środa, 30 kwietnia 2014

Losowanie Candy Ślubnego








Moje pierwsze Candy dobiegło końca i cieszę się, że mieliście ochotę się przyłączyć. Z całego serducha dziękuję Wam za to, że byliście tu ze mną i dzieliliście się rewelacyjnymi komentarzami, a kto ich nie czytał zapraszam, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie gościom prezenty ślubne przychodzą do głowy (mam tu na myśli raczej te najmniej pożądane). Zauważyłam, że wszyscy podają statystyki przy okazji losowania, też bym tak mogła, ale ... ja dodaję tu listę Uczestników, żeby w nagrodę za zaangażowanie troszkę Was promować i zachęcić do poznawania się nawzajem :)


Do zabawy przyłączyli się zatem:
  1. Aga Jarzębinowa 
  2. Ewita
  3. Świat nicią malowany, Hafty Weri
  4. Pani O.
  5. Promyk
  6.  Meri
  7.  Szarlotka
  8.  Jaglana
  9.  Agnieszka Lesisz
  10. Katarzyna
  11.  Anna S
  12.  Weronka
  13.  Andżelika S.
  14.  Arte by Ania
  15.  Ulkaaz
  16. marrika91
  17. Z dala od miasta
  18.  theszakal
  19.  Nati B
  20.  Mania Adamiak
  21.  Beata
  22.  Rękodzieło Agnieszka Kusz
  23.  aldia arcadia
  24.  Sabi S.
  25.  Jeniulka
  26.  Mulinka Kordonkowa 
  27.  Marta W.

Przyznanie obiecanych, dodatkowych trzech losów za komentarz, który najbardziej nam (mężowi i mnie) się spodoba nie było łatwe, uwierzcie. Ja tam bym Was wszystkich chętnie nagrodziła :) , ale mąż stwierdził, że skoro miało być trzy, to trzymamy się zasad :) Po burzliwej naradzie się udało, i tym samym dodatkową szansę w Candy dostaje od nas Aga Jarzębinowa za żywą kurę i koguta, Z dala od miasta za pudło papieru toaletowego, Mulinka Kordonkowa za młotek. Gratuluję :) 

I żeby już Was dłużej nie trzymać w niepewności, zdradzam, że los (tym razem łapką męża tuż przed wyjściem do pracy) zdecydował, że moje pierwsze Candy wygrywa :


Serdecznie Ci Jarzębinko gratuluję, mam nadzieję, że nagroda Ci się spodoba :) Poproszę jeszcze tylko o adresik korespondencyjny na @ z mego bloga.
Chociaż część Candy Nagrody, już przygotowałam, kilka chwil wykrojonych z majowego weekendu pozwoli mi na zajrzenie jeszcze raz na blog jarzebinowehafty.blogspot.com , w celu dokładnego przyjrzenia się :), a tuż po "majówce" nagroda ruszy w drogę do nowego domku :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Historia pewnej miłości, czyli jak to z nami było

