Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje gotowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2015

Piątki z Kurą Domową (43) - Cukinia faszerowana (pieczona).

  Ostatnio zostałam obdarowana cukinią, więc od razu poczytałam sobie co nieco o jej właściwościach. Co się okazało?
Cukinia jest łagodnym w smaku, lekkostrawnym warzywem. Jest ceniona za wysoką wartość dietetyczną. Zawiera potas, żelazo i magnez oraz witaminę A, C, K, PP i B1, beta karoten. Zaletą cukinii jest to, że nie odkładają się w niej metale ciężkie. Ponadto warzywo odkwasza organizm i pozytywnie wpływa na proces trawienia, dlatego polecana jest przy problemach z nadkwaśnością. Warto wiedzieć, że cukinia może być jednym z pierwszych warzyw, jakie podaje się małemu dziecku. Dzięki dużej zawartości związków odżywczych i łatwości trawienia dietetycy polecają ją już półrocznym maluchom.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/Cukinia-wartosci-odzywcze-i-przepisy-na-dania-z-cukinii_34738.html

Wiadomo, można zamknąć ją w słoikach, tak jak robiłam w ubiegłym roku. Ale można także przyrządzić w ciekawy sposób, taką "na teraz". Zaczęłam szukać przepisu i muszę przyznać, że jest ich sporo w internecie. Poczytałam, zainspirowałam się i powstała koncepcja na "moją" faszerowaną cukinię. Nieskromnie powiem, że jedzonko wyszło pycha!
   Przygotowanie jedzonka zaczęłam od zrobienia farszu. 
Do woka wrzuciłam pokrojoną w drobną kostkę pierś z kurczaka (ok 1/2 kg), drobno pokrojoną dużą cebulę, trzy ząbki czosnku. Całość doprawiłam przyprawą do kurczaka, pieprzem ziołowym, solą i podlałam 1 szklanką oleju rzepakowego oraz 1/2 szklanki wody. Dodałam następnie 4-5 (solidnych) łyżeczek musztardy chrzanowej. Całość dusiłam, około 20 min, co jakiś czas mieszając. Na koniec dodałam drobno pokrojone świeże pieczarki i jako ostatni składnik, ugotowany chwilę wcześniej ryż. Wszystko ze sobą wymieszałam i jeszcze chwilę dusiłam. Warto spróbować farszu i jeszcze go ewentualnie doprawić - pierś kurczaka, ryż, cukinia mają dość delikatne smaki, więc sól i pieprz są tu wskazane ;p
Kiedy farsz się dusił, przygotowałam cukinie. 


Warzywko umyłam, obcięłam dwa końce, wydrążyłam środek (tu pomocna okazała się łyżka stołowa, która sprawę załatwiła raz dwa), a następnie  obieraczką do warzyw usunęłam fragment skórki (jak na zdjęciu).
Tak przygotowaną cukinię konkretnie "nadziałam" farszem i ułożyłam na posmarowanej masłem blaszce. Wstawiłam do rozgrzanego do 180*C piekarnika i w tej temperaturze piekłam około 30 - 40 min. 
Cukinia wyszła świetna! A co najlepsze - jadła nam się rewelacyjnie jeszcze ciepła, ale i na zimno i odgrzewana następnego dnia :)


Smacznego!

----,--'--@ 
W odpowiedzi na Wasze komentarze do...


Iventi Atelier po pierwszej próbie z ciemnymi odcieniami, teraz z każdym nowym xxx wydaje mi się, że to jest to. Sama jestem ciekawa mego "eksperymentu" :)
Ewita Jot , Izabela Hebda,Ula K., Renata Pawlicka, Anek73, marrika91, Agnieszka D, Jarzębinowa, Sylwia, Weronika Mieczkowska, Promyk, violka dziękuję za miłe słowa o metryczce, karteczce i ogrodzie :)



Jaglana ja w tamtym roku kupiłam różnokolorowe i takie były, w tym roku z tych samych cebulek mam większość fioletu, a żółte, wyszły jakieś pomarańczowe hihi.

----,--'--@ 
Kończę, życząc Wam dobrego weekendu, mimo tych upałów, które dają w kość!

piątek, 24 kwietnia 2015

Piątki z Kurą Domową (35) - Roladki z piersi kurczaka

   Dziś kolejna prosta propozycja na obiadek. Wbrew pozorom, nie ma nic skomplikowanego w jego przygotowaniu. Roladki, na które Was dziś zapraszam,można w dodatku "nadziewać" na wiele sposobów, mogą więc za kazdym razem smakować inaczej.

