Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Testowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Testowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 grudnia 2017

407. Mulina Sullivans - test.

 Witajcie!

   Dzięki uprzejmości Pasmanterii Internetowej Haftix, miałam przyjemność przetestować nową, nieznaną u nas mulinę Sullivans. Zatem dziś zapraszam na zapowiadany post, o tym, jakie wrażenie zrobiła na mnie i jak mi się z nią pracowało.






 Kilka słów o mulinie Sullivans...

Producent o mulinie pisze (moje wolne tłumaczenie): "Nić hafciarska Sullivans, to najwyższej jakości, sześcionitkowa nić wykonana z 100% egipskiej bawełny, najlepszej na świecie. Jest podwójnie merceryzowana*, aby uzyskać wytrzymałość na rozciąganie i nadać połysk. Wszystkie produkty mają jednolite kolory oraz gwarancję trwałości koloru i odporności na blaknięcie. Nić Sullivans jest wygodna w użyciu, nie plącze się. Nici Sullivans oferują te same 454 pełne odcienie, co DMC, z numerem koloru dmc, wymienionym na każdym motku Sullivans."





Producent zaleca ponadto prasowanie muliny Sullivans w średniej temperaturze, oraz pranie nawet w 95*C.
 Ja tradycyjnie sprawdziłam także i to. Hafty prasowałam najwyższą temperaturą żelazka i w żaden sposób nie miało to na nie negatywnego wpływu. W dodatku potraktowałam je parą, co też nie wpłynęło na żadną z mulin. Dodatkowo, pasemka testowanej muliny, zalałam wrzątkiem i także tym razem zdały test śpiewająco, nie puściły farby :)



Jak wspomniałam wcześniej, każdy motek ma swój własny numer, ale jednocześnie ma odniesienie do muliny DMC, bo w założeniu ma być właśnie dla niej zamiennikiem. Wydaje mi się to bardzo trafionym pomysłem, bo nie musimy szukać tabel zamienników, lub programów do konwersji.


 Mimo tego ułatwienia, w moim zestawie testowym znalazła się także karta - zamiennik muliny Sullivans na DMC. Ale w sieci również można znaleźć tabelę konwersji wspomnianych mulin.





   W praktyce wygląda to tak, iż Sullivans ma kolory bardzo podobne do DMC, ale jednak już gołym okiem widać, że odrobinę się od siebie różnią. Zdjęcie czy sztuczne światło podkreśla te różnice jeszcze bardziej. Dlatego do wyszycia konkretnego koloru w danej pracy, skorzystałabym albo z jednej, albo z drugiej muliny. Mieszania obu mulin ('tego samego' koloru) raczej bym nie polecała.



Testowanie haftowane...

W związku z tym, że mulina Sullivans miałaby na naszym rynku stanowić alternatywę dla wciąż drożejącej DMC, swój test oparłam na porównaniu obu nitek w identycznych haftach.

Tym samym, oba hafty wykonane są na białej adzie 16ct (64/10cm), dwiema nitkami poszczególnych  mulin. Schemat dzwoneczka znaleziony w sieci.

Mulina sullivans:
- dobrze się wyciąga z motka oraz rozdziela na pojedyncze nitki,
- dobrze układa się na kanwie,
- nie płacze się i nie rwie,
- nie mechaci, nawet przy wypruwaniu, czy kolejnym przeciągnięciu przez kanwę,
- w dotyku okazuje się być odrobinę szorstka, sztywniejsza niż gładka DMC, jednak mimo to nitka bez problemu przechodzi przez kanwę, nawet jako czwarta w danym 'oczku',
- nitka wydaje się cięższa, brakuje jej trochę lekkości i miękkości tej, dla której ma być alternatywą. Kto pracował z DMC ten pewnie wie, o czym mówię - gdy wyszywasz DMC masz uczucie jakby lekkości, delikatności nitki, nie 'odczuwasz' nitki na igle.
- mulina ma swój ładny połysk, ale niestety nie jest tak błyszcząca i nie pracuje ze światłem tak jak DMC,
- dobrze kryje kanwę, ale już w porównaniu z haftem wykonanym DMC widać różnicę. Ten drugi jest jakby pełniejszy, wyraźniejszy.

