Rewelacyjny weekend za mną! Pogoda dopisała, odpoczęłam, dobrze się bawiłam, aż łapki swędzą, żeby brać się za hafciki ;) A jest za co, bo wrzesień, to miesiąc urodzin dwóch bliskich mi osób. W planach, więc małe wyszywanki. Jedna już czeka na odpowiednią oprawę, większość drugiej także jest, no i chodzi mi po głowie trzecia ... zobaczymy :)
A tymczasem pamiętacie może tę piękną, zieloną kanwę od Danusi? Oj kusiła mnie, kusiła ... Nawet omal nie doszło do "scen dramatycznych", bo już stałam nad nią z nożyczkami, żeby pociachać na kartki! Ale na szczęście się opamiętałam! A już tak na poważnie szkoda, byłoby takiego rewelacyjnego, dużego kawałka. Trzeba, więc było się zastanowić nad odpowiednim wzorkiem. Pierwsza myśl - kwiaty. Ale one mają zazwyczaj zieleń, więc bałam się, że "zgubi się" na kanwie. I wtedy przypomniał mi się wzór, do którego "wzdychałam" od dawna. I zaczęło się ... i efekty "zaczęcia" bardzo proszę ...
Taka kanwa to dla mnie spora nowość, bo nie pracowałam jeszcze na takich splotach, ani na kanwie kolorowej. Krzyżyki są drobne, ale oko i ręka bardzo szybko uczą się odległości :) Już mi się podoba, więc Danusiu jeszcze raz buźka dla Ciebie :) Co do schematu, to tematycznie jest on bardzo w moim stylu, czyli przedstawia jeden z moich ulubionych hafciarskich motywów. Haftowanie wzoru zaczęłam od jego dość istotnej części, więc pewnie już się domyślacie, cóż to będzie. Celowo nie podaję jaką wzór nosi nazwę i zapraszam Was tym samym na zgadywANKĘ!
Co będzie przedstawiał hafcik? O jaki wzór chodzi?
Proszę o odpowiedzi w komentarzu pod tym postem. Schemat posiada swoją autorską nazwę i możecie ją podać. Może to być również, Wasza "domyślona się" propozycja :)
Kto odgadnie, dostanie ode mnie ma @ ten wzorek, lub jeśli go posiada, jakiś inny o podobnej tematyce.
Myślę, że zgadywANKA nie sprawi Wam problemu, ale niezmienne życzę powodzenia :)
Jeszcze na koniec wspomnę o czytadłach. "Myślę, że cię kocham" A. Pearson nareszcie za mną. Kończy się zaskakująco, ale nie przez splot wydarzeń, ale tak po prostu. Wątek, który rozwija się przez 400 stron jest na koniec ciachnięty, dokładnie jak polanko siekierą. Odniosłam trochę wrażenie, jakby autorkę gonił termin i pewnego pięknego dnia wydawca powiedział "Ej, dobra dawaj, bo trzeba drukować" hehe. Tak jak pisałam, gdyby książkę "odchudzić" pomijając niektóre opisy, byłaby naprawdę fajna. Ale to tylko moje skromne zdanie :)
Na szczęście po tych dwóch ostatnich niezbyt szczęśliwie czytających się książkach, przyszła ulga hehe. Zaczęłam, a w zasadzie już kończę, bardzo fajną babską książkę "Nikt mi się nie oprze" S.E. Phillips.
| "Nikt mi się nie oprze" S.E. Phillips. |
Czyta się ją naprawdę bardzo dobrze. On - Pan Idealny, ona - buntowniczka znienawidzona przez całe miasteczko! Może ich coś połączyć? Kto się czubi ... i resztę doczytajcie sobie sami, bo warto!
Dziś na tyle Kochani.
Pozdrawiam cieplutko, dziękuję za Wasze komentarze, wszystkie chętnie czytam i na wszystkie chętnie odpowiadam :)




