   Zaczynamy od rozbicia piersi z kurczaka na cieniutkie "placki". Ja rozbijałam mięsko przyprawiając jedynie solą i pieprzem ziołowym. Tak przygotowane piersi wkładamy na godzinę do lodówki. Można tego nie robić, ale zimne mięsko łatwiej się zawija.
Po tym czasie na każdy kawałek mięsa układam (tak jak na zdjęciu obok) plasterek żółtego sera, kilka kosteczek masła, pokrojone drobno marynowane pieczarki. Całość zawijam w roladkę, tak by, także brzegi były zakryte (żeby nic ze środka roladki nie wyciekło). 
Uformowane w ten sposób roladki najpierw obtaczam w mące, następnie w roztrzepanym jajku, a na koniec w bułce tartej. 
Roladki smażę na dobrze rozgrzanym, głębokim tłuszczu (olej rzepakowy, łatwiej się odsącza), na średnim ogniu, często przewracając, by mięsko w środku nie było surowe, a na zewnątrz się nie przypaliło. By tłuszcz nie pryskał wystarczy, że go delikatnie ... posolimy :). Jeśli roladkę ułożymy zwijanym końcem w dół, ładnie się zapiecze, czyli "zamknie", więc rozwinięcie przy przewracaniu już nie grozi.
Smażenie porcji zajmowało mi około 20 min. 
Po usmażeniu roladkę wyciągam na papierowy ręcznik, który wchłonie zbędny tłuszcz, chociaż tak naprawdę wiele go nie ma.

Taką roladkę można podać z ziemniaczkami, albo kaszą gryczaną i oczywiście z ulubioną surówką :)

Tak jak pisałam roladkę można w dodatku "nadziewać" na wiele sposobów, zamiast marynowanych pieczarek może to być ogórek konserwowy, papryka, świeża natka pietruszki z masełkiem, pieczarki smażone z cebulką, a nawet suszona śliwka, czy rodzynki, jeśli ktoś lubi.




Życzę Wam samych smakołyków i udanego weekendu!

piątek, 17 kwietnia 2015

Piątki z Kurą Domową (34) - Biała kiełbasa pieczona z musztardą i cebulką w piwie.

    Podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych postanowiłam przygotować, coś nowego. Padło na przepis, który proponowała Biedronka w jednej ze swoich gazetek. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj, a ja nieco go zmieniłam, pomijając miód i zmieniając proporcje. Dziś zapraszam na białą kiełbasę pieczoną z musztardą i cebulką w piwie.

Oto składniki:

- 1,5 kg białej kiełbasy
- 4 duże cebule
- słoiczek musztardy francuskiej (to ta z kuleczkami gorczycy)
- olej rzepakowy do podsmażenia cebuli
- sól, pieprz ziołowy do smaku
- 3/4 szklanki piwa


Cebulkę pokroiłam w piórka i podsmażyłam na patelni, na rozgrzanym oleju, do zeszklenia. Pod koniec smażenia doprawiłam solą i pieprzem ziołowym, a następnie przełożyłam do dużego naczynia żaroodpornego. Na cebuli ułożyłam kiełbasy, podlałam piwem, a na wierzch wyłożyłam musztardę. Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180*C, około 1,5 godz (na górnym i dolnym zapiekaniu) do zarumienienia.

Podczas pieczenia wszystkie składniki fajnie przenikają się smakami, a cały alkohol z piwa odparowuje. Kiełbaska przygotowana w nieco odmienny sposób i dodatkowo robi się ją wyjątkowo szybko!

Niestety zdjęcia nie zrobiłam, w ferworze przygotowań, więc posiłkuję się tym z oryginalnego przepisu, ale zapewniam, że moja kiełbaska wyszła bardzo podobnie.


(Źródło zdjęcia)

Życzę smacznego i udanego weekendu, chociaż pogoda podobno nie będzie za ciekawa!

piątek, 27 marca 2015

Piątki z Kurą Domową (33) - Kotlety z piersi kurczaka w chrupiacej panierce.