"Małżeństwo to diament szlifowany przez całe życie".
Antoni Regulski


  Ponieważ jutro moja czwarta rocznica ślubu, ale i losowanie Candy, więc dziś opowiem Wam jak to wszystko się zaczęło :) 2001 rok, upalne lato i nuda taka, że aż strach. Postanowiłyśmy z koleżankami wybrać się chociaż na spacer, nad rzekę. Na miejscu, siedziałyśmy sobie i plotkowałyśmy, a to o facetach, a to o dyskotece, a to o tym, co która nałoży na następną (nastolatki!). Nagle pojawiło się dwóch "nietypowych" chłopaków. U nas nikt nie chodził tak wystrzyżony, nie nosił glanów i postrzępionych ubrań, kolczyków w uchu, no i gitary. Od słowa do słowa, dowiedziałyśmy się, że chłopaki podróżują "na stopa", nie mają grosza przy duszy, ale jak wakacje, to wakacje :) Zaprosili nas na wieczór na ognisko, bo postanowili biwakować nad rzeką :) Moja siostra szybko nawiązała nic sympatii z jednym z chłopaków, więc się zgodziłyśmy. Ognisko było naprawdę fajne i dobrze się bawiliśmy. Okazało się, że ta gitara to nie tylko dla ozdoby i na podryw, ale faktycznie przy jej akompaniamencie wyśpiewaliśmy wszystkie znane rockowe, ogniskowe i biwakowe piosenki :) Następnego wieczoru chłopaki przyszli po nas na kolejne ognisko. Tym razem jeden z nowo poznanych kolegów powiedział, że "ma dla mnie chłopaka". "Hmm,tak jasne" - pomyślałam. Ale kiedy zobaczyłam tego rzekomego chłopaka dla mnie, to szczęka mi opadła! Jakby mnie piorun strzelił, tam na środku tej łąki :) Zauroczył mnie wszystkim chyba: wyglądem, zachowaniem, sposobem bycia, rozmową, delikatnością i opiekuńczością. Nawet nie wiem kiedy minęło kilka godzin, a ja miałam wrażenie, że znamy się całe życie! Tyle nas łączyło! Tego samego dnia całowaliśmy się po raz pierwszy, a wierzcie ja nigdy, naprawdę nigdy tak się nie zachowywałam! Od następnego byliśmy razem  :) I tak do dziś, a to już trzynaście lat. Gdybym sama tego nie przeżyła, pewnie nie uwierzyłabym, że miłość nastolatków (ja 17, Grześ 18) potrafi przetrwać. Nasza była bardzo chyba od samego początku dojrzała i okazało się, że naprawdę jest coś takiego jak dwie polówki :) Nasze się odnalazły wtedy, ale prawda jest taka, że było nam pisane się spotkać tak czy siak :) Potem w naszych rozmowach okazywało się, że byliśmy w tych samych miejscach, o tym samym czasie, tylko o tym nie wiedzieliśmy :) Tak naprawdę, oficialny ślub nie był nam potrzebny, swój wzięliśmy tam nad rzeka pod gwiazdami, kilkanaście lat temu :) Wiele już razem przeszliśmy, dobrych chwil i tych gorszych też, ale tak czy siak zawsze razem mimo wszystko :) I mam nadzieję, że jeszcze wiele przed nami.
Czasami sama zastanawiam się, czy ta historia naprawdę się zdarzyła, a potem odwracam głowę, a Grześ tu jest, tak po prostu ...

sobota, 26 kwietnia 2014

Polskie hafty ludowe, czyli post dla wytrwałych :)

Jakiś czas temu pochwaliłam się Wam, że posiadam przepiękne wzory haftu ludowego, takie troszkę trącące myszką :) Obiecałam, że pokażę tę perełkę mojej kolekcji, ale do tej pory czekałam na skanerek, żeby Wam to pięknie przedstawić. Na takie urządzenie wielofunkcyjne poluję już hohoho od dawna, ale póki co z mężem nie mogę dojść do porozumienia, bo z racji tego, że drukuję tylko co jakiś czas, Grześ twierdzi, że drukarka nie potrzebna :( Popracuję nad nim i przekonam :) A tymczasem pozwoliłam sobie na kilka zdjęć tych moich wzorków. Niestety raczej na pewno nie będziecie mogły skorzystać, ale może chociaż oko pocieszycie :)

Warto zacząć od tego, że wzory pochodzą z nr 19 (tego niebieskiego) "Uszyj sama" (spec. wyd. "Przyjaciółki").

Tutaj znalazłam ofertę sprzedaży gazetki.

