piątek, 30 stycznia 2015

Piątki z Kura domową (28) - Szynka w plastrach pieczona z masełkiem.

Dziś zaproszę Was na proste danie obiadowe - szynkę w plastrach pieczoną z masełkiem. 

   Zaczynamy od przygotowania szynki. Kroimy ją na plastry grubości 1,5 - 2 cm. Kostkę pełnego masła także kroimy na około 0,5 cm plasterki. Następnie, w naczyniu żaroodpornym z pokrywką, układamy naprzemiennie plaster szynki i plasterek masła. Podlewamy 1/2 szklanki przegotowanej wody. 3 ząbki czosnku kroimy w drobną kosteczkę, a następnie posypujemy nim mięsko. Przyprawiamy posypując po wierzchu  majerankiem, pieprzem ziołowym, odrobiną czerwonej ostrej papryki w proszku, sproszkowanym listkiem laurowym i solą. Całość skrapiamy sokiem wyciśniętym z połówki cytryny.
Naczynie przykrywamy, wstawiamy do piekarnika i pieczemy w 180*C, aż mięsko będzie miękkie (ok 1 - 1,5 godz.).

Ja podałam szyneczkę z piure z ziemniaków (posypane szczypiorkiem hodowanym w doniczce na parapecie ;p)  i sałatką z kiszonych ogórków z majonezem.





Życzę smacznego, a także udanego weekendu!
Do zobaczenia w poniedziałek!

środa, 28 stycznia 2015

Kwiatuszki i czytadło.

  Na Podlasiu prószy właśnie śnieg. Synek tęsknie patrzy za okno, bo skoro pada, to może wreszcie na sanki pójdziemy. Od kilku dni mamy temp. na plusie, więc raczej marne szanse. I jeszcze człowiek taki jakiś, jak przez magiel ... Staramy się jednak nie dawać nudzie, szarościom i innym takim, bo ...




Jeśli chodzi o hafciki, to na chwilę odłożyłam "W dolinie", na rzecz hafciku, który na razie jest tajny przez poufny :) Ale nie jest duży i wyszywa się go świetnie, więc koniec na widnokręgu.
Za to dziś mogę pokazać dwie karteczki z wymianki imieninowej, chociaż same kwiatuszki już na blogu gościły. Kwiaty wykonane mieszaniną mulin, dwiema nitkami, haftem płaskim dzierganym i łańcuszkiem. Wzory to w przypadku czerwonej kartki - kolorowanka synka, a w beżowej kserowane z jakiegoś pisma (cały ich plik dostałam kiedyś od babci). Reszta, a więc pomysł, oprawa, napisy to już cała ja :) Karteczki już u Adresatek :)





A ostatnio pokusiłam się na jeszcze dwa małe hafciki kwiatków, tym razem w krzyżykach. Wzory pochodzą ze spec. wyd. Sabriny 1/2006. Wykonane mieszaniną mulin, na kanwie całkowicie nie usztywnianej,  delikatnej i miękkiej. Tę kanwę kupiłam kiedyś pod haft "W dolinie" (ten duży), ale nijak nie dało się na niej pracować. Widać czekała na swój właściwy haft. I tak powstał maczek i irysek. Póki co bez zastosowania, ale już przymierzałam irysa do styropianowego jaja i nawet jakaś tam koncepcja w głowie się maluje :) Zresztą kartki z tymi motywami, także będą fajne :)





A ponieważ dzisiaj kolejna środa z Maknetą, to także i czytelniczo.
Tym razem to bardzo wciągająca powieść "Nigdy nie jest za późno" C. Kelly. To opowieść o losach kilku spokrewnionych i zaprzyjaźnionych z sobą kobiet oraz facetów, którzy się wokół nich kręcą. Każda z bohaterek, niby akceptuje swoje życie, takim jakie jest, a jednak każda z nich dostrzega, że nie do końca jest szczęśliwa. Spotkacie tu męża, dla którego wszystko musi pasować do "szablonu", teściową z piekła rodem, zawody miłosne, grę pozorów wobec świata zewnętrznego, ale i prawdziwą miłość. Historia, jak nie jedna prawdziwego z życia. I tak jak to w życiu bywa, los szykuje pewne zmiany :)

Tym samym od początku roku przeczytałam już 4 książki, a to 9,1 cm grzbietów :)

Dziś już kończę, a w piątek zapraszam na przetestowany właśnie prosty przepis na szynkę :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nominacja "Pozytywnych myśli" :)