   Kiedy za oknem coraz częściej piękna pogoda, szkoda tracić dzień na przysłowiowe "stanie przy garach". Dlatego dziś zapraszam na wypróbowany ostatnio przepis na kotlety z piersi kurczaka, ale nieco inne niż zwykle. 
Zaczynam od podzielenia piersi z kurczaka na mniejsze części.  Z jednej piersi robię 3-4 mniejsze kotlety. Każdą część, po obu stronach, doprawiam jedynie solą i pieprzem ziołowym, a następnie rozbijam delikatnie tłuczkiem do mięsa. Tak przygotowane kotlety wstawiam do lodówki na dwie godz. Po tym czasie w rozdrabniaczu blendera rozkruszam zwykle, kukurydziane płatki śniadaniowe ( "corn flakes"). Nie rozbijam ich oczywiście na pył. Wsypuje je do miseczki. W drugiej miseczce rozbijam całe jajko i dodaję majeranek (w ilości jakiej lubimy). 
Na patelni rozgrzewam olej. Każdy kotlet moczę najpierw w jajku, a następnie dokładnie obtaczam w panierce z płatków. Płatki świetnie kotlet "pokrywają". Smażę na średnim ogniu, obracając kotlet kilkukrotnie. 
Mięsko w kotlecie jest soczyste (co przy piersi, szczególnie smażonej, nie często się zdarza), a panierka krucha i chrupiąca.
Taki kotlecik śmiało można podać z ziemniakami czy frytkami i dowolną sałatką. Sos jest tu zbędny, chyba, że bardzo sosy lubimy :)




Smacznego!




Dobrego i słonecznego weekendu! 
Pozdrawiam Was serdecznie :)

piątek, 13 lutego 2015

Piątki z Kura Domową (30) - Schab duszony w sosie.

   Dzisiaj przychodzę do Was z tak prostą i banalną potrawą, że aż wstyd pisać. To nie przepis nawet, ale raczej sposób na szybki obiad dla zapracowanych mam, albo gdy niespodziewani goście tuż za progiem. Całkiem dobry pomysł i co lepsze, wcale nie wygląda to na obiad zrobiony w przysłowiowe 5 minut :)

Schab bez kości (1 kg) kroimy na plastry grubości około 1 cm. Wrzucamy je do garnuszka i zalewamy 3 szklankami wody. Gotujemy mięsko (bez żadnych przypraw), aż będzie miękkie, a następnie wyławiamy je. Do powstałego bulionu stopniowo wsypujemy torebkę zupki pieczarkowej w proszku, mieszając cały czas. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie do powstałego sosu wrzucamy z powrotem mięsko. Możemy doprawić np majerankiem, pieprzem. Dusimy jeszcze 30 - 40 min.
Mięsko wychodzi wilgotne i bardzo smaczne.
Ja podałam z ziemniaczanym piure posypanym szczypiorkiem (z doniczki na parapecie :p) i moją marynowaną dynią w occie.






Wczoraj był Tłusty Czwartek, dziś imieninki mężusia, a jutro Walentynki. Łącząc okazje, zrobiłam na wieczór kokosowy biszkopt z truskawkowym kremem. Zastyga w lodówce, więc na razie tylko widok z tortownicy :)







Korzystając z okazji z całego serduszka, życzę Wam dużo miłości, całusków i przytulasków :)



Dziś skromniutko i szybciutko!
Pozdrawiam i do zobaczenia w poniedziałek, pochwalę się postępami w hipopotamku, bo takowe już są :)

piątek, 30 stycznia 2015

Piątki z Kura domową (28) - Szynka w plastrach pieczona z masełkiem.

Dziś zaproszę Was na proste danie obiadowe - szynkę w plastrach pieczoną z masełkiem. 

   Zaczynamy od przygotowania szynki. Kroimy ją na plastry grubości 1,5 - 2 cm. Kostkę pełnego masła także kroimy na około 0,5 cm plasterki. Następnie, w naczyniu żaroodpornym z pokrywką, układamy naprzemiennie plaster szynki i plasterek masła. Podlewamy 1/2 szklanki przegotowanej wody. 3 ząbki czosnku kroimy w drobną kosteczkę, a następnie posypujemy nim mięsko. Przyprawiamy posypując po wierzchu  majerankiem, pieprzem ziołowym, odrobiną czerwonej ostrej papryki w proszku, sproszkowanym listkiem laurowym i solą. Całość skrapiamy sokiem wyciśniętym z połówki cytryny.
Naczynie przykrywamy, wstawiamy do piekarnika i pieczemy w 180*C, aż mięsko będzie miękkie (ok 1 - 1,5 godz.).

Ja podałam szyneczkę z piure z ziemniaków (posypane szczypiorkiem hodowanym w doniczce na parapecie ;p)  i sałatką z kiszonych ogórków z majonezem.





Życzę smacznego, a także udanego weekendu!
Do zobaczenia w poniedziałek!

piątek, 2 stycznia 2015

Piątki z Kurą Domową (24) - Łososiowe miseczki

  
   Witam w Nowym Roku! Jak tam Kochani po Sylwestrowych hulankach? W tańcu jak najbardziej się nie zatrzymujcie, wszak przed nami perspektywa weekendu :) 
A dla przeładowanych poświątecznie brzuchów, dziś lekka przekąska, podpatrzona w jakiejś gazecie, ale nieco zmieniona. Zapraszam na łososiowe miseczki.