Jak wspomniałam wyżej, mulina Sullivans w dotyku okazuje się być odrobinę szorstka, sztywniejsza, a nitka wydaje się cięższa, niż gładka DMC. Gdybym miała porównać testowaną mulinę do którejkolwiek muliny, z którą pracowałam, to w dotyku najbardziej przypomina... naszą polską Ariadnę, albo Anchor. Ale to oczywicie moje osobiste odczucie :)

Wyhaftowane przeze mnie dzwoneczki na pierwszy rzut oka niewiele się różnią. Dopiero kiedy zaczynamy się haftom przygladać (dzwonek wykonany muliną Sullivans to ten ze szpileczką), to zaczynamy dostrzegać różnice - odrobinę inny odcień, inne krycie kanwy, inna praca ze światłem.












Podsumowując, w moim odczuciu, mulina Sullivans, może ubiegać się o miano zamiennika DMC. Dobrze mi się z nią pracowało. Końcowy efekt haftu (chociaż to tylko mały schemat) jest zadowalający.

Niemniej jeśli ktoś kocha mulinę DMC za jej gładkość, lekkość i połysk, może być odrobinę zawiedziony muliną Sullivans.

Jednak ja nie skreślałabym jej od razu na starcie. Jest naprawdę dobra jakościowo, odporna na wysokie temperatury i odbarwianie itd. Naprawdę może stanowić konkurencję dla DMC, szczególnie jeśli miałaby się pojawić w Polsce w przystępnej cenie, konkurencyjnej, dla stale drożejącej DMC. Tym bardziej, że oferta Sullivans, to nie tylko taka "zwykła" mulina, ale także różne inne jej odmiany, na przyklad metalizowana.

W wolnej chwili możecie zajrzeć na stronę Sullivans.




*Merceryzacja - nadawanie połysku przędzy, względnie tkaninie bawełnianej, przez zanurzenie w roztworze wodorotlenku sodowego. Proces polega na tym, że powierzchnia włosa bawełnianego pokryta jest cienkim, matowym naskórkiem, który rozpuszcza się i ujawnia połysk włosa. Bawełna merceryzowana chemicznie kurczy się, ale staje się elastyczniejsza i mocniejsza. (Źródło)


Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

385. Test nici Lana (Madeira).


Witajcie po przerwie!

   Jakiś czas temu, oferta Pasmanterii HaftiX powiększyła się o nowy rodzaj nici zdobniczych, czyli Lanę (Madeira). Dzięki uprzejmości wspomnianej pasmanterii, miałam okazję przetestować tę nowość. 

Dziś zapraszam na post o moich wrażeniach z testów!









   













Nić Lana (Madeira) w dotyku przypomina nieco włóczkę, jest lekko szorstka i "włochata". Jednak w żaden sposób cechy te nie przeszkadzają podczas haftowania. 

Nić ładnie się układa na różnych tkaninach, delikatnie błyszczy.

Łatwo się nawleka, zarówno w duże uszko igły hafciarskiej, jak małe uszko igły zwykłej.

Mimo wielokrotnego przeciągania (specjalnie korzystałam z długich odcinków nitki) poprzez różne materiały, nić nie strzępi się ani nie przeciera. 

Na piątkę z plusem zdała też test 'na gorąco' tzn. zalana wrzątkiem - nie farbowała, prasowana najwyższą temperaturą żelazka - nie zmieniła się, chociaż producent zaleca pranie w 45*C i prasowanie w najniższej temperaturze. 

Jeżeli chodzi o grubość nici, to (jak widać na zdjęciu) chyba najbardziej przypomina dwie nitki zwykłej muliny. 

Ja akurat miałam przyjemność testowania przepięknej żywej czerwieni, ale gama kolorystyczna Lany jest przeogromna - to aż niemal sto odcieni! Ileż to możliwości!





