środa, 15 października 2014

Małe hafciki na kartki i czytadło.

   Wczorajszy dzień zajęty był to tym, to tamtym. Postawiłam kilka krzyżyków na SALowej choineczce, ale jakoś nie szło mi całkowicie. Może chwilowe zmęczenie kolorami? A może to dlatego, że "krzyczycie", że idę jak burza, to przechwaliłyście :)
W ramach odpoczynku ... wzięłam igiełkę w łapkę. Oj próżnować to ja nie umiem hehe. Powstały dwa proste hafciki na tegoroczne kartki świąteczne. 
Gwiazdka wyszyta na kawałku zielonej kanwy pozostałej po ostatnio haftowanej kobietce. Użyta nitka pochodzi z rozprutego kiedyś swetra (śnieżynka wydaje mi się bardziej puszystrza). Dodałam także przezroczyste koraliki. Wzorek to ksero z jakiejś szydełkowej gazetki.
Konik na biegunach także wyszyty na wspomnianej kanwie, trzema nitkami Ariadny i Birdbrand. Kokardka to już mój pomysł. Wzorek pochodzi z internetu.
Jest jeszcze trzeci hafcik - Dzwonek z ostrokrzewem. Hafcik zrobiony wieki temu, na kanwie gobelinowej, trzema nitkami Ariadny.  Postanowiłam, że w tym roku go wykorzystam.
Mam także, własnoręcznie przygotowane już wcześniej, pas partu do podejrzenia o tutaj. Na kartki czeka , więc już oprawa. Tym razem nie wycinałam w środkowej części okienka, zrobię to już konkretnie pod haft.
A oto i hafciki :)








   A tymczasem zaczęłam czytać nowe czytadło. Nadal w podobnym klimacie co poprzednie i nadal ta sama autorka. Tym razem to "Trzy boginie" N. Roberts. 

"Trzy boginie" N. Roberts

Ponad 150 stron za mną i ani jednego zbędnego słowa! Uwielbiam tę autorkę za to, że jest konkretna, nieprzewidywalna i trzyma w napięciu. Żadnych niedopowiedzeń i głupawych sytuacji w ich następstwie.
A historia tym razem zahaczająca o mitologię grecką i trzy boginie Mojry, ale osadzona w czasach współczesnych. Póki co rewelacyjna! 
A już tak z czystej ciekawości zajrzałam sobie do internetu i co nieco o Mojrach poczytałam.


John Strudwick, Złota Nić - alternatywne przedstawienie Mojr jako trzech staruszek ( Źródło)

"Hezjod przedstawia nam trzy Mojry, ukazując je jako trzy kobiety pilnujące nici losu. Kloto, "prządka", przędła nić na magicznym wrzecionie, Lachesis, "obdarzająca", umacniała nić i ją kierowała, natomiast Atropos, "nieodwracalna", przecinała nić swoimi nożycami". (Źródło)

Pozdrawiam Was cieplutko, chociaż u nas ponuro i wetrznie :)

poniedziałek, 13 października 2014

Igiełka nadal skacze po saliku :)

   Weekend minął świetnie. Pogoda cudna, bo + 20 *C! Aż trudno uwierzyć, że to październik. Niemal cały dzień spędzaliśmy na podwórku. A to na spacerze, a to na wycieczce rowerowej, kopaliśmy piłkę itd. Piotruś "wsiąkał" też na długo w piaskownicę, a ja miałam okazję dokończyć porządkowanie rabatek czy powiesić pranie. A i na haft znalazła się chwila. Uwielbiam wyszywanie na świeżym powietrzu :) No i pojawiła się nawet amatorka salowej choinki ...



Poniżej  salowa choinka i foteczki jak było ostatnio i jak jest teraz ...





Kto zna wzór dostrzeże małe zmiany. Tuż nad dwoma ptaszkami zrezygnowałam z przedłużenia pnia czerwonej choineczki (takiego jakby krzyża), a nieporadne nieco gwiazdki zastąpiłam serduszkami. 
Niemniej widać, że choineczka rośnie jak się patrzy. I dobrze, bo na listopad plany już poczynione :) Mam zamiar przygotować urodzinowy prezent i lada chwila powinnam także zacząć zapowiadaną już metryczkę i hafty na karteczki świąteczne rzecz jasna :)

A na koniec jeszcze dwa zdjęcia. Oba pochodzą z październików. To piękne różowe niebo, to październik 2014 r. (zdjęcie zrobione w ten weekend), a zima to 28 października 2012 r. 