W 3/4 szklanki cieplej wody rozpuszczamy 1 kostkę rosołową (u mnie to bulion drobiowy z listkiem laurowym i zielem angielskim). Po rozpuszczeniu dodajemy jeszcze 3 łyżeczki żelatyny i także mieszamy do rozpuszczenia. Pozostawiamy do wystygnięcia.
200g łososia sałatkowego wędzonego (1 opakowanie) kroimy w drobną kosteczkę. Drobno siekamy 1 pęczek świeżego koperku. Łososia i koperek wrzucamy do miseczki, dodajemy 1 śmietanę 12% 330g i całość zalewamy bulionem. Dokładnie mieszamy. Doprawiamy mielonym pieprzem czarnym i pieprzem ziołowym.
Ugotowane na twardo jajko dzielimy na ćwiartki i układamy na dnie małej miseczki . Następnie zalewamy je śmietanowo - łososiową masą i wstawiamy do lodówki do zastygnięcia i tak też przechowujemy.
Przed podaniem wykładamy (wyrzucamy z miseczki) podobnie jak galaretę.

Moja podpowiedź: Jeśli użyjemy miseczek np. plastikowych, łatwiej nam będzie "okroić" brzegi, ewentualnie delikatnie stuknąć, czy ścisnąć boki, co ułatwi wyjęcie ich zawartości. Nie polecam misek metalowych, bo jak wiadomo, niektóre ryby nabierają metalicznego posmaku.



Życzę Wam dobrego i udanego pierwszego weekendu w tym roku!
Do zobaczenia w poniedziałek!


piątek, 19 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (23) - Śledzik po szwedzku.

   Dziś kolejny raz uraczę Was śledzikiem - nic nie poradzisz, Święta za pasem to i ryby w głowie :) Tego przepisu nauczyła mnie koleżanka jeszcze w technikum. Bardzo polubiłam śledzika w takiej postaci i już od ładnych kilku lat gości na moim wigilijnym stole.

Zaczynamy od przygotowania marynaty do śledzika.
Do garnuszka wlewamy 1/2 szklanki octu winnego i 3/4 zimnej wody. Wsypujemy 5 czubatych łyżek cukru, oraz 1 łyżkę ziarenek ziela angielskiego i całość zagotowujemy. Marynatę odstawiamy do ostygnięcia.

8 filetów śledziowych (matjas, uprzednio wymoczony co najmniej 1 godz w zimnej wodzie) kroimy na kawałki w kształcie dzwonka (rombu). 1-2 czerwone cebule oraz 1 pora kroimy w krążki, a następnie rozdzielamy na pierścionki. Wszystkie składniki układamy w salaterce warstwami, a następnie zalewamy przygotowaną wcześniej marynatą. Wstawimy na noc do lodówki, by składniki się przegryzły.

Śledzik po szwedzku  zagości i w tym roku na wigilijnym stole.





U mnie jeszcze chwila oddechu i wracam do działania w domku. 
Zawitam jeszcze w poniedziałek, żeby Was serdecznie uściskać, a już po świętach będę mogła w końcu pokazać wszystkie tajne przez poufne projekty :) 
Póki co udanego, spokojnego weekendu.

piątek, 12 grudnia 2014

Piątki z Kurą Domową (22) - Śledzik z ogórkiem i czosnkiem.

   Obiadek się gotuje, porządki robią, a krzyżyki skaczą po hafcikach. Milion rzeczy naraz, ale wiadomo - życie! I na dodatek wszytko samo! Tak akurat :) 

Dziś zaproponuje coś na raz dwa. Z racji zbliżających się Świąt, przekąska ze śledzikiem jak znalazł.

Pomysł na przekąskę "podkradziony" od jednej z firm rybnych, która produkuje "Śledzik na raz". Ich przekąska naprawdę jest na raz, czytaj jedno machnięcie widelca, za sporą cenę jak za takie maleństwo :) Dla maniaczki śledzików (znaczy mnie, jakby ktoś miał wątpliwości) to stanowczo za mało :) Zapraszam, więc na znacznie większą porcję śledzika z ogórkiem i czosnkiem.

W drobną kostkę kroimy śledzia (1 opakowanie a'la matjas w oleju). Obieramy 5 sporych ząbków czosnku i kroimy je na płatki. 2-3 ogórki konserwowe (lub kiszone) tarkujemy na tarce o dużych oczkach (warzywnej), odstawiamy na chwilę i odlewamy sok. Łączymy wszystkie składniki w salaterce. Wlewamy 3 stołowe łyżki octu 10%, dodajemy 1 łyżeczkę (taką od herbaty) cukru oraz pieprz ziołowy do smaku. Całość zalewamy odrobiną oleju (u mnie rzepakowy). Mieszamy dokładnie i odstawiamy na jakiś czas do lodówki, by składniki się przegryzły.