Urzekł mnie haft płaski, kładziony czy jak go tam zwać i w przyszłości mam zamiar spróbować, chociaż nie jestem pewna co z tego wyjdzie :) 

Jest fajna notatka od autora i tu cytuję:

"Przedstawione wzory pochodzą z następujących regionów: Kujaw, Kaszub, łowickiego, krakowskiego, żywieckiego, cieszyńskiego, Podhala, hrubieszowskiego, pułtuskiego, rzeszowskiego, opoczyńskiego.
Hafty dobrane zostały tak, by mogły być wykorzystane przez bardziej i mniej doświadczone hafciarki, a nawet przez osoby po raz pierwszy próbujące swoich umiejętności w tej dziedzinie (...)
Proste wzory haftów krzyżykowych można także wykorzystać do ozdobienia dzianin robionych na drutach. Pamiętać trzeba, że kolorów włóczki musi być tyle co kolorów nici, a każdemu krzyżykowi haftu odpowiada jedno oczko dzianiny (...)
W przypadku, gdy haftem chcemy ozdobić materiał jasny sprawa jest prosta. Wzór z arkusza przenosimy wówczas na kalkę kreślarską lub pergamin, a potem przekalkowujemy na materiał, używając kalki ołówkowej. Sprawa jest bardziej złożona, gdy chcemy ozdobić haftem materiał ciemny, wtedy polecamy sposób hafciarek łowickich. Haft przerysowujemy na miękką bibułkę, po czym przyfastrygowujemy go drobnymi ściegami po liniach wzoru. Następnie bibułkę wypruwamy; pozostałe nitki fastrygi tworzą wzór, który wypełniamy haftem."

Wiedzieliście o tym, że haftem krzyżykowym można zdobić dzianiny robione na drutach? Albo znaliście ten sposób przenoszenia wzoru? Fajnie poczytać takie rzeczy :) A na dodatek na pierwszej stronie jest taka "grafika" z rodzajami ściegów hafciarskich:




Mnie urzekł "łańcuszek" i już coś tam "wymodziłam" i się pochwalę przy okazji :) A tymczasem na koniec jeszcze trochę zdjęć wzorków (kilku z 84 w gazetce ) : 








Kto dotrwał do końca - dziękuję i mam nadzieję, że nie żałuje swojej decyzji :)

piątek, 25 kwietnia 2014

Urodzinkowy prezent dla Oliwki

Urodzinkowy prezent dla Oliwki już wręczony jakiś czas temu, a jeszcze nie pokazany :) Odkąd widzieliście go ostatni raz, doczekał się jeszcze ozdobników w postaci kwiatków i serduszek. Kwiatuszki celowo takie "pokraczne", jakby rysowało je dziecko. Znalazłam je kiedyś w internecie i tak naprawdę, są na plastikową kanwę, z której później można zrobić ramkę na zdjęcie. Kwiaty wyszyte są nitkami z rozpuszczonych swetrów. Haft "Hosi" to dobrane przeze mnie kolory (trzy nitki) Bird Brand, a wzorek powstał ze zdjęcia. A więcej o nim, oraz skąd wzięła się nazwa "Hosia" przeczytacie tutaj


Urodzinkowy prezent dla Oliwki

Isia obejrzała obrazek z każdej strony, porównując z oryginalną, ulubioną przytulasią i  powiedziała "Ika jubi ten objazek". czyli wygląda na to, że"zdałam egzamin" :)

A na koniec trochę o czytadłach. "Druga szansa" J. Green wreszcie za mną. Piszę "wreszcie", bo kto czytał post o tym jak powieść zaczynałam, wie, że czyta się ją ciężko ze względu na sposób pisania (bardzo często w czasie teraźniejszym). Porusza tak wiele tematów, że chwilami człowiek zaczyna się gubić. Szczególnie na początku, kiedy nie pamiętamy dokładnie jeszcze wszystkich postaci. Jeśli ktoś ma ochotę na te prawie 400 stron rozprawy o śmierci, rozwodach, samotności, problemach, ale i trochę o miłości, przyjaźni - to zapraszam, dla mnie książka należy do takich, do których pewnie nie zajrzę ponownie. Ogólnie powieść ma pozytywne opinie, mnie nie urzekła.