   Postanowiłam przetestować Lanę na wszystkich rodzajach haftu jakie wykorzystuję, dlatego powstał haft krzyżykowy, płaski, matematyczny i blackwork. Przy okazji sprawdziłam jak nić zachowuje się na różnych materiałach, przy różnym sposobie układania ściegów, w połączeniu z dodatkami.

Moim zdaniem Lana fajnie sprawdza się w każdym wspomnianym hafcie. Może jedynie w hafcie płaskim brakuje trochę gładkości i blasku, ale taka wersja też ma swój urok. Niemniej Lana sprawia, że wszystkie hafty są przyjemne w dotyku. 

Haftowanie monokolorystycznych schematów, lub prac typu 'blackwork' to czysta przyjemność - po prostu odwijasz nić ze szpulki, odcinasz pożądany kawałek, nawlekasz i działasz! Aż 200 metrów długości nici na szpulce, dodatkowo daje pole do popisu!

Efekty haftowanych testów sami możecie ocenić, patrząc na zdjęcia. 









   Lana (Madera) ma jeszcze jedną bardzo fajną cechę, która zdecydowanie odróżnia ją od innych zdobniczych nici. Tuż po wyszyciu wybranego wzoru, możemy wyczesać haft np szczoteczką do zębów, czy przy pomocy rzepa. W ten sposób uzyskuje się ciekawy efekt puszystości ;) Tym samym nasz haftowany miś, kotek, króliczek stanie się jeszcze przyjemniejszy w dotyku! Ja wybrałam do testów czerwień, więc stworzenie czegoś, czemu można by nadać ową puszystość, było wyzwaniem. Aż wpadłam na pomysł haftowanej rękawiczki! To chyba ta pogoda tak nastraja hihi.
Po wyhaftowaniu rękawiczki, po prostu 'wyczesałam' ją szczoteczką do zębów, zarówno tą częścią z włoskami, jak i tą do czyszczenia języka :) Potrzeba matką wynalazku ;)
Haftowana rękawiczka nabrała puszystości, miękkości. Mam nadzieję, że udało mi się ją ująć na zdjęciach, chociaż nie było to proste zadanie. Pierwsze zdjęcie to haft jeszcze przed potraktowaniem go szczoteczką, kolejne to już efekt szczotkowania.







   Ja zdecydowanie polubiłam Lanę! Przyjemnie mi się z nią pracowało i mam ochotę skusić się na jakieś inne jej odcienie :) Tym bardziej, że cena szpulki, za taka ilość nici, jest naprawdę przystępna :)
Kto wie, co nowego z tego wyniknie!

A co Wy sądzicie o Lanie?

Pozdrawiam serdecznie!


poniedziałek, 12 czerwca 2017

372. Młoda Para, czyli testowania ciąg dalszy :)

Witajcie!

   Dziś na Podlasiu ciepło, ale pochmurno. Idealna pogoda na blogowanie :)

   I wyśmienita na kontynuację szaleństwa w garderobie. Wczoraj (ja wiem, o zgrozo!, sprzątałam w niedzielę) tchnęła mną chęć pozbycia się tego i owego. Wywaliłam połowę rzeczy, czytaj ubrań :) To nie tak, że się nie mieszczę, bo całkiem nieźle prezentuję się w dżinsach jeszcze ze szkoły średniej, tylko, że to było 'naście' lat temu i wiele rzeczy wyszło z mody. Zresztą mam poczucie, że będąc kobietą 33 letnią, mamą dwójki dzieci, nie wypada mi już nosić co poniektórych rzeczy :) No dobrze, wywaliłam to za dużo powiedziane, przecież to nie ja. Póki co wczoraj nastąpiła wstępna selekcja, w wyniku której na środku garderoby powstała góra rzeczy. Dziś przejrzę ową górę, pod względem przydatności - dżinsy - idealne na poduszki na ogrodową huśtawkę,  bawełniane koszulki czy sukienki - świetne na proste leginsy dla córeczki, guziczki, zamki, cekiny - oczywiście do odzysku itd. Powiem szczerze, że jestem z siebie dumna i jakoś tak mi się zrobiło lekko, tym bardziej moim szafom :)