 Śledzik w tej postaci na pewno pojawi się na moim wigilijnym stole.



Dzisiaj tak króciutko Kochani (czas nagli) i już mnie nie ma!
Miłego weekendu i do zobaczenia!
















piątek, 28 listopada 2014

Piątki z Kurą Domową (20) - Szynka/schab w musztardowej marynacie.

   Dziś zaproponuje Wam danie obiadowe. Tym razem będzie to pieczona szynka (lub schab) w musztardowej marynacie. Przygotowanie dania wymaga minimum czasu, w zasadzie "robi się samo".

Zaczynamy od przygotowania marynaty (dla około 2 kg mięsa). 

W szklance ciepłej wody rozpuszczamy 3 kostki bulionu drobiowego z zielem angielskim i liściem laurowym, a następnie wlewamy bulion do głębokiej miski (może być duży garnek). Wsypujemy do niego 1/2 szklanki majeranku, 3-4 duże ząbki czosnku pokrojone w płatki, pieprz ziołowy (do smaku), oraz wrzucamy 4 solidne łyżki musztardy sarepskiej. Wszystkie składniki  dokładnie mieszamy.  
Szynkę (lub schab) kroimy w plastry o grubości 1,5- 2cm, a następnie wkładamy do wcześniej przygotowanej marynaty. Dokładnie mieszamy, tak by marynata ładnie pokryła mięso. 
Miskę przykrywamy i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 
Po tym czasie, mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego (układamy tak, by kawałki nie leżały jeden na drugim), a następnie polewamy pozostałą marynatą. Pieczemy w piekarniku, około 1,5 godziny w 180*C.

Pieczone mięsko wychodzi soczyste i aromatyczne. Ja podałam je ostatnio z piure z ziemniaczków i słupkami dyni w marynacie z curry (z moich tegorocznych zapasów). Swoją drogą, dynia wyszła naprawdę fajna, sprężysta i jej smak rewelacyjnie komponuje się z czerwonym mięsem :)




Niezmiennie życzę Wam smacznego i udanego weekendu!
Do zobaczenia w poniedziałek :)

piątek, 14 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (18) - Pierś kurczaka z makaronem z woka

   Patelni typu Wok bardzo długo szukałam, uwierzcie zadanie nie jest takie proste kiedy ma się kuchenkę indukcyjną, a nie chce się płacić jakiś szalonych cen. Ale tuż przed imieninkami, w ofercie w jednego z moich ulubionych sklepów, pojawił się wok i prezent jak znalazł :) Dodałam sobie w głowie, to do tamtego, i przez przypadek powstało bardzo fajne jedzonko. Robiłam je już dwa razy i naprawdę smakuje :)
Dziś zapraszam Was na pierś z kurczaka z makaronem z woka. Danie banalnie proste, sycące i szybkie w przygotowaniu :)

   W woku delikatnie rozgrzewam 5 łyżek oleju. 2 piersi z kurczaka kroję w sporą kostkę i wrzucam do woka, smażę na małym ogniu co jakiś czas mieszając. Gdy kurczak delikatnie się zarumieni, dodaję średnią cebulę, oraz duży ząbek czosnku, pokrojone w drobną kosteczkę. Następnie wrzucam około 1 szklanki, startej na grubych oczkach (tarka warzywna) marchewki i łyżkę świeżej (lub mrożonej) natki pietruszki. Delikatnie solę, doprawiam 4 czubatymi łyżkami musztardy chrzanowej, pieprzem ziołowym i odrobiną majeranku, i nadal, raczej duszę niż smażę, na małym ogniu.
Makaron jajeczny nitki (250g) gotuję według przepisu na opakowaniu, dokładnie odcedzam i wrzucam do kurczaka. Całość mieszam, jeszcze chwilę duszę i już można podawać :)

Pierś kurczaka z woka wychodzi rewelacyjnie, jest soczysta, nie przesuszona. Podobnie zresztą jak i makaron czy marchewka, kalafior (odpowiednio doprawiony, staje się świetnym dodatkiem do mięs). Szukam nowych przepisów czy inspiracji, więc jeśli coś fajnego znacie - podpowiedzcie :) 

Jak widzicie poniżej, robiłam już dwie wersje z marchewką (jest delikatnie słodsza) i bez niej (bardziej czuć smak musztardy). Myślę, że jeśli ktoś lubi, można dodać pod koniec smażenia, na przykład ananasa, lub drobne kawałeczki orzechów, by było nieco egzotyczniej :) Moja wersja, to taka bardzo spolszczona :)


Danie jeszcze na patelni ...


