wtorek, 17 czerwca 2014

Co u nas w weekend, rozmowy trzylatków, kolejne xxx na metryczce i nowe czytadło

 Weekend u nas znowu pełen atrakcji, niedziela to już szczególnie, chociaż z pogodą to było w kratkę. Jednak nic to, trzeba chyba konkretnego jej, znaczy pogody załamania, żeby pokrzyżować nam plany. Tym razem byliśmy na Motopikniku, a potem w Wesołym miasteczku :) Na pikniku atrakcji dla moich chłopaków bez liku - a to można było posiedzieć w szybowcu, wozie strażackim, karetce, a to popatrzeć na pokazy np. ratowników, pooglądać nowe modele aut, motory. O balonach, słodyczach, książeczkach, odblaskowych opaskach itd, już nie wspominam :) Za to w Wesołym miasteczku Piotrek patrzył, dotykał, ale wsiąść w jakakolwiek karuzelkę się bał (może trochę za wcześnie?), ale i tak dzień był fajny. Następny weekend poważne święto - trzecie urodzinki Malutka!
   Tymczasem dzisiaj na kilka godzinek do mojego synusia dołączyła cioteczna siostrzyczka. Po wyprowadzce mojej siostry, widzą się bardzo rzadko, a jeśli już to nagadać się nie mogą :) Mieliście okazję posłuchać rozmów trzylatków? Tacy Mali Duzi :) Ot dzisiaj na przykład było tak:

"- Pjotuś, Pjotuś?
- Już idę Iko. Co się stało?
- Nic, sprawdzam czy jesteś."

"- Iko, ty do mnie przyjechałać, a u mnie w namiotku taki bałagan.
- To nic kochany Pjotusiu."

"- Wiesz Iko, ja strasznie tęskniłem za tobą, jak nie było cię u mnie tyle dni, ale na szczęście już przyszłaś."

" - Bo to takie dzieci.
- Kto to dzieci?
- My jesteśmy dzieci, Iko.
- A ciocia Ania?
- A ciocia Ania nie, to nie dzieć to moja mamusia.
- Ale moja nie.
- Twoja, to ciocia Ula.
- To nie moja ciocia Pjotusiu, to mama."

I tak można bez końca :) Uwielbiam chwile spędzone z tą dwójką :) Rozstać się nie mogą potem.

  Co do hafcików, to ja nadal przy metryczce dla Kacperka, tylko jakoś niemrawo to idzie, a im bliżej końca tygodnia tym będzie trudniej wygospodarować czas, bo Piotruś swoich gości już zaprosił, więc urodzinki trzeba przygotować :) Niemniej haftowana dzidzia zyskała kontur buźki i dziś mam zamiar, chociaż troszkę nowych xxx postawić. Póki co, hafcik jeszcze taki roboczy, ale wygląda tak:



  
Hafcik znajdziecie także na Facebook-u, bo przyłączam się do Hafciarskich wtorków, na które zaprasza Anek73. Wy także zajrzyjcie :)

   A na koniec jeszcze nowe czytadło. Tym razem u mnie na tapecie " Przyjaciółki od serca" C. Kelly. Książka z rodzaju tych o tysiącu bohaterów. Nie przepadam za takimi powieściami, gdzie tych bohaterów jest wielu, a na dodatek autorka przybliża historię każdej niemal postaci. Potem powstaje takie 700 - stronicowe tomisko. Ja na razie wymęczyłam 150 stron i nie ogarniam do końca kto jest kto :) Ale tak to jest, jak się czyta dorywczo, jak ja ostatnio: chwilę gdy synek bawi się w wannie po kąpieli, albo kilka stron podczas gotowania obiadu. Znacie to? No nie wiem jak dobrnę do końca ...




Kochani, nie wiem czy uda mi się jeszcze w tym tygodniu tu zajrzeć , z racji tych urodzinek synka, ale nie zapominajcie o mnie :) Pozdrawiam cieplutko!

piątek, 13 czerwca 2014

Ciasto marchewkowe

 Dziś piątek trzynastego, więc na poprawę humoru bardzo fajna bułeczka, z nietypowym elementem, czyli marchewką. Polecam dla dzieciaków :)

Zaczynam od ubicia piany z białek z 4 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 4 żółtka i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 2 szklanki mąki, proszek do pieczenia łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Dodaję pół szklanki przegotowanej, letniej wody i mieszam. Następnie dodaję 1 - 1,5 szklanki świeżej marchewki, tartej na tarce o grubych oczkach (jeżynowej) i ponownie mieszam, tym razem ręcznie łyżką, z resztą składników (mikser rozdrabnia marchewkę). Można marchew zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, ale wtedy łączy się z ciastem i nie widać, że w ogóle w nim jest, smakuje jednak tak samo. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę około 40 min w około 200*C. Po upieczeniu posypuję ciasto po wierzchu cukrem pudrem.
Życzę smacznego i udanego weekendu!