   Ja tu gadu -gadu, a post miał być przecież o "Pamiątce ślubu" od Coricamo! Pierwszy wpis a propos Młodej Pary pojawił na blogu się w marcu (klik), a kilka dni później pochwaliłam się już pierwszymi krzyżykami na owym hafcie. Oczywiście nie próżnuję i sukcesywnie metryczka ślubna rośnie. Rosłaby pewnie jeszcze szybciej, gdyby nie wszystkie inne projekty, niecierpiące zwłoki. 
Haft niezmiennie mi się podoba i sama nie mogę się doczekać efektu końcowego. Wracam do niego, kiedy tylko okoliczności pozwalają. Jeszcze sporo pracy przede mną!

Dziś Młoda Para prezentuje się następująco...








Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do szaleństw w garderobie :) 
Już zacieram łapki na potencjalne możliwości "szyciowe" :)

czwartek, 23 marca 2017

356. Ach ta metryczka ślubna!

   Witajcie!

   Dziś ukazał się nowy numer "Igłą Malowane", a w nim ślubna metryczka, którą mam przyjemność testować. Zatem pojawiła się świetna okazja na pokazanie pierwszych krzyżyków i kreseczek. 

Co prawda haftu nie przybyło oszałamiająco dużo, ale to pewnie dlatego, że wybrałam chyba najbardziej wymagający fragment. Ale zdecydowanie było warto!

Jednak, jak by na to nie patrzeć, jestem zachwycona efektem! Kontury twarzy Młodej Pary są naprawdę przemyślane - to co znajdziemy na papierze, faktycznie przenosi się na haft. Wymaga to na pewno dokładności, ale efekt jest niesamowity, bo wyhaftowane twarze naprawdę wyrażają emocje!

Mam wrażenie, że to bukiet wymaga chyba najwięcej pracy, bo pomimo, że wykorzystano zaledwie cztery kolory, to jednak mnogość (wydaje się dość przypadkowych) kresek, daje o sobie znać. 
Na początku pomyślałam, że niezbyt podobają mi się takie nieokreślone kwiaty w bukiecie, ot kolorowe plamki. Ale po chwili uznałam to za duży plus. A dlaczego? Często motywem przewodnim ślubów i wesel jest jakiś konkretny kolor, powtarzany w dekoracjach stołów, auta, bukiecie itd. I tu mamy ogromne pole do popisu. Haftując metryczkę można ten motyw powtórzyć, zastępując oryginalne dwa odcienie różu, np. błękitami czy fioletami. 

Na koniec, jeszcze jedna rzecz, która mi się w tym hafcie podoba. To nie musi być tylko ślubna metryczka, a po prostu portret pary. A taki prosty dobór kolorów, aż kusi, by poeksperymentować! Ot choćby biały kolor sukni, można zamienić na czerwień, zieleń, czy turkus. Delikatne kolory bukietu, zastąpić jakąś intensywną barwą, lub sam bukiet wyhaftować koralikami... Zdecydowanie można tu rozwinąć skrzydła i zaskoczyć kreatywnością!

Dziś moja Młoda Para prezentuje się tak...
 







Schemat "Metryczki ślubnej" pojawił się dziś w "Igłą Malowane", ale można także go sobie zamówić w sklepie Coricamo - w postaci wzoru liczonego lub wzoru z nadrukiem, w zestawach z muliną, samego wzoru graficznego oraz wzorów online.

Czy i Wam ta ślubna metryczka przypadła do gustu? 

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 20 marca 2017

355. Test nawlekaczy do igieł.


Witajcie!

Dziś zapraszam na zapowiadany test nawlekaczy do igieł. 


   Na początku marca Pasmanteria Haftix zaprosiła blogerów do przetestowania automatycznego nawlekacza do igieł firmy Prym. 

 Przyznam, że do zadania podeszłam troszkę z dystansem, po doświadczeniach z ciągle rozpadającym się nawlekaczem drucikowym. Ale ciekawość wzięła górę i dokonałam zgłoszenia ;)

Wkrótce okazało się, że los uśmiechnął się do Jacewiczówki, co bardzo mnie cieszy, bo zostałam posiadaczką bardzo przydatnych gadżetów!