... wersja z marchewką, posypana natką pietruszki ...
... wersja bez marchewki, udekorowana bazylią ...

















Tradycyjnie życzę Wam wszystkiego najsmaczniejszego :p 

A na koniec pokażę jeszcze, co też z mężusiem zdziałaliśmy w sobotę :)

Mężuś (ze mną w roli  pomocnika na zawołanie :p) zrobił półki w spiżarni, która znajduje się obok kuchni. Teraz moje słoiczki (i nie tylko) "żyją" sobie po królewsku :) Dzięki mężusiowi, powoli realizują się moje kolejne marzenia i plany związane z domkiem :)


 

A ja natomiast zadbałam o słodką oprawę minionego weekendu - biszkopt kokosowy z konfiturą z dyni :)




Udanego weekendu, odpoczynku, chwili na hafciki czy dobrą książkę :)
Do zobaczenia w poniedziałek :)

piątek, 31 października 2014

Piątki z Kurą Domową (16) - Aromatyczna zupa krem z dyni.

Co prawda dzisiejszy post miał być o innym daniu obiadowym, ale jako, że w klimacie, dziś będzie dynia.  Pamiętacie, jak pisałam, że leży i straszy? Już ani nie leży, ani nie straszy :) A czemu straszyła? Zobaczcie sami, dynia "zapozowała" z 1,5l butelką wody, tak dla porównania.

















Po wyczyszczeniu i obraniu zostało dwa wiadra odpadków, micha dyni (objętości 35l, ale wagowo dużo więcej, ledwo ją podniosłam) i taka marna tacka pestek i pytanie co z tym zrobić :)
Dziś będę działać nadal , ale póki co powstała konfitura na słodko i marynata (o czym za tydzień) i tytułowa zupa dyniowa. 
Powiem Wam szczerze, że samo hasło "zupa z dyni" trochę mnie przerażało, a to pewnie dlatego, że kojarzy się z tą bezsmakową "papką - paciają" serwowaną malutkim dzieciom. Ale wynalazłam przepis, który mnie zainspirował. Dodałam nieco od siebie i ... wyszło palce lizać!

Zapraszam Was zatem na aromatyczną zupę krem z dyni.

Do sporego garnuszka wrzucamy 2 stołowe łyżki masła, pozostawiamy do stopienia, a następnie wrzucamy średnią cebulę pokrojoną w drobniutką kostkę i "smażymy", aż do zeszklenia cebuli. Gdy to nastąpi, zmniejszamy trochę ogień i wrzucamy do garnka ok 1 kg dyni pokrojonej w kostkę (oczywiście oczyszczonej i obranej ze skórki), 4 obrane średnie ziemniaki pokrojone w kostkę, 2 marchewki także pokrojone w kostkę i wszystko podlewamy 4 szklankami wody. Doprowadzamy do wrzenia, a następnie lekko solimy i gotujemy dalej na małym ogniu przez 40 min. Pod koniec gotowania (warzywka ładnie się już rozgotują) dodajemy drobniutko posiekany ząbek czosnku i czubatą łyżeczkę majeranku. Następnie zupkę zdejmujemy z ognia i miksujemy blenderem na krem. Doprawiamy do smaku pieprzem ziołowym i odrobiną przyprawy uniwersalnej (lub solą jeśli ktoś woli). 
Zupę krem podajemy ze śmietaną i posypaną natką pietruszki.




Zupa jest rewelacyjna: delikatna, rozgrzewająca, aromatyczna i sycąca. Na jesienną aurę jak znalazł, dlatego bardzo gorąco zachęcam do wypróbowania! 

Pozdrawiam Was serdecznie, życzę udanego weekendu! 
A w poniedziałek zapraszam na niespodziankę :)

piątek, 10 października 2014

Piątki z Kurą Domową (13) - Surówka z białej kapusty na dwa sposoby.



   Jesień to sezon wielu warzyw. Między innymi także i białej kapusty, na którą warto się skusić. Niedługo będziemy mogli korzystać z bogatego źródła witaminy "c" w kapuście kiszonej, a póki co zapraszam na świeżą kapustkę.
Zapewne z obiema surówkami się spotkaliście, ale jestem zdania, że warto powielać to co dobre :) Zresztą podobno jemy za mało warzyw, więc nadarza się okazja, aby co nieco w diecie naprawić :)

Surówka z białej kapusty z marchewką.