     
   Tydzień temu otrzymałam nominację do Pozytywnych Myśli od Zadzierganej Owieczki, za którą bardzo dziękuję :) Bardzo mi miło, że o mnie pomyślałaś :) 
Zasadą tej nominacji jest to, że się nominowany dzieli się optymistyczną historią ze swojego życia. (Nominacja nieopatrzona banerkiem, a więc zrobiłam go sama :p).
Ja zawsze jestem optymistką i we wszystkim staram się szukać pozytywnych stron i nie panikować nie potrzebnie :) W życiu, jak w życiu, bywa różnie. Czasem wiatr w plecy popycha nas do działania, a czasem, wiejąc w oczy, wyciska łzy. Na szczęście w moim życiu jest więcej tych pozytywnych chwil!
Oto jedna z nich ...
  
   Ten wyjątkowy dzień, zaplanowaliśmy od początku sami. Nikt nie wiedział co i jak dopóki nasi goście nie dostali zaproszeń! Sami wybraliśmy restaurację i menu, fotografa, kwiaty, wzór obrączek robionych na zamówienie i tekst grawerunku. Wspólnie kupiliśmy koszulę i krawat narzeczonemu i sukienkę i buty dla mnie... Wszystkiemu towarzyszyła taka aura bliskości, współdziałania i miłości. Z każdą, kolejną odhaczoną pozycją z listy, cieszyliśmy się jak dzieci. 
W tym szczególnym dniu, w ogóle się nie denerwowałam. Niczego tak w życiu nie byłam pewna jak tego, że chcę je spędzić właśnie z tym mężczyzną. Tego przedpołudnia po raz ostatni wsiedliśmy do samochodu jako panna i kawaler i wyruszyliśmy we wspólną podróż. Podczas przysięgi wypowiadanej przez męża i zakładania obrączek, oczywiście się poryczałam ... Czułam się cudownie szczęśliwa, wyjątkowa i ważna dla mojego jedynego ... Ten dzień, to było przypieczętowanie wspólnie spędzonych 9 lat i początek tych, które przed nami :) Nigdy nie żałowałam, że to akurat temu mężczyźnie powiedziałam "Tak" :) Dzisiaj, chyba nic się nie zmieniło, a każdy poranek przynosi kolejny wspólny dzień, każdy wieczór - bezpieczną noc obok ukochanej osoby :)

" Życie da się spędzić z wieloma osobami, ale tylko bez jednej nie da się żyć"
"Panna Młoda na Gwiazdkę" (reż. Gary Yates)




Nie wyznaczam kolejnych, nominowanych osób. Kto z Was ma ochotkę poczęstować się nominacją i banerkiem, opowiedzieć swoją historię - zapraszam serdecznie.
Przypominam i jeszcze raz zapraszam na moje wyzwanie z hipopotamkiem.
Życzę dobrego dnia!

piątek, 23 stycznia 2015

Piątki z Kurą Domową (27) - Ciemna baba pod płaszczykiem.

   Stanowczo za szybko ten czas leci od początku roku. Zdaje się, że zeszły piątek był zaledwie wczoraj, a tu znowu pora na zaserwowanie nowego przepisu :) Dziś zapraszam Was na "Ciemną babę pod płaszczykiem" mego pomysłu.

   Zaczęłam od ubicia piany z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodałam 5 żółtek oraz 1 szklankę cukru pudru i połączyłam, składniki mieszając mikserem. Dodałam 1,5 szklanki mąki tortowej, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 3 czubate łyżeczki kakao, 1 kostkę rozpuszczonej margaryny oraz 3 solidne łyżki śmietany 12% i połączyłam składniki dokładnie mieszając. Wylałam ciasto do wysmarowanej margaryną i posypanej mąką formy do babek i piekłam w piekarniku około 60 min w 180*C.
Po upieczeniu babę wystudziłam, a w tym czasie rozpuściłam  (na odrobinie mleka) tabliczkę czekolady, dodając 2 łyżki margaryny.
Babę polałam czekoladą, i na prośbę synka, posypałam jeszcze kolorową posypką.