Życzę Wam miłego dnia  i póki co tylko takiego różowego nieba za oknem!

piątek, 10 października 2014

Piątki z Kurą Domową (13) - Surówka z białej kapusty na dwa sposoby.



   Jesień to sezon wielu warzyw. Między innymi także i białej kapusty, na którą warto się skusić. Niedługo będziemy mogli korzystać z bogatego źródła witaminy "c" w kapuście kiszonej, a póki co zapraszam na świeżą kapustkę.
Zapewne z obiema surówkami się spotkaliście, ale jestem zdania, że warto powielać to co dobre :) Zresztą podobno jemy za mało warzyw, więc nadarza się okazja, aby co nieco w diecie naprawić :)

Surówka z białej kapusty z marchewką.

Do rozdrabniacza blendera wrzucamy kawałki świeżej białej kapusty, a następnie, już rozdrabnianą, przerzucamy do salaterki.  Świeżą marchewkę obieramy, i w podobny sposób jak kapustę, rozdrabniamy blenderem i dorzucamy do salaterki. Jabłka (słodkie) dokładnie myjemy, przecinamy na ćwiartki i usuwamy gniazda nasienne. Blendujemy jabłka ze skórką i również dorzucamy do salaterki. Dodajemy majonez i doprawiamy pieprzem ziołowym, dokładnie mieszamy. 
Przechowujemy w lodówce.


(Zapomniałam zrobić zdjęcie gotowej sałatki, ale kiedy tylko surówka pojawi się znowu uzupełnię jego brak. Nie mniej patrząc na zblendowaną kapustę, domyślacie się, jaka konsystencję ma surówka).

Surówka z białej kapusty z papryką.

 Liście świeżej kapusty kroimy w cienkie paseczki, a te na 2-3 cm "słupki", wrzucamy do salaterki. Czerwoną paprykę dokładnie myjemy, wycinamy gniazda nasienne. Następnie, postępujemy podobnie jak z kapustą, kroimy paprykę w cienkie paseczki a następnie w "słupki".





Obieramy cebulę i kroimy ją w "piórka". Składniki łączymy, dodajemy majonez i pieprz ziołowy do smaku, mieszamy. Przechowujemy w lodówce, pamiętając, że cebula przyspiesza psucie się surówek i sałatek.



 Smacznego!

Wszystkiego kapuścianego Wam życzę,  czyli kapusty na talerzu, w portfelu i tego co z kapusty także :)
Udanego weekendu :)

(Źródło)

środa, 8 października 2014

Dostane - wykorzystane :)

   Przyszła pora na jesienne porządki w kwiatach. Jeszcze parę dni temu pięknie i słonecznie się do mnie uśmiechały aksamitki i cynie. A mrozisko załatwiło je w jedną noc :( Mam nadzieję, że wraz z moimi kwiatami poległo też parę tysięcy bakterii. I to poprawia humor :)
 Krzyżykowo nadal śmigam igiełką po salowej choineczce, ale o tym w poniedziałek. A dziś taki post, troszkę z innej beczki.
Ostatnio na wielu blogach pojawiały się listy hafcików porzuconych czy hafciarska lista życzeń, a co powiecie na listę Dostane - wykorzystane? Pod pojęciem "dostane", mam na myśli cukierasy z różnych blogowych zabaw, ale i prezenty związane z naszą pasją, czyli haftem. Jakoś mam tak, że ilekroć widzę, że ktoś coś otrzymał, zastanawiam się czy trafia to gdzieś w kąt czy faktycznie z tego korzystacie? 
Ze mną to jest tak, że owe prezenty zawsze mnie inspirują i aż mnie korci, by wykorzystać to "dostane" i owo korcenie przemieniam w czyn :)

Tym samym bardzo proszę, moja lista dostane - wykorzystane ...