Do rozdrabniacza blendera wrzucamy kawałki świeżej białej kapusty, a następnie, już rozdrabnianą, przerzucamy do salaterki.  Świeżą marchewkę obieramy, i w podobny sposób jak kapustę, rozdrabniamy blenderem i dorzucamy do salaterki. Jabłka (słodkie) dokładnie myjemy, przecinamy na ćwiartki i usuwamy gniazda nasienne. Blendujemy jabłka ze skórką i również dorzucamy do salaterki. Dodajemy majonez i doprawiamy pieprzem ziołowym, dokładnie mieszamy. 
Przechowujemy w lodówce.


(Zapomniałam zrobić zdjęcie gotowej sałatki, ale kiedy tylko surówka pojawi się znowu uzupełnię jego brak. Nie mniej patrząc na zblendowaną kapustę, domyślacie się, jaka konsystencję ma surówka).

Surówka z białej kapusty z papryką.

 Liście świeżej kapusty kroimy w cienkie paseczki, a te na 2-3 cm "słupki", wrzucamy do salaterki. Czerwoną paprykę dokładnie myjemy, wycinamy gniazda nasienne. Następnie, postępujemy podobnie jak z kapustą, kroimy paprykę w cienkie paseczki a następnie w "słupki".





Obieramy cebulę i kroimy ją w "piórka". Składniki łączymy, dodajemy majonez i pieprz ziołowy do smaku, mieszamy. Przechowujemy w lodówce, pamiętając, że cebula przyspiesza psucie się surówek i sałatek.



 Smacznego!

Wszystkiego kapuścianego Wam życzę,  czyli kapusty na talerzu, w portfelu i tego co z kapusty także :)
Udanego weekendu :)

(Źródło)

piątek, 26 września 2014

Piątki z Kurą Domową (11) - Kopytka

  

   Po ostatnim poście z "Chudą zebrą" spotkałam się z wieloma komentarzami, w których najczęściej słyszałam, że Zebra przypomina dzieciństwo :) Dla mnie z dzieciństwem nieodłącznie kojarzy się jeszcze jeden smak - kopytka. Zapewne znacie, te proste i łatwe w przygotowaniu, ziemniaczane kluseczki. Poznajcie mój sposób.

Ugotowane ziemniaki (ok 0,5kg)* przepuszczamy przez maszynkę o grubych oczkach, lub dokładnie tłuczemy tłuczkiem do ziemniaków. Dodajemy 1-2 całe jajka, odrobinę soli i około 2 szklanek mąki. Zagniatamy ciasto łapką. W trakcie ugniatania, jeszcze kilka razy dosypujemy w razie potrzeby, po troszkę mąki. Gotowe ciasto powinno się ładnie odklejać od ręki czy naczynia, w którym je ugniatamy.
Z ciasta odkrajmy mały kawałeczek i na stolnicy oprószonej mąką "wałkujemy" rękoma wężyki. Następnie każdy taki wężyk kroimy nożem na mniej więcej 1,5-2 cm kawałeczki, przypominające właśnie kopytka.








  W garnku zagotowujemy lekko osoloną wodę. Kluseczki wrzucamy pojedynczo (dzięki czemu nie posklejają się) na gotującą się wodę. Po wrzuceniu całej partii ( w zależności od garnuszka 20-30 szt), delikatnie mieszamy. Po chwili kopytka wypłyną i gotujemy je jeszcze 1-3 minut. W razie konieczności delikatnie mieszamy ("mączna" woda, ma tendencję pienienia się i uciekania hehe). Następnie wyławiamy kopytka łyżką cedzakową na sito i przelewamy zimną wodą.



Kluseczki są już gotowe do spożycia. 
Można też je podać, jako alternatywa ziemniaka czy makaronu, do mięs. 
Można także okrasić skwareczkami z boczku czy kiełbasy zwyczajnej i cebulki. 
Można je polać ulubionym sosem. Można je także podać na słodko z jakimś owocowym musem, czy sosem smietanowo - owocowym.
No i rewelacyjnie smakują podsmażone na patelni, na rumiano. Nic nie równa się chrupiącej skórce, jaką zyskują dzięki temu :)

* Najbardziej na kopytka nadają się ziemniaki, które zostały z obiadu z poprzedniego dnia, wyciągnięte prosto z lodówki. Są bardziej suche. Dzięki nim ciasto szybciej nam się wyrobi i nie będziemy musieli dodawać w nieskończoność mąki. Duża ilość mąki sprawia dodatkowo, że kluseczki stają się twardsze. Jeśli zdecydujemy się na świeżo ugotowane ziemniaki, to tylko kiedy całkowicie wystygną. Ciepłe czy wręcz gorące ziemniaki są bardziej mokre i powodują, że ciasto długo pozostaje lepkie i trudno jest je zagnieść. Oczywiście nie jest to niemożliwe :) Mąkę sypiemy, sypiemy, sypiemy, aż ciasto będzie odklejało się od ręki czy naczynia.