 
 
 
 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
  Tak jak pisałam już kiedyś, Piątki z Kurą Domową wymyśliłam dla siebie, by uporządkować posiadane przepisy i notować te które akurat wpadną mi do głowy, albo które podpatrzę :) Jeżeli macie ochotę się przyłączyć - ponownie zapraszam serdecznie. Zasady proste - zamieście gdzieś na własnym blogu banerek z kurką (miło mi będzie, jeśli dodacie link do mnie), a (w miarę możliwości) w każdy piątek dodajcie swój post z wspomnianą przeze mnie tematyką. Każdy ma, lub może podpatrzeć np. od mamy czy babci, jakiś ciekawy przepis (nie mówię tu o daniach a'la najlepsi kucharze świata, chyba, że takie przygotowujecie na co dzień dla rodzinki). Dobrych pomysłów i inspiracji nigdy dość! 
 



Życzę Wam udanego weekendu i samych dobrych chwil :) Do zobaczenia w poniedziałek, poczytacie między innymi o niespodziance w postaci nominacji jaką dostałam od Zadzieranej Owieczki :)

środa, 21 stycznia 2015

Hafciarsko dla Dziadków i "Drogi Książę z Bajki".


Babcia z dziadkiem dziś świętują, wszystkie dzieci więc pracują
Zetrą kurze w każdym kątku, przypilnują dziś porządku.
W kuchni błyszczą już talerze, wnusia babci bluzkę pierze
Wnusio już podaje kapcie, bardzo Kocha swoja babcię.
Dzisiaj wszystkie smutki precz! Święto Dziadków ważna rzecz!


   A wraz z  życzeniami dziadkowie Piotrusia dostali coś słodkiego oraz karteczki :) 










Hafcik na karteczkach wykonany mieszanką mulin, dwiema nitkami, haftem płaskim. Wzorek pochodzi z kolorowanki synka. Jak nie trudno się domyślić przedstawia Piotrusia wnuczka wręczającego kwiatuszek Babci i Dziadkom :)


A ponieważ dzisiaj środa z Maknetą, to także odrobinka literatury. 
Obecnie czytam "Drogi Książę z Bajki" D. Kauffman. Ona jest specjalistką od reklamy w czasopiśmie, które dopiero wchodzi na rynek. Stara się być profesjonalna i zorganizowana, aż do bólu. Na okładce promocyjnego wydania owego czasopisma, ma się ukazać zdjęcie kogoś wyjątkowego - Księcia z Bajki, który trafnie i z powodzeniem doradza kobietom w kwestiach męsko - damskich. Niby wszystko zaplanowane i dopięte na ostatni guzik, a tu niespodzianka. Ów wrażliwy, czuły doradca, bożyszcze kobiet, okazuje się być ... gejem. By ukryć ten fakt Książę z Bajki wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa knują pewną intrygę. I tu dopiero zaczyna się cała historia ...

Tradycyjnie wyłapałam też dwa cytaty:

"Nie wiesz przecież, co życie, ma dla ciebie w zapasie, jaka niespodzianka kryje się tuż za rogiem" (str. 256)

"Czasami ne chodzi o to, by określić, co was łączy, ale o to by dzielić  ze sobą odmienności i dowiadywać się czegoś nowego o sobie"
(str. 259)

Uciekam pichcić obiadek, a Was zapraszam do siebie w piątek :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Hipopotam ABC - haftujemy razem :)

   Dokładnie w środę, 15 stycznia 2014 roku, przywitałam Was po raz pierwszy na swoim blogu. Pod moim pierwszym postem dostałam nawet swój pierwszy komentarz :) Od tamtej pory to już (włącznie z dzisiejszym) 158 opublikowanych postów i ponad 2,5 tysiąca komentarzy! Wasze komentarze stanowią pewnie większą połowę, reszta to moje, bo kto do mnie zagląda, wie, że zawsze na każdy odpowiadam :) To też ponad 28 tysięcy odsłon! Tyle pokrewnych duszyczek poznałam, co by się w życiu nie udało gdyby nie ten nasz wirtualny blogowy świat ;) Naprawdę spory kawałek hafciarskiego życia :) I dziękuję Wam za ciepłe przyjęcie, za to że jesteście ze mną, i że niezmiennie motywujecie mnie do pracy :)
   W związku z roczkiem blogowania zapraszam Was na wyzwanie z hipopotamkiem :) 
Od dawna planuję wyhaftowanie alfabetu dla synka, by ten oswajał się z literkami. Od jakiegoś czasu Piotruś zaczyna się dopytywać, "co to za litera, a co tu jest napisane?". Łącząc przyjemne z pożytecznym, zapraszam i Was do podjęcia tego wyzwania!



