Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podpowiadajki domowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podpowiadajki domowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2014

Piątki z Kurą Domową (4) - Biszkopt truskawkowy.




   Czy to tylko dla mnie czy jakoś tak w ogóle czas leci jak szalony? Nim się obejrzałam mamy już kolejny piątek. Tym razem zapraszam na coś słodkiego, czyli biszkopt truskawkowy.
Zaczynam od zrobienia mojego tradycyjnego biszkoptu. Na początek ubijam pianę z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.
 Gdy biszkopt się piecze, przygotowujemy galaretkę. Do głębokiej miseczki wlewamy 3 szklanki gorącej wody, wsypujemy 2 galaretki truskawkowe (zwróćcie uwagę na opakowaniu czy galaretkę trzeba słodzić czy nie) i mieszamy do rozpuszczenia. Po wystudzeniu, wstawiamy miseczkę do lodówki, aby galaretka mogła zastygnąć. Co jakiś czas ją mieszamy, by nie stężała całkowicie.
Świeże truskawki, kroimy na mniejsze kawałeczki i także wstawiamy do lodówki. Dzięki temu całe ciasto szybciej się "zwiąże".
Upieczony biszkopt (gdy ostygnie) wkładamy do tortownicy. Na biszkopt układamy pokrojone truskawki a następnie wylewamy gęstniejącą galaretkę. Wstawiamy do lodówki do całkowitego zastygnięcia.
Smacznego!





 



   Na koniec jeszcze mój sposób na pozbycie się kamienia w stalowym czajniku elektrycznym
Do czajnika wlewam szklankę zwykłego spożywczego octu i dopełniam czajnik wodą. Wodę zagotowuję. Oczywiście woda taka się nie marnuje, bo wykorzystuję ją na dwa sposoby. 
Po pierwsze, takim wrzątkiem z octem, można zalać mrowisko zlokalizowane gdzieś na podwórku (tak załatwiłam mrówy, przy piaskownicy, które uporczywie gnębiły mego synka).
Po drugie taką wodę z octem można wlać do zlewu, dodać tak jak zwykle płyn do mycia naczyń i umyć w nim szklane naczynia, wazony czy nawet szklany klosz lampy,  szczególnie te, które nabrały "mlecznego" koloru. Ocet przywraca naturalną "przezroczystość" szkła.

Pamiętajmy tylko, by po zagotowaniu jednego czajnika wody z octem, nieco go przestudzić i zagotować następny czajnik - żeby pozbyć się ewentualnego zapachu octu. Tę wodę także możemy użyć do mycia czy prania, ale nie do celów spożywczych.

Na koniec taka "życiowa" rada: kiedy woda z octem zaczyna się w czajniku gotować - koniecznie włączcie okap kuchenny, bo ocet jak wiadomo śmierdzi niemiłosiernie, a gorący to już w ogóle :)

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego weekendu :)

A kto z moich okolic (i nie tylko) zapraszam na XXV Jarmark Dominikański :)


piątek, 1 sierpnia 2014

Piątki z Kurą Domową (3) - Czosnkowy chlebek szwagierki Ani



   Dzisiaj w ramach "Piątków z ..." miało być śledzikowo, ale kobieta zmienną jest i zaproszę Was jednak na chlebek czosnkowy.  Nazwałam go "Czosnkowym chlebkiem szwagierki Ani", bo to ona gdzieś wynalazła ten przepis i "zaraziła" nas wszystkich smakiem i zapachem :) Ostatni raz jadłam chlebek bardzo dawno temu. A tymczasem podczas wspólnej wyprawy weekendowej obie narobiłyśmy sobie nawzajem takiego "smaczka" na chlebek, że obie w tym tygodniu go robiłyśmy :)
Oto mój chlebek "na bogato".
Tarkuję na tarce warzywnej o dużych oczkach około 0,4 kg żółtego sera. Następnie na tarce warzywnej o mniejszych oczkach tarkuję (oczywiście obrane wcześniej) ząbki czosnku z dwóch główek. Oczywiście, zamiast tarkowania, można go także pokroić w drobna kostkę. Ser i czosnek wrzucam do głębokiej miseczki i dodaję około 5 czubatych łyżek stołowych majonezu, mieszam. Rozwijam aluminiową folię do pieczenia (błyszcząca strona do dołu) i układam na niej kromkę chleba (zwykły biały chleb, może być nawet 'wczorajszy"). Teraz smaruję ją serowo - czosnkową mieszanką z miseczki. Na wierzch kładę następną kromkę i postępuję analogicznie. Tak powstałą "piramidę" przykrywam ostatnią (niesmarowaną) kromką chleba i szczelnie owijam folią. Chlebek trafia do piekarnika. Piekę go 30 min w 180*C, po tym czasie jeszcze na 10 min zostawiam w piekarniku. Po 20 minutach pieczenia warto zajrzeć do chlebka, bo wiadomo, że wszystko zależy od ilości użytych składników. Mój chlebek jest "na bogato", bo jak widać, na kromce leży pokaźna warstwa serka i czosnku :) Po upieczeniu chlebek odwijamy, oddzielamy kromeczkę i ... jemy :)
Ja sama nie próbowałam, ale szwagierka piekła przygotowany w ten sposób chlebek, także na grillu. Dodatkowo nabierał tego typowego dla grilla zapachu :)






