyć przynajmniej część malucha. Szczerze, to jeszcze tak naprawdę widać ... prawie nic, ale działam :)




A na koniec jeszcze taka mała hafcikowa podpowiadajka. Małe hafty robię na tamborku, te większe rozpinam na ramce zrobionej z listewek, a alternatywą dla tych dwóch sposobów jest ... papierowa rolka po foli spożywczej. Dlaczego taka? Bo ma grubsze ścianki, niż np. ta po ręcznikach papierowych, a jednocześnie jest lżejsza niż np. drewniany kołeczek. Ale myślę, że jakaś nie za gruba, plastikowa rurka nawet hydrauliczna, także by się sprawdziła.




   Układam rolkę na jednym z brzegów kanwy i zwijam dość ciasno, do wewnątrz. Dzięki temu kanwa nie gniecie się podczas wyszywania, a niepotrzebne w danej chwili jej fragmenty nam się nie plączą. W dodatku dotykamy ręką, lewej strony, a więc nie brudzimy w ten sposób ani prawej strony kanwy, ani wzoru. Po zwinięciu odpowiedniego odcinka, rulonik kanwy zabezpieczam z obu stron, zwykłym spinaczem do papieru, tak by się nie rozwijał.


Zawijanie rulonika

Zabezpieczenie rulonika

Zwinięta kanwa gotowa do wyszywania
  
Ja wyszywam często na dość sztywnej kanwie gobelinowej lub na ręcznie tkanym, prawdziwym płótnie i taki sposób się sprawdził. Może i Wam się przyda :)

Wam życzę miłego popołudnia, a sama wybieram się z wizytą na moje kochane blogi :)

środa, 21 maja 2014

"Ażurowe" pas partu do kartek

   Sobotnia burza natchnęła moją rodzinkę twórczo. Chłopaki poszli do garażu z zamiarem posprzątania i tam sobie razem po męsku działali :) A ja na spokojnie (czytaj - bez pilnowania czy Piotruś nie zjada przypadkiem kleju, albo nie rysuje wzorków na kartonie, albo nie skraca nożycami firanek ;p) rozłożyłam się na stoliku w salonie i się zaczęło. 
Na początku mojej przygody z blogiem, pisałam o zrobionych przeze mnie kartkach i moim pomyśle na proste pas partu. A w sobotę nieco ten pomysł rozszerzyłam. Nazwę z tytułu wybaczcie, po prostu ażur kojarzy mi się z dziurkami i stąd taki pomysł.
Bazę pod te pas partu przygotowałam tak jak poprzednio, tylko "okienko" jest nieco inne. Po wycięciu i złożeniu kartonika, powstały trzy części kartki. Na środkowej części (po wewnętrznej stronie pas partu) odmierzyłam po 1,5 cm od zgięcia na każdym boku - tak powstała ramka. Na tej ramce, na każdym jej boku, odmierzyłam 1,5 cm i jeszcze 0,5 cm, połączyłam punkty jak na zdjęciu. Następnie wycięłam poszczególne elementy (tak jak zaznaczyłam na zdjęciu przerywaną linią) posługując się nożem do tapet/skalpelem. I gotowe :)





To okazała się taką podstawową wersją, bo potem mnie nieco poniosło (odkładałam różne długości, także podwójnie, podklejałam itd) i poniżej skutki :) Szkoda (a może i dobrze), że kartonu zabrakło :)





Lekko, tanio, przyjemnie i kartki bez problemu mieszczą się w zwykłych kopertach. To tylko podstawa, którą można dowolnie zdobić, dodać haft, zdjęcie, kokardkę, guziczek itd. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to takie profesjonalne pas partu, ale ja mam ogromną satysfakcję, że moja kartka od początku do końca jest właśnie moja :) Oczywiście wykorzystam pas partu przy produkcji kartek dla moich dwóch Mam :) Was również zapraszam do spróbowania :)
   A na koniec zaproszę Was jeszcze do Jaglanki, która ma bardzo fajną ściągawkę ściegów hafciarskich, na dodatek jeszcze z czasów szkolnych. Ja takiego "kursu" w szkole nie miałam, więc dla mnie ekstra przydatne :)
Pozdrawiam cieplutko!

środa, 19 marca 2014

Zakładka do książki

 Na Podlasiu kolejny szary, deszczowy, pochmurny dzień. Ale nic to grunt, to nie tracić humoru :)
Tak jak pisałam ostatnio, w sobotę, po uporaniu się z domowymi obowiązkami, zanim jeszcze zabrakło prądu, powstała zakładka do książki. Z racji tego, że było szaro i ponuro, zdjęcia z wykonania, może nie są najlepszej jakości, ale wiadomo o co chodzi, mam nadzieję. Bardzo dużo czytam, więc moja zakładka siłą rzeczy musi być solidna i trwała.