Przetestowałam nawlekacze na kilku rodzajach nici i jestem naprawdę zadowolona, z takich 'pomocników'.

Automatyczny nawlekacz do igieł firmy Prym:

- posiada jasną instrukcję, a jego obsługa jest bardzo prosta;
- szybko i sprawnie nawleka igłę;
- pasuje do wielu rozmiarów igły;
- posiada nożyk do odcięcia nici;
-  ma niezbyt wygórowaną cenę (znalazłam go w cenie około 18 -22 zł).

Zdarzyło się, że drucik przepychający nić, trochę ją postrzępił. Wydaje mi się jednak, że mogła to być wina "przeleżanej" nici.






Nawlekacz ma niewielkie rozmiary, dzięki czemu zmieści się nawet w malutkim robótkowym kąciku.
Gadżet bardzo przydaje się wieczorem, kiedy pracujemy przy sztucznym świetle. Nawlekanie igły przestaje być problemem!
Świetnie sprawdzi się tam, gdzie nić nawleka się na igłę bardzo często, gdzie dużo jej potrzeba np. przy fastrygowaniu, szyciu ręcznym lub przy hafcie matematycznym.
Zdecydowanie fajny gadżet  do nici szwalniczych czy cienkiego kordonka!



Nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała nawlekacza na mulinie, i tu okazało się, że tego rodzaju nić jest za delikatna i drucik przepychający najzwyczajniej ją strzępił lub rwał.

Ale gdzie automatyczny nawlekacz nie dał rady, tam do akcji wkroczył jego braciszek ;)

Nawlekacz automatyczny przybył w towarzystwie nawlekacza płytkowego do igieł firmy Prym.

 Gadżet (kosztujący niecałe 7zł) banalnie prosty w obsłudze, któremu niestraszna mulina czy kordonek!
Szybko i sprawnie nawleka igłę, a samo nawlekanie szczególnie wieczorem,  nie stanowi już problemu!
Od kilku dni niezmiennie towarzyszy mi podczas haftowania :)




Moim zdaniem warto mieć w domu (w zależności od potrzeb, a najlepiej oba nawlekacze) takich "pomocników", którzy znacznie uprzyjemnią nam robótkowanie :)


Na koniec jeszcze wizytówka Haftix - garść przydatnych informacji i hasło na samym jej dole, które mówi chyba wszytko :)





Pasmanterii Haftix,
 serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania nawlekaczy, 
oraz za znaczne ułatwienie 
('ślepowronie') prac robótkowych!











A jakie są Wasze doświadczenia z nawlekaczami? Korzystacie z takich 'pomocników'? Może wypróbowaliście, któryś z opisanych przeze mnie?


Pozdrawiam serdecznie Pierwszego Dnia Wiosny, której póki co u nas nie widać, ale czekamy cierpliwie na słonko!

środa, 15 marca 2017

354. Młoda para, czyli nowy projekt Coricamo.

Witajcie!

   Wczoraj na Kreatywnej Jacewiczówce na Facebooku uchyliłam nieco rąbka tajemnicy, zapowiadając dzisiejszy post na blogu. Dziś zagadka się rozwiązała!

   Szczęście się do mnie uśmiechnęło i mam przyjemność testować najnowszy haft Coricamo, dostępny już wkrótce w ich czasopiśmie, a także na stronie sklepu :)

   Tym razem do Jacewiczówki dotarł przepiękny haft Młodej Pary! Wprost idealny jako pamiątkowa metryczka ślubu, ale i po prostu portret, nawet bez personalizacji. Wyraźna Para Młoda na pierwszym planie, a w tle, zaledwie lekko zarysowane, auto retro. Znowu pojawiły się kontury, ale one dają tu właśnie ten wyjątkowy efekt! Spójrzcie tylko na twarz Panny Młodej, która według mnie jest naprawdę pięknie dopracowana! Ja dostrzegam błogi uśmiech na twarzy Pana Młodego i prawdziwe szczęście na twarzy Panny Młodej :) 

Zestaw, który testuję, zawiera białą, delikatnie błyszczącą Aidę 54/10, zestaw mulin, igłę oraz schemat graficzny.  Sam schemat ma wielkość 134/200 xxx.