    Porządek musi być (:p), a więc poznajcie proste zasady wyzwania:

  1. Do podjęcia wyzwania zapraszam aktywne blogi z Polski, także osoby, które zajrzą tu do mnie po raz pierwszy :p , ale mam nadzieję, że nie ostatni (blogi zagraniczne, pod warunkiem podania polskiego adresu korespondencyjnego, po ewentualnej wygranej).
  2. Proszę o dodanie mojego banerka wraz z linkiem do zabawy, na basku bocznym Waszego bloga, lub wspomnienie o mojej zabawie w poście;
  3. Chęć przyłączenia się do zabawy wyraźcie tradycyjnie, w postaci komentarza, tylko pod tym postem, podając także swój adres mailowy, bym mogła wysłać wzorek
  4. Zapisy zaczynamy od dziś 19.01. do 08.02.2015r. (możecie dołączyć także w trakcie trwania zabawy, pamiętajcie tylko o skracającym się czasie haftowania).
  5. Haftowanie zaczynamy 09.02.2015r., a samo wyzwanie będzie trwało 10 tygodni.
  6. Do 19.04.2015r., do północy, czekam na zdjęcia Waszych prac (gotowego haftu wraz z wykorzystaniem) wysłanych wraz z linkiem do swego bloga na aniaigrzesjacewicz@gmail.com
  7. 20.04.2015r ogłoszę, która praca spodobała mi się najbardziej :) i Osoba, która ja wykonała otrzyma ode mnie tradycyjną nagrodę niespodziankę.
 Kochani macie pełną dowolność jeśli chodzi o dobór materiałów tzn,: kanwę, płótno, rodzaj muliny, dowolne kolory i dodatki typu koraliki, kokardki, guziki itd. W wyzwaniu chodzi właśnie o Waszą kreatywność! Im bardziej kreatywnie wykonany haft i im bardziej pomysłowe wykorzystanie go (obrazek, poduszka, aplikacja na coś, worek na kapcie itd), tym lepiej!
Nie wyznaczam terminów, w jakich trzeba pokazywać swoje dokonania, tu także obowiązuje pełna dowolność.

Dodam, że proponowany wzór ma wielkość 97x136 krzyżyków, zamieszczona  legenda to 14 kolorów muliny dmc. To tylko jedna strona schematu z dokumentu pdf.

Rozumiem, że w blogosferze "hula" naprawdę wiele zabaw salowych itd, ale mam nadzieję, że znajdą się osoby, które podejmą wyzwanie :)

W wyzwaniu udział weźmie:
  1. Agnieszka Ka
  2.  Iwa F
  3. ...
Ze swojej strony zapraszam Was serdecznie!

piątek, 16 stycznia 2015

Piątki z Kura Domową (26) - Torcik kawowy z czekoladą i kremem.

Dziś zapraszam na coś słodkiego, a mianowicie torcik, który zrobiłam sama sobie na urodziny. Torcik, może prosty, ale smaczny i domowy :)

    Tradycyjnie zaczynam od przygotowania biszkoptu, bo to podstawa. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 3/4 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 szklankę mąki, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 3-4 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej drobno mielonej (takiej "z pianką") i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.
Biszkopt po upieczeniu, odstawiam do ostygnięcia.
    W tym czasie zabieram się za krem. I tym razem skorzystałam z gotowego kremu śmietankowego, który przygotowałam według przepisu zamieszczonego przez producenta na opakowaniu (zmniejszyłam jedynie odrobinę ilość mleka , dzięki temu krem ładniej zastyga).
Wystudzony biszkopt przekroiłam na pół. 
   W rondelku na odrobinie mleka rozpuszczam tabliczkę czekolady (gorzka z jagodami). Na wierzchniej części biszkoptu, przy pomocy łyżeczki wylewam czekoladową kratownicę.
    Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam krem, pozostawiając w misce trochę kremu do dekoracji. Aby wykorzystać cały krem, można wierzchnią część biszkoptu udekorować tuż po położeniu czekolady.
  Zawartość tortownicy przykryłam wierzchnią częścią biszkoptu. Kremem ozdobiłam brzegi torcika, oraz "napisałam" liczbę latek. Całość posypałam jeszcze czekoladową (biało-brązową) posypką. 
Torcik wstawiłam do lodówki, żeby krem zastygł i tam też go przechowujemy.
 
 Zdjęcia nie najlepsze, bo "wykrojone" z większych, ale widać jak torcik wyglądał. Najważniejsze jednak, że smakował :)
Swoje świeczki także miałam, a Piotruś gorliwie pomagał je zdmuchnąć.
 


Dziś to tyle :) 
Dobrego weekendu Kochani!