Zakładka, zaprezentowana z obu stron, wygląda tak: 




  Materiały potrzebne do zrobienia zakładki:
  • kawałek płótna (u mnie to 6x17 cm);
  • cienki kartonik ( u mnie z okładki zwykłego zeszytu, o wymiarach trochę mniejszych niż pasek płótna, tzn ok 5 cm na połowę dłuższego boku paska, czyli ok 8cm);
  • nitki do haftu (110 i 113 Bird Brand, zamówione z Igatex), kawałek wstążeczki i różyczki (u mnie wszystko w odcieniach fioletu);
  • taśma dwustronnie klejąca.



   A zakładka powstała w następujący sposób. Zaczęłam od wyszycia wzorku na płótnie. Myślałam o kwiatku, jakimś zwierzątku itd, ale skończyło się na moim, jakże uroczym ( :D ) imieniu i cytacie Umbero Eco. Dopełnienie wzoru stanowią dwie różyczki kupione w pasmanterii, przyszyte od wewnętrznej strony zakładki. Różyczki i wstążeczka nie są przypadkowe :) Pochodzą z moich ślubnych kokardek/ kotylionów :) Kiedy skończyłam hafcik, przykleiłam taśmę dwustronnie klejącą z jednej strony kartonika i przykleiłam go w połowie dłuższego boku płótna. W taki sposób jak widać na zdjęciu, zostawiając troszkę odstępu od brzegów materiału, na obszycie zakładki.



 Następnie czynność powtórzyłam dla drugiej strony kartonika. Kiedy obie części były już przyklejone, zaczęłam ręczne obszywanie zakładki dookoła, ściegiem owerlokowym. W jeden z krótszych boków, pomiędzy kawałki płótna włożyłam wstążeczkę. I gotowe :)

Zakładkę przetestowałam i sprawdza się :) Oj posłuży mi, posłuży. A nawiązując do wykorzystanego cytatu, myślę, że niejedno życie razem przeżyjemy :)

Pozdrawiam i życzę miłego dzionka :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Igielnik po mojemu :)

   Och co to był za (troszkę nietypowy) weekend! W sobotę popsuła się pogoda - zimno, deszcz, no i najgorszy ze wszystkiego paskudny wiatr. Tak wiało, wyginało te biedne drzewa, że strach było wyglądać za okno :( A po południu wichura uszkodziła widocznie linię elektryczną, bo nie mieliśmy prądu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :) Zjedliśmy z mężusiem i synkiem kolację przy świecach, a potem całą rodzinką zasiedliśmy na kanapie i opowiadaliśmy historie, recytowaliśmy wierszyki i śpiewaliśmy wszystkie piosenki z bajek i inne dziecinne, jakie tylko nam do głowy przyszły :) W dzisiejszych czasach nie za często zdarzają się takie właśnie chwile, a szkoda, bo naprawdę bardzo fajnie spędziliśmy czas :) 

Natomiast w piątek, mąż wrócił wcześniej z pracy, więc miałam chwilkę dla siebie i stworzyłam swój Igielnik. Ponieważ mam ciekawskiego trzylatka w domu, sprawę musiałam przemyśleć. Zwykła poduszeczka na igły nie wchodziła w grę, bo mimo, że staram się zawsze trzymać igły, nożyczki itd poza zasięgiem łapek Piotrusia, to wiem, że lepiej dmuchać na zimne :) I tak wpadłam na pomysł wykorzystania do tego pudełka. Nie znaczy to, że synek nie poradziłby sobie z jego otwarciem, gdyby mu jakimś cudem Igielnik wpadł w łapki :) Po prostu zajęłoby mu to więcej czasu, potrzebnego dla mnie, by mu to pudełeczko odebrać :)
Mój mężuś, kiedy pokazałam mu Igielnik podsumował mnie zdaniem "Moja pani perfekcyjna " i całuskiem hehe.  Prawda, nie prawda, sami oceńcie :)


Igielnik po mojemu

Jeśli kogoś zainteresował mój pomysł zapraszam, do dalszego czytania, a dowiecie się jak go zrobiłam.


Materiały do wykonania Igielnika

 Do wykonania mego Igielnika jak widać na zdjęciu wykorzystałam:
  • poduszeczkę uszytą z turkusowego "koszulowego" materiału (pochodzącego ze starej tuniki) wypchaną dość ciasno watą. Poduszeczka ma rozmiar troszkę mniejszy, niż rozmiar dna pudełka. (W moim przypadku to 9x9 cm);
  • wstążka materiałowa w podobnym kolorze co poduszeczka, na tyle długa, by owinąć nią pudełko i zawiązać kokardę. (W moim przypadku to ok 60 cm i szerokość 3 cm);
  • kawałek płótna, na którym wykonałam haft (W moim przypadku to 9,5x9,5 cm), nici (turkusowy kordonek), dodatki do haftu (turkusowa różyczka);
  • pudełko z pokrywką (W moim przypadku to pudełko po ulubionych lodach);
  • taśma dwustronnie klejąca.