  A na koniec jeszcze kilka sprawdzonych podpowiadajek związanych poniekąd z tym chlebkiem.
- często, mimo umycia dłoni, nadal utrzymuje się na nich zapach czosnku czy cebuli. Potarcie łapką po czymś stalowym np. płaskiej części noża, albo chochli (warząchwi) do zupy pozwoli się go pozbyć.Teraz możemy umyć ręce jak zawsze;
- zapach czosnku czy cebuli, ale i np. śledzia, z deski do krojenia usuniemy, gdy tuż po jej użyciu, sparzymy ją tzn. polejemy deskę gorącą wodą, a następnie umyjemy wodą z płynem do mycia naczyń jak zwykle;
- po zjedzeniu takiej potrawy jak chlebek - mycie ząbków obowiązkowe :) Ale oddech można także odświeżyć (nie tylko po czosnku) żując kawałek świeżego korzenia pietruszki, lub jeszcze lepiej, natki pietruszki. Pamiętajmy, że natka pietruszki ma też rewelacyjny wpływ na układ moczowy i jest wskazana np. podczas wszelkiego rodzaju zapaleń :)

   U nas dziś deszczowo i nareszcie można odetchnąć od upału.Trzeba nabrać sił, bo następny tydzień zapowiada się bardzo gorąco z temperaturą nie mniej niż 30*C. Jak dla mnie to trochę za ciepło :)

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego weekendu :) 

No i nie zapominajcie, że dziś 70 rocznica powstania warszawskiego. Pomyślcie o tych co walczyli, chociaż przez chwilkę...

piątek, 25 lipca 2014

Piątki z Kurą Domową (2) - Mięsne gałki ze szczypiorkiem i serkiem oraz kaszą gryczaną.


   Wykańczanie poddasza, chyba wykończy mnie, w każdym bądź razie próbuje na wszelkie sposoby :) Już te rury, rozdzielacze, kolana, łączki, "nyple" i inne zawory itp, po nocach mi się śnią. Nawet tu do Was zaglądam o jakiś dziwnych porach. Jednak jeść trzeba, więc dzisiaj w ramach Piątków z Kurą Domową (i pomimo, że u niektórych piątki są postne) zapraszam na mięsne gałeczki. Pomysł, nie jest mój, tylko Teściowej, ale jest to fajna alternatywa dla tradycyjnego mielonego i smażenia. 

Mięso mielone (ok 0,5 kg) wrzucam do miseczki i dodaję drobno pokrojony czosnek, majeranek, sól, pieprz, dwa całe jajka, 1 szklankę bułki tartej oraz pęczek świeżo posiekanego szczypiorku. Wszystko dokładnie mieszam łapką :) Następnie nabieram mięso (mniej więcej tyle co na kotlet mielony) i "rozpłaszczam" je na dłoni. Na środek tego "placka" kładę kawałeczek żółtego sera (ja użyłam topionego ze szczypiorkiem), a następnie przykrywam porcją mięsa. Formuję w dłoniach gałki i układam w naczyniu żaroodpornym z odrobiną wody na dnie. Dla mnie wychodzi zazwyczaj 7 - 8 szt większych kuleczek. Przed pieczeniem, na każdą gałeczkę kładę dodatkowo po łyżeczce keczupu cebulowo - czosnkowego. Piekę w piekarniku około godziny w 180 stopniach.
Gałeczki można podawać z makaronem, ziemniakami, lub, tak jak ja, z kaszą gryczaną.
Jeśli chodzi o kaszę, gotuję najczęściej tę w woreczkach i wg przepisu. Następnie jeszcze gorącą, wrzucam do miseczki, dodaje kilka łyżek masła i sól do smaku. Dokładnie mieszam :)
Całe danie fajnie smakuje ze świeżym pomidorem :)