Ciasto tuż przed pieczeniem

Ciasto marchewkowe

środa, 11 czerwca 2014

Co nowego na metryczce i konkurs Coricamo

   Pogoda ładna, więc większość czasu spędzamy z Malutkiem na podwórku, ale udaje się znaleźć chwilkę na kilka krzyżyków. Tym samym metryczka rośnie. Tak jak pisałam wcześniej, tę część wzoru wyszywa się szybciej, ze względu na rzadsze zmiany koloru i dużo krzyżyków jednego koloru właśnie. Lada chwila dojdę do najfajniejszego fragmentu, czyli buźki maluszka :) Póki co hafcik wygląda tak:




   Postanowiłam także zgłosić się do ślubnego konkursu Coricamo na F-booku. Prawdę powiedziawszy nie przepadam za "lajkowanym" sposobem wybierania zwycięzcy, bo często nie sama praca tu decyduje, ale liczba znajomych. Z drugiej strony, czemu by nie skorzystać z możliwości pochwalenia się swoimi pracami, z których jestem dumna? A kto nie próbuje ten nie ma :) Jeśli moje dwa konkursowe hafciki się Wam podobają i macie ochotę na nie zagłosować , zapraszam do klikania na link lub zamieszczone poniżej zdjęcia i "lajkowania".

Pamiatka ślubna 1
Pamiątka ślubna 1

Pamiątka ślubna 2
Pamiątka ślubna 2

Pamiątka ślubna 1
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=730895013599957&set=ms.730894980266627.730895013599957.730895426933249.730895463599912.730895486933243.730895533599905.730895583599900.730895586933233.730895690266556.bps.a.724113080944817&type=1&theater
Pamiątka ślubna 2
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=730894980266627&set=ms.730894980266627.730895013599957.730895426933249.730895463599912.730895486933243.730895533599905.730895583599900.730895586933233.730895690266556.bps.a.724113080944817&type=1&theater

Za głosy dziękuję :) Zapraszam także do obejrzenia reszty konkursowych prac, naprawdę warto :)

Życzę miłego dzionka i pozdrawiam cieplutko!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozwiązanie zgadywaANKI i poweekendowo :)

   Wystarczyło kilka godzin i Haftowana zgadywANKA rozwiązana! A mówiłam, że prosta? Otóż od ponad dwóch tygodni mamy na świecie KACPERKA :) Nawet w sobotę udało mi się wyhaftować imię na metryczce, oczywiście niebieskim kolorkiem :) Tak jak pisałyście, "rozweselił" beże i brązy :) Ten niebieski uwierzcie jest w rzeczywistości żywszy, tylko jakoś tutaj nędznie wyszedł :)



Niemniej imię odgadła Jaglana , więc dwa obiecane wzorki wędrują na jej mail :) Jaglance gratuluję, a wszystkim Kobietkom dziękuję za chęć wzięcia udziału w zgadywANCE :)

   A u mnie weekend troszkę pracowity, o czym w kolejnych postach, ale z racji tego, że wreszcie pogoda się nad nami zlitowała, to i bardzo wycieczkowy :) Wycieczki niedalekie, ale z cyklu "cudze chwalicie, swego nie znacie", trzeba dbać by synek poznał swoją okolicę.
W sobotę po uporaniu się z obowiązkami pojechaliśmy na wycieczkę rowerową na Zerwany most w Kruszewie. We wsi krąży taka oto legenda.
 "Otóż na przełomie XIX i XX wieku postanowiono wybudować trasę łączącą Białystok z Jeżewem. Przez wzgląd na rzekę nie mogło się to odbyć bez budowy mostu, który miał połączyć dwa brzegi. Powstał projekt i w granicach roku 1900 zaczęto budowę 365 metrowego mostu na wysokości 7,5m nad lustrem wody. Budowa jednak bardzo się przeciągała, pracom nie było końca. Wówczas swoją pomoc robotnikom miał zaproponować sam diabeł. W kilka dni w zamian za ofiarę miał on dokończyć budowę mostu. Ofiarą miała być pierwsza osoba, która przejdzie po nowym moście. Robotnicy po kilku nieudanych próbach budowy (osuwanie się podmokłego terenu) zgodzili się na kontrakt z diabłem.
Most powstał błyskawicznie, jak obiecał diabeł i wówczas przyszedł dzień rozliczeń. Sprytni robotnicy, chcąc oszczędzić ludność, jako ofiarę przegonili przez most ślepego i kulawego konia. Spisek ten tak nie spodobał się diabłu, że ogłosił on robotnikom, że każdy wybudowany w tym miejscu most będzie stał 11 lat, po czym wybuchnie wojna, w której most zostanie zniszczony. Przepowiednia ta sprawdziła się dwa razy. Pierwszy raz w 1914r w 11 lat po zakończeniu budowy mostu w 1903r podczas wybuchu I Wojny Światowej oraz drugi raz w 1939r podczas II Wojny Światowej w 11 lat po odbudowaniu spalonego mostu." (źródło wspomniane wyżej)
Kiedyś słyszało się o chęci odbudowy mostu, takiego prostego dla pieszych czy rowerów, ale na funduszach chyba sprawa utknęła. Jak to u nas w kraju :) Niemniej brak mostu czy funduszy nie przeszkadza w podziwianiu widoków.





