Weekend minął bardzo szybko, ale i bardzo miło. Nawet udało się co nieco wyhaftować, mimo, że Piotruś smarkająco - kaszlący, co zdarzyło mu się ostatni raz w tamtym roku, jakoś mniej więcej o podobnej, jesiennej porze. Całe szczęście, że za często nie chorujemy, bo wstawanie w nocy po kilka razy i przewracanie poduszki na chłodną stronę, podawanie wody, masowanie brzuszka, opowiadanie bajek, czyszczenie noska, głaskanie po główce itd, jest nieco męczące. Ale przecież wiadomo, że synuś sam sobie nie poradzi i po to ma nas :) Niemniej zima coraz bliżej (od kilku dni na Podlasiu poranne przymrozki) i tylko czekać kiedy wymrozi te paskudne bakterie. I dobrze i na zdrowie hehe.
A skoro w temacie zimy, to wracamy do tytułu posta. Jak wiecie zapisałam się na Sal bożonarodzeniowy u Kasi. Mój pierwszy Sal w blogowym życiu! wzorek, jak pewnie wielu z Was, od razu mi się spodobał, ale kiedy dostałam go od Kasi, to się trochę przestraszyłam. Pomyślałam: "No to masz, czego chciałaś", ale tradycyjnie ambicja wzięła górę. Po wydrukowaniu i "złożeniu" wzoru, okazało się, że nie taki diabeł straszny :) A kilka pierwszych krzyżyków jeszcze bardziej mnie zmotywowało.
Widząc wzorek od razu wiedziałam, co do niego wykorzystam. Boże Narodzenie to dla mnie konkretne zapachy, smaki i kolory - tradycja jednym słowem. I tu też "poszłam" w tradycję. Moja choineczka haftuje się na naturalnym płótnie (lnie tkanym kiedyś przez babcię mego męża), trzema nitkami Ariadny: starej zielonej i czerwonej. Na ciemne kropki, czyli jak się zdaje łańcuch choinkowy, mam zamiar wykorzystać czerwone koraliki, z szarych kropek raczej zrezygnuję. Postanowiłam, że salowa choineczka będzie podstawą świątecznego bieżnika/serwetki - taki prezent ode mnie dla ... mnie samej :) Nie wiem czy koraliki zdadzą tutaj egzamin i nie poodpadają ot chociażby przy praniu :( Wolałabym, żeby Piotrek nie wpadł na pomysł ich połykania :( A może ktoś z Was wykorzystywał już koraliki do tego rodzaju prac, czyli serwetki czy poduszki? Jak się "spisują"?
Widziałam, że niektóre z Was już zaczęły swoje choinki i czekam na kolejne odsłony. Ja w tej chwili mam tylko ten Sal rozpoczęty (no dobra jest jeszcze "W dolinie", ale znowu do konta wróciło), więc krzyżyki idą raz dwa :) Na listopad też już pewne plany są "poczynione" :)
A oto i moja gwiazda dzisiejszego posta ...
Wiem, że to Wy, nauczone doświadczeniem salowym, mogłybyście mi niejedno podpowiedzieć, ale może i moje spostrzeżenia coś wniosą :)
- wyszywam elementy symetrycznie, raz lewą raz prawą stronę, dzięki czemu łatwiej zachować proporcje (szczególnie na tym moim lnie), od razu widać gdy pomylę się podczas liczenia kratek i łatwiej skorygować błąd, zamiast pół haftu pruć;
- to co zostało już wyszyte, na schemacie zakreślam na czerwono (to sugestia od jednej z Was do innego haftu, ale jakże przydatna, za którą dziękuję);
- gwiazdkę czy romb wyszyłam pojedynczą nitką, są widoczne, a jednocześnie dyskretne. Kiedy nitki były dwie czy trzy, całość robiła się według mnie jakaś taka toporna.
A jak Wam idzie "Towarzyszki salowe" ? :p
A na koniec jeszcze wspomnę o trzech niespodziankach, które czekały na mnie tutaj po weekendzie. Wróciła do nas Ela, co mnie niezmiernie cieszy, bo wiem, że łatwo nie było. Danusia wspomniała i tym samym wyróżniła mnie w swoim poście, za co dziękuję :) A Asia przyłączyła się do moich Piątków z Kurą Domową i to od razu z grubej rury, bo z chlebkiem własnej roboty. Zajrzyjcie do Dziewczyn, bo warto :)
Piotruś zaczyna trochę marudzić, więc uciekam :)
Pozdrawiam Was cieplutko, mimo, że u nas i wiaterek i pochmurno :)




















.jpg)