Oczywiście od razu kanwa trafiła na krosno i zabrałam się do pracy. Wiedziona ciekawością, jak też będą prezentowały się twarze Młodych, zaczęłam właśnie od nich. 

Dziś jeszcze nie zaprezentuję efektów. One pewnie niedługo, kiedy na kanwie pojawi się więcej krzyżyków. 

Zapraszam Was jednak na pierwsze spotkanie z, moim zdaniem zachwycającą, Młodą Parą!






Co sądzicie o nowym projekcie Coricamo?


Coricamo bardzo dziękują za możliwość testowania tego pięknego projektu!

A Was zapraszam serdecznie do podglądania postępów i trzymania kciuków!

Pozdrawiam serdecznie!

czwartek, 16 lutego 2017

347. "Londyńska elegancja" - oto jest ;)

   Witajcie!
 
   Co prawda post powinien pojawić się wczoraj, ale zajęłam się dopieszczaniem szczegółów, by dziś móc stwierdzić - oto jest! Wspaniały haft londyńskiej dziewczyny jest już gotowy!

   Jak pamiętacie, Coricamo zaproponowało mi przetestowanie hafciarskiego zestawu "London elegance", którego schemat pojawił się w ostatnim numerze "Igłą Malowane". 
Zestaw zawiera mulinę Madeira nawiniętą na papierowe bobinki, czytelny schemat graficzny, oraz igłę i delikatnie popielatą Aidę 14 (54/10).

 Mulinę Madeira już znam i dobrze mi się z nią pracuje. A to, że jest ona nawinięta na papierowe bobinki, tylko ułatwia pracę. Mulina nie plącze się, nie rwie i ładnie układa. Jedyny minus, to brak numeracji. 
Co prawda instrukcja z zestawu sugeruje (myślę, że trochę błędnie) haft trzema nitkami muliny, ja całość wyhaftowałam dwiema nitkami. Został mi, więc spory zapas mulinki, na kolejne projekty.

Szara Aida 14 (54/10) dobrze układa się na krośnie i ładnie odbija skromną kolorystykę haftu, dodając jej wyrazistości i uroku.

Minusem jest igła z zestawu (wydaje mi się, że nr 22), zdecydowanie zbyt gruba nawet dla xxx, a co dopiero dla kreski w środku krzyżyka. Dlatego warto ją zamienić na swoją ulubioną :)

Kreski, czasem drobniutkie, zaledwie na pół krzyżyka, zajmują bardzo dużo czasu i wymagają sporo pracy. Szczególnie, że większość linii (mimo, że długie i proste) prowadzi przez środek krzyżyka, a część graficzna to czasem malutkie elementy (np okienka w wieżyczkach). Narysowane na schemacie linie, są piękne i proste, natomiast kanwa żyje swoim życiem, a wbijanie igły w środek splotu kanwy, zdecydowanie liniom nie służy ;) Wystarczyłoby przesunąć niektóre linie o (dosłownie) pół krzyżyka, co znacznie uprościłoby haftowanie. Niemniej efekt jak widać zdecydowanie jest wart zachodu! Moim zdaniem cały urok tego haftu kryje się właśnie w jego części graficznej.

Warto jeszcze dodać, że backstitch'e akurat w tym hafcie, mają dwie grubości - jedną i dwie nitki. Z czymś takim spotkałam się po raz pierwszy, ale niewątpliwie jest to ciekawy pomysł. To rozwiązanie dodaje obrazowi pewnej wielowymiarowości.