Zaczęłam od wyszycia wzorku na płótnie. Wykonałam na środku kwadracika napis, a tuż nad nim dwa listki, w takiej odległości od siebie, aby zmieściła się między nimi różyczka. Następnie obszyłam dookoła kwadracik ręcznie ściegiem owerlokowym.
Następnie okleiłam dokładnie taśmą dwustronnie klejącą pokrywkę pudełka (jej zewnętrzną część) i przykleiłam do niej wcześniej wykonany hafcik.



Teraz pora na pudełko. W jego wnętrzu (na dno) przykleiłam kawałek taśmy dwustronnie klejącej, a na niej poduszeczkę. Następnie okleiłam dookoła pudełko z zewnątrz, już cieńszym paskiem taśmy. A późniejpasek ten, "zakryłam" wstążką, przyklejając ją po kawałeczku. Tak, by z przodu pudełka zostały dłuższe końce wstążki, potrzebne do zawiązania kokardy.













 Dodatkowo pudełko, które wybrałam ma takie specjalne "okienko" dla łatwiejszego otwierania. "Ukryłam" je pod kokardą, tak by, wspomniany wcześniej Synek - Ciekawostek, miał jeszcze bardziej utrudnione zadanie, gdyby Igielnik wpadł mu w łapki :)




Na koniec wbiłam w poduszeczkę igły i gotowe :) W moim Igielniku jest tyle miejsca, że spokojnie zmieszczą się igły, szpilki i agrafki :)


Igielnik z "wyposażeniem"



Chyba dłużej zajęło mi fotografowanie i opisanie krok po kroku Igielnika, jak samo jego zrobienie :) Zapraszam, do spróbowania :)

A w sobotę, po uporaniu się z domowymi obowiązkami, udało mi się zrobić (nareszcie!) zakładkę do książki, ale o tym następnym razem :) 

Pozdrawiam i dziękuję za miłe komentarze. Mój blog ma już ponad tysiąc wyświetleń. Strasznie mi miło, bo to dzięki Wam :)

piątek, 24 stycznia 2014

Ludzie pocztówki piszą...

   Ameryki nie odkryję stwierdzając, że wysyłanie tradycyjnych kartek umiera śmiercią naturalną. Taka szkoda :( Ale ja nie tylko nie narzekam jak większość, ale coś robię w tym kierunku, aby tradycji stało się za dość :) Moi znajomi dostają kartki, nie tylko wysyłane tradycyjną pocztą, ale i ręcznie przeze mnie robione. Troszkę ich już powstało :)

Moje kartki Bożonarodzeniowe...














Moje kartki Wielkanocne...



Kartki różne...







Wzory na karteczki pochodzą Haftów Polskich, Kramu z robótkami itd. Tylko ja, jak to ja, coś zawsze pozmieniam, dołożę. Kolory również dopieram sama, bo wykorzystuję nitki, które już mam. Dodatki, typu wstążeczka, diamencik, cekin, koralik, pochodzą z moich zbiorów (pamiętacie jak pisałam o chomikowaniu rożnych rzeczy :) ). Do niedawna kupowałam gotowe pas-partu , ale zapas poczyniony kiedyś w jednym z marketów się wyczerpał. Kartki, wiadomo do najtańszych nie należą. Włączyła się moja kreatywność i wymyśliłam "swoje" pas-partu. Może komuś spodoba się mój "oszczędny" pomysł? 
Kupuję w jednym z supermarketów kartoniki A3 za około 0,90 zł (jest taki wybór kolorów, że ho ho). Taką kartkę dzielę wzdłuż na trzy paski po 14 cm każdy i wycinam. Potem taki pojedynczy pasek znowu dzielę wzdłuż na trzy prostokąty po około 9,9 cm. Tak powstają punkty do zagięcia "skrzydeł" kartki (łatwiej zagina się je na linijce, przykładając ją prostopadle do kartki). Potem tylko w środkowej części wycinam okienko - najczęściej owal (mój dopasowany do wielkości tej kartki ma wymiary 11x7,5 cm), ale może być i koło, kwadrat czy np. dzwoneczek czy choinka. Warto zrobić sobie wcześniej szablon pożądanego kształtu. Wycinam następnie okienko i gotowe :) Potem taką kartkę można dowolnie ozdobić, wszystkim co nam do głowy przyjdzie. Kartka jest trochę mniejsza niż te gotowe, kupowane ale jej koszt, nie licząc pracy włożonej w jej wycięcie i haft, samego haftu, nitek, kanwy i ozdób, to około 0,30 zł. Pasuje oczywiście do standardowych kopert. A efekt naprawdę jest fajny :)

Moje pas-partu
Życzę twórczej pracy :)