   A w niedzielę nastąpił ciąg dalszy wycieczki :) Tradycyjnie odwiedziliśmy coroczne Targi Budowlane.  Pomimo, że sami jesteśmy już po etapie takiej stricte budowy, to całe wykończenie poddasza przed nami, więc zawsze można coś ciekawego na takiej imprezie zobaczyć. A ile radości mają dzieci, kiedy wystawcy dokładają do rączek kolejne balony,smycze do kluczy, długopisy, lizaki i cukierki i ciasta :) No a w drodze powrotnej "zahaczyliśmy" jeszcze o Niewodnicę. Znajduje się tam Pomnik poświęcony żołnierzom 26 pułku piechoty II Armii Wojska Polskiego, którzy właśnie w Niewodnicy rozpoczynali swój szlak bojowy. Dla synka główną atrakcją były czołg i armata ustawione tam na pamiątkę tego wydarzenia.
 




Mam nadzieję, że nie pozasypialiście z nudów :) Pozdrawiam Was cieplutko i witam nowych Zaglądających!

piątek, 6 czerwca 2014

Haftowana zgadywANKA

  
Stawiając kolejne krzyżyki na metryczce, pomyślałam sobie, że nie zdradziłam Wam imienia chłopca, wokół którego całe to zamieszanie. Zapraszam Was serdecznie na moją drugą Haftowaną zgadywANKĘ.



Jakie imię nosi chłopiec, dla którego powstaje metryczka?

Napiszcie, w komentarzu pod tym postem, swój typ. Dla ułatwienia dodam, że dziś jest to jedno z "nowocześniejszych" chłopięcych imion, w czasach zamierzchłych było to imię nieco "egzotyczne", ale królewskie :)
Kto odgadnie dostanie ode mnie na @ dwa wzorki metryczek (ten, który wyszywam oraz drugi o podobnej tematyce i w podobnym klimacie).
ZgadywANKA znowuż nie taka trudna, więc mam nadzieję, że uda Wam się odgadnąć. Jeśli nie, odpowiedź podam powiedzmy za dwa tygodnie, czyli 20 czerwca, do tej pory pewnie już imię trafi na metryczkę :) Życzę udanego weekendu i ...

Zapraszam do zabawy!

środa, 4 czerwca 2014

Skarby po Dziadku i deszczowe krzyżyki.

   Tak to już jest, że powoli nadszedł czas uporządkowania rzeczy Dziadka. Dziwnie wchodzić do jego pokoju, gdy tam już go nie ma. Dziadek był takim konkretnym chomikiem i uzbierał mnóstwo rzeczy, czasem w ogóle nie potrzebnych. Sporo trafiło po prostu do kosza, ale znalazłyśmy z Mamą i Siostrą kilka "skarbów". Miedzy innymi Siostra Kasia postanowiła przechwycić i odnowić ogromniastą trzydrzwiową szafę (może wreszcie wszystkie jej ciuszki znajdą swoje miejsce :p ). Ja natomiast przygarnęłam kilka drobiazgów. I tak do mojej małej rybki od mężusia, dołączyła duża ryba, która od zawsze stała na wspomnianej szafie u dziadka. Na razie rybki mieszkają na komódce, ale docelowo, będą stały przy dużym akwarium, pomiędzy kuchnią a salonem, które mamy z mężusiem w planach.




Jest też posrebrzany Lichtarz, czyli nieodłączny element każdej "kolędy"/odwiedzin duszpasterskich, którego mi brakowało. Pewnie już wspominałam, że mój domek jest nowy i niektóre rzeczy, uzupełniamy dopiero na bieżąco. W tym przypadku dodatkowo mam pamiątkę. No i wreszcie są piękne, ogromne drewniane ramy ze szkłem w dodatku. Jedna 83x42 cm (71x31 cm szyba) a druga 68x54 cm (60x46 cm szyba). Ramy są już wyszorowane i wymagają odnowy, ale strasznie się na nie cieszę. Tą dłuższą wykorzystam chyba do stworzenia tryptyku ze swoich zdjęć ślubnych. Jest to jeszcze kwestia do przemyślenia. A może obie oprawią haft? Nigdy jeszcze nie robiłam haftu do ramy, ale w tym przypadku chyba się pokuszę :) Ależ będzie piękna ozdoba salonu!