Co jeszcze mogę dodać? Haft jest dość duży, więc trafił od razu na krosno. Także, dla mojej własnej wygody, bo przy takim "rozrzuconym" hafcie tzn. "plamach" xxx oraz dużej ilości backstitch'y, łatwiej jest, gdy ma się wgląd na całość pracy. Krosno czy duży tamborek na pewno się tu sprawdzą. Warto też na schemacie (np kolorową kredką) zaznaczać wyszyte fragmenty. Dzięki tej metodzie, ani razu się nie pomyliłam i zawsze wiedziałam, które elementy już się pojawiły. To bardzo istotne przy wszystkich kreseczkach.

A na koniec muszę jeszcze wspomnieć o tym, że mój haft troszkę odbiega od oryginału, ale wprowadzone przeze mnie zmiany są subtelne i myślę, że trafione. Jakie to zmiany? Kształt i wyraz twarzy dziewczyny, brak kieszonek oraz trochę inne rozmieszczenie guzików na płaszczyku, wyprostowane linie budki telefonicznej oraz barierki za postacią.

Testowanie bardzo udane i zdecydowanie polecam stworzenie takiego niepowtarzalnego haftu ;)





























Dziękuję Coricamo za fajną przygodę z haftem ;)

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

343. "London elegance" - osłona trzecia.

 Witajcie!

 Dziś ponownie na blogu gości moja londyńska dama. 
Od poprzedniej odsłony (klik) haftu przybyło, co mnie bardzo cieszy. Już się pewnie domyślacie, że traktuję go priorytetowo i mam nadzieje niedługo uda się haftowany obraz skończyć. Na zdjęciu obok, haft w pełnej krasie, więc widać, że sporo pracy za mną, ale i jeszcze sporo pracy przede mną.

Przy okazji pojawiła się pewna nowość, z którą wcześniej się nie spotkałam, czyli backstitch'e o dwóch grubościach (przy latarni i na chodniku). Pomysł wydaje mi się ciekawy, bo dodaje obrazowi pewnej wielowymiarowości. 

Dziś londyńska dama prezentuje się tak...






-----
Przypominam o linkowywaniu, w komentarzu pod postem z wyzwaniem czytelniczym, swoich albumów wyzwaniowych z ubiegłego roku. Wśród Osób, które do 31 stycznia 2017 roku, zostawią swój link, z albumem dokumentującym sprostanie wyzwaniu, wylosuję jednego szczęściarza, który otrzyma drobną niespodziankę.

 W najbliższą środę, ogłoszę Zwycięzcę ubiegłorocznego Wyzwania Czytelniczego :)

Pozdrawiam serdecznie :)

środa, 18 stycznia 2017

340. "London elegance" w zimowej odsłonie.

Witajcie!

  Dziś na Podlasiu taka piękna zimowa aura, że żal było nie skorzystać. Dlatego wybraliśmy się na spacer po zaspach i nieodkrytych leśnych drogach :) Cudownie!

Moja londyńska dama, także wyskoczyła na sekundkę, by pooglądać polską zimę, chociaż na hafcie powoli wyłania się jej własna zimowa aura. 

Po chwilowym szale kreseczek, wróciłam do części krzyżykowej. Pojawił się fragment chodnika, świecąca latarnia, chmury i księżyc na niebie. Szalenie podoba mi się to jak kolory (nawet szarości) pięknie odcinają się od barwy kanwy!

Kolejny raz, w trakcie haftowania, wprowadziłam kilka subtelnych zmian - guziki w płaszczu, zwieńczenie latarni. 

Jeszcze sporo pracy przede mną - chodnik, budka telefoniczna, druga latarnia, drzewo i druga część kreskowanego mostu. Niemniej, dzięki umieszczeniu pracy na krośnie, widać już wielkość haftu. Rozpiętość wałków krosna wynosi 35 cm.

Wracam do pracy, bo kolejne hafty czekają. Byłoby świetnie gdyby udało się ich "twórczo pozbyć", czyli ukończyć i pięknie oprawić ;)


Dziś  londyńska dama prezentuje się tak....






A zestaw do haftu "Londyńska elegancja" znajdziecie na wirtualnych półkach sklepu Coricamo!


Nie zapominajcie o weekendowym święcie Babć i Dziadków!