 


A na koniec jeszcze dwa moje sprawdzone sposoby dotyczące kwiatów w domu, które pewnie znacie:
- jestem posiadaczką dość sporego akwarium i co jakiś czas, jak wiadomo, należy wymienić w nim, chociaż część wody. Ja nigdy jej nie wylewam tylko podlewam nią moje "doniczkowce". Dla kwiatów to jak woda z wspomagaczami, tyle że nie chemicznymi a naturalnymi;
- świeża skórka z banana jest rewelacyjną pomocą przy ścieraniu kurzu z liści kwiatów doniczkowych, ładnie je nabłyszcza i dodatkowo odżywia. 



   Drugi Piątek z ... już za nami, zachęcam do przyłączenia się :) Do zobaczenia w poniedziałek, gdzie między innymi ogłoszenie wyników mojego candy. 

Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego, pogodnego weekendu :)

Wszystkim moim imienniczkom -  Annom, Aniom, Aneczkom, Anusiom, Anulkom życzę uśmiechu, pogody ducha, radości, inspiracji, słodkości i buziaczków :) Dla Was Moje Drogie kwiatuszki z mego ogrodu :)



sobota, 15 lutego 2014

Walentynkowe róże

  Dziś pochwalę się kwiatuszkiem od męża :) Nie przepadam za kwiatami ciętymi, bo później nie mam serca patrzeć jak więdną, no i ich wyrzucać. Za to uwielbiam kwiatki doniczkowe i takie właśnie są te moje różyczki. Mam nadzieję, ze jeszcze długo będą cieszyć moje oko :) A mężuś za to cieszy brzuszek moim walentynkowo - imieninkowym biszkopcikiem (przepiskiem się podzieliłam w jednym z wcześniejszych postów) :)

Walentynkowe różyczki od mężusia

   A przy okazji tych ciętych kwiatów. Ostatnio oglądałam program "Galileo" i akurat trafiłam na reportaż o sposobach przedłużenia życia kwiatom ciętym. Róże w wazonie z miedzianą monetą i drugim z aspiryną wytrzymały mniej więcej około 5 czy 6 dni. Najbardziej sprawdził się jednak specjalny proszek do przedłużania świeżości kwiatów do kupienia w kwiaciarni :) Aha! Była jeszcze podpowiedź jak sprawdzić czy kupowana w kwiaciarni róża jest świeża - delikatnie naciskamy palcem kielich kwiatu, jeśli stawia opór, a przyciśnięte płatki wracają do swego kształtu, można śmiało taki kwiatuszek kupić.
   
A właśnie a propos zakupów.  Siostra wysłała mi znaleziony przypadkiem link, a ja oczywiście skorzystałam. Nie przepadam za zakupami w internecie, jestem raczej z tych, co to lubią trochę "pogapić się i pomacać" :) Kupiłam jednak dwa zestawy kolorowej muliny po 0,29 zł za moteczek. Dla mnie, która w przeważającej większości sama dobiera kolory nitek do wzorów to jak raj na ziemi :) Wzorki na pewno się znajdą, żeby tę mulinkę wykorzystać :) Teraz czekam na zamówionko. A jeśli kogoś zainteresowała taka mulinka, dodaję link. Zresztą podejrzewam, że pewnie już, niektóre z Was znają tę hurtownię :) Wybaczcie, dla mnie "haftowane" zakupki przez internet to nowość.


   Życzę miłego weekendu, bo już w tym tygodniu się nie zobaczymy :) Jutro czeka mnie przyjemna wizyta u rodzinki :) Właśnie skończyli remontować dom i chociaż jeszcze się nie urządzili, to już chcą się pochwalić rezultatami :)  Pozdrawiam cieplutko i słonecznie!