   Taki to właśnie ze mnie człowieczek, co to potrafi docenić takie skarby :)

   A u nas leje i leje i ... leje. Wczorajszy spacer z Piotrusiem po deszczu, błotku i kałużach, zakończył się moim dzisiejszym praniem ubrań oraz suszeniem i czyszczeniem butków. Nie pozostaje, więc nic innego jak tylko siedzieć w domu. Synuś z nudów przechodzi chwilami sam siebie. Ale jak już wymyśle mu jakieś zajęcie, to zasiadam do deszczowych xxx. Udało mi się już wyszyć dłoń mamy na metryczce. No i w zasadzie górna część wzoru za mną. Teraz już powinno pójść szybciej, bo fragment wzoru, który jeszcze przede mną, ma w większości dużo krzyżyków jednego koloru i mniej zmian koloru. Mam także już rozpisane imię, datę urodzin itd. Zastanawiam się tylko jakiego koloru użyć. Zazwyczaj jest, to któryś z użytych w metryczce, albo czarny, ale przy metryczce Stasia  pokusiłam się o kolor niebieski  i chyba także nieźle to wyszło. Co wy na to?




Wam życzę miłego dzionka, a ja, póki Piotrek jest zajęty, pozaglądam sobie do Was :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Po kilka xxx na hafcikach, kamienny ogródek i czytadła.

   Dzień Dziecka był wczoraj, więc troszkę spóźnione, ale jak najbardziej szczere życzenia samych radosnych dni,  dziecięcej beztroski i bezinteresownej miłości, marzeń i uśmiechu. 
A że święto wielkie, to i u nas celebrowaliśmy :) Był torcik, morze czekolady i fura zabawek, w tym nowe resoraki - Złomek i Zygzak :)
Weekend jak zwykle pracowity i w chwilach pomiędzy jednym, a drugim deszczem dopracowywałam swój kamienny ogródek: porozsadzałam cynie i łubin, posadziłam bratki i kwiatuszki od siostry (póki co nazwy nie znam), poszerzyłam rabatkę i pobawiłam się trochę w brukarza :)




A kiedy padał deszcz, udało się postawić kilka nowych krzyżyków na haftach. Oczywiście, póki co priorytetowa stała się metryczka, ale z racji tego, że skończyła się niteczka (Mężuś wrócił z pracy i zapytał "Ańciu, coś chyba miałem kupić, ale co to nie pamiętam"), dodałam także trochę xxx na "Hibiskusie". Oba hafciki wyglądają, więc tak jak poniżej. Wybaczcie tylko zdjęcia, przy dzisiejszej pogodzie wyszły jakieś takie bez życia.






   Co do czytadeł to za mną już wspomniane "Nie ma jak w domu" M. Higgins Clark i powiem Wam, że zakończenie mnie zaskoczyło, naprawdę niespodziewany zwrot akcji. Zachęcam do przeczytania :)
Za mną także "Samotnej matki rozterki miłosne" G. McNeil. Książka lekka, łatwa i przyjemna. Opowiada, w dość humorystyczny sposób, o samotnej matce, mieszkającej na wsi z niesfornym czterolatkiem, ale i o całym jej otoczeniu - przyjaciołach, facetach itd. Kiedy czytałam, niektóre opisy "atrakcji" zapewnionych przez dziecięce postacie, to tak jakby ktoś opisywał moje i Malutka "przygody" :) Warto przeczytać, choćby dla relaksu i poprawy humoru :)
A teraz jestem w okolicach 300 strony "Zuchwałej narzeczonej" S. Laurens. Oczywiście romansidło, ale nieco odmienne od innych. Główna bohaterka nie jest tu słodką, niewinną kobietką, ale ... właścicielką pokaźnych rozmiarów majątku, którym sama zarządza, oraz właścicielką fregaty i kapitanem jednego z własnych statków! Ta twarda babka ma ogólny posłuch wśród mężczyzn, którzy dla niej pracują, a na dodatek świetnie posługuje się bronią! Oczywiście pojawia się wątek miłosny, a od opisu scen erotycznych można się zarumienić :) Przede mną jeszcze ponad 150 stron i sama jestem ciekawa jak ta historia się skończy.

"Samotnej matki rozterki miłosne" G. McNeil
"Zuchwała narzeczona" S. Laurens

   
Tak się rozpisałam, a mogłabym i dalej, ale pora pomyśleć o obiadku :)
 Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego poniedziałku :)