Dla równowagi psychicznej zaczęłam lekkie i łatwe "Nienasycenie" V. Henley. Romansidło oczywiście :) Opowiada o Anglii w czasach pod monarchią Elżbiety I. Młoda, trochę zbuntowana dwórka królowej Cath, spotyka na swej drodze szkockiego lorda Patricka i historia się zaczyna ... Na razie ponad 120 stron za mną, ale czyta się bardzo szybko i losy bohaterów wciągają :)


"Nienasycenie" V. Henley


Przypominam, że do końca Candy już tylko parę dni. Ja już powoli zaczynam gromadzić niektóre elementy nagrody, ale oczywiście czekam (prawie jak na rocznicę ślubu :p ) na wybór trzech najlepszych komentarzy, by ich autorom przyznać dodatkowy los, no i na ostateczne losowanie :)

Życzę miłego dzionka :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Kokosowo - pomarańczowe rafaello

Na tegoroczne Święta przygotowałam taki oto właśnie smakołyk do kawki. Nie będę Wam tu kadzić, że robi się go szybko, ale łatwo i przyjemnie to i owszem. Jest on tylko nieco praco i czasochłonny. No ale dla efektu  - warto. Recepturę na to cudo przepisałam kiedyś z jakiejś gazetki o gotowaniu, ale jak to ja, nieco ją zmieniłam (synek nie przepada za migdałami). Ten oryginalny znajdziecie na zdjęciu na końcu, a moje rafaello wygląda tak ...


Kokosowo - pomarańczowe rafaello


Tworzenie smakołyka zaczynam od pokruszenia 8 wafli tortowych. Robiąc te pralinki pierwszy raz, nie miałam jeszcze swojego "filipka" i wafle kruszyłam łapkami. Można i tak, chociaż nie polecam, bo efekt podobny jak po wbijaniu szpilek przy karczochowych dziełach - rączki bolą jak diabli :) Tym razem wafle pokruszyłam w rozdrabniaczu blendera. 



Następnie w garnku zagotowałam 2 szklanki wody i wsypałam do niej 1 szklankę zwykłego cukru i mieszałam, aż się rozpuścił. Po ostudzeniu dodałam do tego pokruszone wafle, kostkę masła (1/3 rozpuszczamy i wlewamy do wafli, a 2/3 wrzucamy do wafli małymi kawałeczkami), 300g mleka w proszku, 100g wiórków kokosowych i 100g kandyzowanej skórki pomarańczowej. Dokładnie mieszamy, ucierając. Po wymieszaniu, na 30 minut wstawiamy do lodówki. 




Po schłodzeniu masy, zaczyna się najbardziej mozolna część pracy, czyli lepienie kuleczek. Formujemy kuleczkę w dłoni tak, jak na przykład klopsiki z mięsa. By z zewnątrz kuleczki były równe, "wystające" kawałeczki skórki pomarańczowej wciskamy do środka pralinki. Następnie tak uformowaną kuleczkę, obtaczamy w wiórkach kokosowych (na tę ilość składników potrzeba około 100g). 


 Gotowe kuleczki układam w naczyniu, które można szczelnie zamknąć, ponieważ musimy je mocno schłodzić, czyli znowu trafiają do lodówki, aż do momentu podania.




Tuż przed podaniem, rozpuszczam w rondelku kilka kostek mlecznej czekolady i polewam nią każdą kuleczkę, która powędruje na stół. Czekolada nie jest tu jednak obowiązkowa i  można z niej zrezygnować - pralinki i tak są smaczne :)

A tu jeszcze na koniec oryginalny przepis (z migdałami), o którym wspomniałam na początku. Musicie mi tylko wybaczyć moje pisanie na kolanie :)




Smacznego!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Chłopczyk z wazonikiem, czyli rozwiązanie zgaduli :)

Święta, święta i ... nadal święta, bo lodówka pełna pyszności :) 
Przepisami na słodkości, które przygotowałam do wielkanocnej kawki podzielę się w kolejnych postach, a tym czasem pora rozwiązać Haftowaną zgaduj zgadulę :)
Tyle wspaniałych pomysłów wypisałyście, że inspiracji mi nie brakuje. Aż dziwne jednak, że nikt nie zgadł, a tym bardziej, że próbowały same kobietki ;)



Tak, tak Kochani, haft wykorzystałam do stworzenia przepastnej torebki :) Każda mama wie, że musi mieścić się w niej niejedno i w tej, którą tworzyłam tak właśnie jest :) A oto i sprawczyni całego zamieszania i jeszcze raz sam haft z chłopczykiem. 