 1. "Wiekowe" mulinki i kordonki dostałam od starszej pani, która z racji oczek i rączek, które odmawiają już jej posłuszeństwa, przekazała nitki w dobre ręce :) Nitki często wykorzystuję, ot choćby ostatnio zieleń przy Salu Bożonarodzeniowym, pomarańczową Odrę przy "Hibiskusie" czy niebieski kordonek przy hafcie kosza z białymi różami.



 2. W ramach prezentu urodzinowego dostałam kiedyś od siostry mulinę i kanwę. Mulinka wiadomo przydaje się zawsze. Na początku nie wiedziałam jednak co z zrobić z kanwą, ze względu na bardzo rzadki splot i miękkość. Przy okazji imiennych ręczniczków, wszystko to okazało się atutem.


3. Płótno, a w zasadzie, własnoręcznie tkany przez babcię mego męża, len, także świetnie się sprawdza. Uwielbiam zapach tego surowego materiału i nawet, podoba mi się gdzie nie gdzie nierówny splot. Na tej "kanwie", oczywiście obecny Sal, ale i Fioletowa dama, Róże w koszu czy Chłopiec z wazonikiem.

 



Oczywiście na mojej liście dostane - wykorzystane, nie może zabraknąć prezentów od Was.

4. Mam, więc piękne serwetki od Ewy, które zdobią stoły w salonie i kuchni. Ile razy spojrzę, tyle razy ciepło pomyślę o Autorce :) Ewa pewnie nie zdaje sobie sprawy ile razy "razem" haftujemy, albo pijemy kawkę :) Maczki od Ewy wiszą sobie w mojej domowej galerii. Ich wyszycie było czystą przyjemnością i uwielbiam ma nie patrzeć.















5. Portret JP II wraz z kompletem mulin od Eli, niemal sam się wyszywał i dziś zdobi sypialnię. Z kilku powodów, stał się bardzo ważnym dla mnie haftem. Patrzę na niego i pozytywnymi myślami jestem z Elą :)



6. Dostałam także zieloną kanwę, czarną i białą mulinę oraz koraliki od Danusi. Część koralików została (kartki świąteczne?), ale część wykorzystałam do kartki urodzinowej, monogramu. Kanwa i mulinka została wykorzystana ostatnio przy Kobiecie z perłami.

















Nic się nie powinno marnować, a już na pewno nie takie skarby! To czego jeszcze nie zdążyłam wykorzystać, także nie przepadnie. Wszystko w swoim czasie :)

Swoim "Obdarowaczkom" jeszcze raz dziękuję, mam nadzieję, że was nie zawiodłam, a wręcz przeciwnie ;)

Zapraszam Was na piątek.  Czym tym razem Was poczęstuję? Może biała kapusta? Zobaczymy :)
Pozdrawiam cieplutko!

poniedziałek, 6 października 2014

Z kopyta salik rwie :)