Pozdrawiam serdecznie!

Ania z #KreatywnaJacewiczowka

poniedziałek, 9 stycznia 2017

337. "London elegance", czyli hafciarski zestaw testowy od Coricamo.

Witajcie!
 
   Po kilkudniowym maratonie ponad dwudziestostopniowego mrozu na Podlasiu, dziś zaledwie -6*C. Ale zima swoje prawa ma, a zarazki trzeba wymrozić!

   W weekend świętowaliśmy Prawosławne Boże Narodzenie, a dziś odwiedził nas ksiądz z kolędą. Powoli, więc okres świąteczny się zamyka, niestety... Ale na blogu pojawi się jeszcze jeden świąteczny post.

   Dziś natomiast zapraszam na post dotyczący nowego projektu. 
Jeszcze przed świętami, Coricamo zaproponowało mi przetestowanie hafciarskiego zestawu "London elegance". Schemat haftu pojawi się już za kilka dni w najnowszym numerze "Igłą Malowane". 
Zestaw dotarł do mnie tuż przed końcem roku i od razu wzięłam się do pracy.

   Zestaw zawiera mulinę Madeira nawiniętą na papierowe bobinki, czytelny schemat graficzny, oraz igłę i delikatnie szarą Aidę 14 (54/10).



















Haft jest dość duży, więc trafił od razu na krosno. Także, dla mojej własnej wygody, bo przy takim "rozrzuconym" hafcie tzn. "plamach" xxx oraz dużej ilości backstitch'y, łatwiej jest, gdy ma się wgląd na całość pracy.

Kreski, czasem drobniutkie, zaledwie na pół krzyżyka, zajmują bardzo dużo czasu i wymagają sporo pracy. Szczególnie, że większość linii (mimo, że długie i proste) prowadzi przez środek krzyżyka. Narysowane na schemacie linie, są piękne i proste, natomiast kanwa żyje swoim życiem, a wbijanie igły w środek splotu kanwy, zdecydowanie liniom nie służy ;) Niemniej efekt już widać i zdecydowanie jest on wart zachodu! Warto dodać, że backstitch'e akurat w tym hafcie, mają dwie grubości - jedną i dwie nitki.

Mulinę Madeira już znam i dobrze mi się z nią pracuje. A to, że jest ona nawinięta na papierowe bobinki, tylko ułatwia pracę. Jedyny minus, to brak numeracji muliny.

Szara Aida 14 (54/10) dobrze układa się na krośnie i ładnie odbija skromną kolorystykę haftu, dodając jej wyrazistości i uroku.

Minusem jest igła z zestawu (wydaje mi się, że 22), zdecydowanie zbyt gruba nawet dla xxx, a co dopiero dla kreski w środku krzyżyka?

Do dzisiejszego dnia udało mi się wykonać już sporą część haftu. 




Uważne oko zauważy, że wprowadziłam zmiany w kształcie i wyrazie twarzy. Z całym szacunkiem dla Autora wzoru, ale "kreskowana twarz", nie miała dla mnie wyrazu. Ale to oczywiście, moje indywidualne zdanie.

Wyszywam dalej i mam nadzieję, że już niedługo haftu przybędzie i będę mogła chwalić się wyjątkowym efektem ;) Podglądajcie koniecznie ;)


Na koniec jeszcze odrobina ogłoszeń parafialnych ;)

Kochani, dziękuję, że tak licznie stawiacie czoła moim wyzwaniom - Czytelniczemu 3650 stron, oraz całorocznej zabawie z Fizzy Moon.

Nadal serdecznie zapraszam wszystkich chętnych! 

Mam jednak jedną maleńką prośbę - czytajcie zasady!!! Nie są one jakoś specjalnie wygórowane, a jedynie organizacyjne. Najlepiej wynotować, co i jak, by mieć je pod ręką ;)

Zaglądajcie także na #KreatywnaJacewiczowka na Facebooku, gdzie znajdziecie (stale uzupełniany) album przydatny w zabawie z misiem Fizzy. 

Pozdrawiam cieplutko!