 


 Skoro nikt nie zgadł, postanowiłam, że wśród tych z Was, które podsuwały te wszystkie pomysły wykorzystania haftu, po prostu wylosuję jedną osobę i ona dostanie obiecane wzorki. I takim oto sposobem los (łapką Piotrusia) wybrał ...



Weroniczko mail z obiecanymi wzorkami już do Ciebie powędrował :)
Pozostałe Kochane Kobietki mają moje podziękowania i buziaki :)

Dziś pogoda piękna, więc od rana sadzę kwiatki na mojej "kamiennej" rabatce. Zrobiliśmy z synkiem małą przerwę na obiad, oraz Piotrek - na bajkę, ja - na chwilę z Wami, i działamy dalej :) 
Pozdrawiam Was cieplutko!

piątek, 18 kwietnia 2014

Bezinteresownie, wiosennie, światecznie :)

   Tyle się mówi, o bezinteresownej miłości dzieci do rodziców, a ja wczoraj sama tego doświadczyłam. Mąż wrócił wczoraj z kilkudniowej delegacji bardzo późno (około 22:00). Synek mimo, że ziewał i niemal słaniał się na nóżkach, cierpliwie czekał i wypatrywał. Kiedy usłyszał, że drzwi garażu się otwierają, zaczął tuptać nóżkami z radości. Gdy tata wszedł do domu, synka jakby zamurowało ze szczęścia. Stał i patrzył z taką radością w oczkach, chciał coś powiedzieć, ale chyba nie wiedział od czego zacząć. I wiecie co zrobił? Objął tatę rączkami za szyjkę i po prostu patrzył mu w oczy z takim cudownym, szerokim uśmiechem na twarzy, z takim uwielbieniem, że aż mi się łzy zakręciły :) Moje kochane chłopaki :) Jeszcze długo sobie rozmawiali, a Malutek zasnął niemal w jednej chwili, gdy tata po kąpieli przyszedł do sypialni i zgasił lampkę :) Podejrzewam, że ponieważ tata ma dziś wolne, mama będzie potrzebna jedynie z racji głodu i pragnienia :)




A wczoraj  zapisałam się na wiosenną zabawę u Marriki. Z racji tego powstał, krótki wiosenny wierszyk, taki tam, może mało ambitny, ale wymyślony w końcu w pięć minut:

Wczesnym rankiem w okno puka,
Myślę "Kogoś chyba szuka".
"Już, już wstaję" i otwieram,
a to narcyz o szybę się opiera!

Zajrzyjcie i Wy :)


A ponieważ będę tu pewnie dopiero po Wielkanocy ...

... życzę Wam rodzinnych, radosnych i spokojnych Świąt,
odpoczynku, pachnących spacerów, pogody ducha i tej za oknem,
 żeby spełniły się Wasze marzenia, a plany doczekały realizacji. 
Jaj pomalowanych w najskrytsze marzenia i bab smacznych i słodkich jak miód. 
Zajęcy hasających po ogródkach Waszej wyobraźni i mokrego od wrażeń śmigusa dyngusa. 
Wielu ciekawych inspiracji i kolejnych wielkich - małych dzieł!


A tu jeszcze na poprawę  humorku, takie jajeczka - "pisanki" znalezione w sieci :)




Na koniec przypominam, że nadal trwa Candy ślubne i nadal możecie wziąć udział w Haftowanej zgaduj - zgaduli. Zapraszam Was serdecznie i do zobaczenia po Świętach :)