   Weekend minął bardzo szybko, ale i bardzo miło. Nawet udało się co nieco wyhaftować, mimo, że Piotruś smarkająco - kaszlący, co zdarzyło mu się ostatni raz w tamtym roku, jakoś mniej więcej o podobnej, jesiennej porze. Całe szczęście, że za często nie chorujemy, bo wstawanie w nocy po kilka razy i przewracanie poduszki na chłodną stronę, podawanie wody, masowanie brzuszka, opowiadanie bajek, czyszczenie noska, głaskanie po główce itd, jest nieco męczące. Ale przecież wiadomo, że synuś sam sobie nie poradzi i po to ma nas :) Niemniej zima coraz bliżej (od kilku dni na Podlasiu poranne przymrozki) i tylko czekać kiedy wymrozi te paskudne bakterie. I dobrze i na zdrowie hehe.
A skoro w temacie zimy, to wracamy do tytułu posta. Jak wiecie zapisałam się na Sal bożonarodzeniowy u Kasi. Mój pierwszy Sal w blogowym życiu! wzorek, jak pewnie wielu z Was, od razu mi się spodobał, ale kiedy dostałam go od Kasi, to się trochę przestraszyłam. Pomyślałam: "No to masz, czego chciałaś", ale tradycyjnie ambicja wzięła górę. Po wydrukowaniu i "złożeniu" wzoru, okazało się, że nie taki diabeł straszny :) A kilka pierwszych krzyżyków jeszcze bardziej mnie zmotywowało. 
Widząc wzorek od razu wiedziałam, co do niego wykorzystam. Boże Narodzenie to dla mnie konkretne zapachy, smaki i kolory - tradycja jednym słowem.  I tu też "poszłam" w tradycję. Moja choineczka haftuje się na naturalnym płótnie (lnie tkanym kiedyś przez babcię mego męża), trzema nitkami Ariadny: starej zielonej i czerwonej. Na ciemne kropki, czyli jak się zdaje łańcuch choinkowy, mam zamiar wykorzystać czerwone koraliki, z szarych kropek raczej zrezygnuję. Postanowiłam, że salowa choineczka będzie podstawą świątecznego bieżnika/serwetki - taki prezent ode mnie dla ... mnie samej :) Nie wiem czy koraliki zdadzą tutaj egzamin i nie poodpadają ot chociażby przy praniu :( Wolałabym, żeby Piotrek nie wpadł na pomysł ich połykania :( A może ktoś z Was wykorzystywał już koraliki do tego rodzaju prac, czyli serwetki czy poduszki? Jak się "spisują"?
Widziałam, że niektóre z Was już zaczęły swoje choinki i czekam na kolejne odsłony. Ja w tej chwili mam tylko ten Sal rozpoczęty (no dobra jest jeszcze "W dolinie", ale znowu do konta wróciło), więc krzyżyki idą raz dwa :) Na listopad też już pewne plany są "poczynione" :) 
A oto i moja gwiazda dzisiejszego posta ...





 Wiem, że to Wy, nauczone doświadczeniem salowym, mogłybyście mi niejedno podpowiedzieć, ale może i moje spostrzeżenia coś wniosą :)
- wyszywam elementy symetrycznie, raz lewą raz prawą stronę, dzięki czemu łatwiej zachować proporcje (szczególnie na tym moim lnie), od razu widać gdy pomylę się podczas liczenia kratek i łatwiej skorygować błąd, zamiast pół haftu pruć;
- to co zostało już wyszyte, na schemacie zakreślam na czerwono (to sugestia od jednej z Was do innego haftu, ale jakże przydatna, za którą dziękuję);
- gwiazdkę czy romb wyszyłam pojedynczą nitką, są widoczne, a jednocześnie dyskretne. Kiedy nitki były dwie czy trzy, całość robiła się według mnie jakaś taka toporna.

A jak Wam idzie "Towarzyszki salowe" ? :p

A na koniec jeszcze wspomnę o trzech niespodziankach, które czekały na mnie tutaj po weekendzie. Wróciła do nas Ela, co mnie niezmiernie cieszy, bo wiem, że łatwo nie było. Danusia wspomniała i tym samym wyróżniła mnie w swoim poście, za co dziękuję :) A Asia przyłączyła się do moich Piątków z Kurą Domową i to od razu z grubej rury, bo z chlebkiem własnej roboty. Zajrzyjcie do Dziewczyn, bo warto :)

Piotruś zaczyna trochę marudzić, więc uciekam :) 
Pozdrawiam Was cieplutko, mimo, że u nas i wiaterek i pochmurno :)

piątek, 3 października 2014

Piątki z Kurą Domową (12) - Biszkopt z ananasem

   

   Ostatnio obchodziliśmy Dzień Chłopaka. Tak jak pisałam moi panowie dostali ode mnie coś słodkiego, a mianowicie biszkopt z ananasem ;) A oto jak go zrobiłam.

Zaczynamy od przygotowania biszkoptu. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia, cukier waniliowy i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.

Teraz  pora na ananasową masę do przełożenia.
Z 1 puszki ananasa odlewam do garnuszka syrop (zalewę), który następnie zagotowuję. W międzyczasie do 1/2 szklanki przegotowanej zimnej wody wsypuję 1 budyń śmietankowy (waniliowy). Dokładnie wymieszany budyń dolewam do lekko gotującego się (na małym ogniu) syropu. Cały czas mieszam, a kiedy masa zgęstnieje, odstawiam do ostudzenia. Krążki ananasa kroję w kostkę (a tak naprawdę tym razem to Piotruś plastikowym nożykiem ciapał ananasa na kawałki ;p ) dodaję do masy budyniowej, a następnie mieszam.

Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam (wystudzoną) masę ananasową i przykrywam wierzchnią częścią biszkoptu.

Kwestia udekorowania ciasta zależy już od waszej fantazji. Ja tym razem wykorzystałam gotową polewę do ciast i dodatkowo posypałam całość wiórkami kokosowymi ;)

Ciasto wstawiamy do lodówki, żeby zastygło i tak też przechowujemy.

Efekt palce lizać, zapewniam!



















 Pozdrawiam i życzę Wam bardzo udanego, słonecznego weekendu. Buzialki!

środa, 1 października 2014

Kobieta z perłami i czytadła.

      Słowo się rzekło i haft "Kobieta z perłami" zakończony. Wyszywało się ją niemal błyskawicznie. Haftu początkowo się bałam, liczony przecież. Nie byłam też pewna, jak będzie wyglądał efekt końcowy, bo kanwa drobna i zielona (ta "dostana" od Danusi), a więc inna i jeden z kolorów zmieniony z szarego na biały. Hafcik wyszywany tradycyjnie trzema nitkami Adriany. Wzorek znalazłam w internecie, chociaż wiem, że był drukowany w HP oraz jest do kupienia w jednym ze sklepów internetowych.
Ostatecznie kobietka, mimo, że nieco odmieniona, podoba mi się. Nawet się śmialiśmy z mężem, że to trochę ja, ze zdjęcia profilowego :) Zobaczcie, jak się prezentuje oryginał i moja wersja (także strona lewa i wersja w szarościach).

(Źródło)
























   Uwielbiam taki moment, kiedy to hafcik został zakończony i pora na coś nowego. Sal bożonarodzeniowy u Kasi to wiadomo, ale też chyba najwyższa pora wziąć się za metryczkę dla pewnego młodego człowieka, który dołączy do rodziny pod koniec roku. I jak słusznie Jaglanka zauważyła u siebie, do świąt znowuż nie tak daleko i chyba pora na kartki :)

Dawno nie pisałam o czytadłach, a one przecież u mnie obowiązkowo :)
Ostatnio przeczytałam, jak dla mnie, świetną książkę, "Szczęściara" K. Kusek Lewis. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, bo porusza ponadczasowe problemy, z którymi borykają się ludzie: kłopoty finansowe, zdrady, kłamstwa, a nawet przemoc w rodzinie. Autorka pisze : " (...) ostatecznie motywem przewodnim stała się nasza skłonność do porównywania się z innymi ludźmi, w tym z najserdeczniejszymi przyjaciółkami, do kreowania własnego wizerunku oraz do postrzegania innych przez pryzmat własnego życia. (...) Czy porównujemy się do siebie nawzajem, ponieważ czujemy, być może podświadomie, że otoczenie oczekuje od nas, byśmy miały jednocześnie urodę i majątek Kate, oddawały się dzieciom i rodzinie niczym Amy i prezentowały niezależną postawę ja Waverly?". Oczywiście, tak jak to w życiu bywa, nic nie jest takie jakby się wydawało. Zachęcam do przeczytania powieści, bo skłania do przemyśleń.
Obecnie sięgnęłam po "Prawdziwe kłamstwa" N. Roberts. Uwielbiam tę autorkę (jej dorobek literacki jest imponujący) i jej powieści. I także przy tej, właśnie czytanej, się nie zawiodłam. Wielka i bogata gwiazda filmowa, wybiera dziennikarkę, która ma napisać jej biografię. Nie każdemu jest to na rękę, bo na światło dzienne wypływają sprawy, które go ujrzeć nie powinny. Póki co za mną ponad 150 stron, a wciągnęłam się i strasznie mnie ciekawi, co też z tego wyniknie.

Pamiętaliście wczoraj o swoich Chłopakach? Ja dla swoich przygotowałam biszkopt z ananaskiem. Wyszło fajnie, więc przepisem podzielę się z Wami w piątek.

Pozdrawiam cieplutko i idę skorzystać ze słoneczka :)