A wczoraj zerwałam winogrona z naszej winorośli (trochę też "podkradłam" od mamy) i pokusiłam sie na sok winogronowy na zimę. 


Ależ pachniało w domku :) A jaki soczek pyszny wyszedł :) A skoro w winogronowym klimacie, a soczkiem podzielić się nie mogę, to może chociaż winogronko?






Pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego weekendu!

piątek, 12 września 2014

Piątki z Kurą Domową (9) - Faszerowane ziemniaki

 


  Dziś zaproponuję Wam faszerowane ziemniaczki. To takie moje jedzonko z dzieciństwa. Dodatkowo ma dla mnie wartość sentymentalną, bo dania tego nauczyłam się od Taty, którego nie ma z nami już niestety od 8 lat :( Niemniej jedzonko było zawsze pyszne i teraz robię je z miłą chęcią mojej rodzince.

Zaczynam od przygotowania farszu. Do miseczki wrzucam 0,5 kg mielonego mięsa, 2 jajka, pokrojone w drobną kostkę: średnią cebulę i 2-3 ząbki czosnku. Doprawiam majerankiem, pieprzem ziołowym, słodką papryką i solą. Wszystkie składniki mieszam i odstawiam aby składniki się "przegryzły".

Zabieram się za nieco dłuższą pracę przy ziemniakach. Wybieram spore ziemniaki, obieram je i myję. Przekrajam każdy z nich wszerz. W każdej połówce odkrajam kawałek owalnej części, tak jak na zdjęciu poniżej, żeby stworzyć podstawę dla "miseczki".


Następnie wydrążam środek każdej połówki ziemniaka. Istnieje chyba taki specjalny przyrząd do wydrążania. Ale świetnie nadaje się do tego także łyżeczka od herbaty (najlepiej taką z cienkim brzegiem), a można po prostu wybrać obierak/obieraczkę do warzyw. Przy tworzeniu ziemniaczanych "miseczek" pamiętajcie by nie drążyć zbyt głęboko, by nie uszkodzić dna lub boków.


Następnie na dno każdej "miseczki" wrzucam odrobinę masła i dopełniam mięsnym farszem. Warto nałożyć go trochę "z górką", bo w trakcie pieczenia, część tłuszczyku się wytapia i ilość nadzienia nieco się zmniejsza. Każdą tak przygotowaną "miseczkę" układam w blaszce posmarowanej wcześniej tłuszczem.



Piekę w piekarniku około godziny w 180*C. Sami najlepiej znacie swoje piekarniki, więc czas pieczenia może się odrobinę wydłużyć lub skrócić - wystarczy "dziobnąć" ziemniaka widelcem, by sprawdzić czy jest już miękki. 


Ziemniaczki dobrze smakują podane bez niczego, posypane świeżym koperkiem, albo z jakąś świeżą sałatką na przykład z salaty, szczypioru i śmietany.

Przy okazji tego dania, powstaje jeszcze produkt uboczny :) W zależności od humoru są to albo placki ziemniaczane, albo babka ziemniaczana. 

Wydrążane czy odcinane części ziemniaka oraz średnią cebulkę wrzucam do rozdrabniacza blendera. Wylewam powstałą ziemniaczaną masę do miski. Dodaję mąkę, jajko, sól, majeranek, pokrojoną w drobną kostkę kiełbaskę zwyczajną (można ja delikatnie podsmażyć na patelni lub zastąpić "skwareczkami" z boczku), ewentualnie pokrojoną w kostkę marynowaną paprykę. Celowo nie podaję ilości składników, bo jest ona zależna od ilości ziemniaków. Ważne, by ciasto miało lekko gęstawą konsystencję.
Jeśli ma powstać babka - wlewamy ciasto do wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą formy i pieczemy w 180*C około 1,5 - 2 godziny do zapieczenia skórki na brązowo.
Jeśli placuszki nakładam ciasto łyżką,  na rozgrzany na patelni olej.

Potem to już tylko palce lizać!

Życzę Wam udanego weekendu, a pozostając w temacie, także wszystkiego ziemniaczanego :)

piątek, 29 sierpnia 2014

Piątki z Kurą Domową (7) - Grzybki w marynatce i sałatce.




 Wczoraj wieczorem wybraliśmy się całą rodzinką na grzybki. Wokół nas rośnie mnóstwo "młodniaków", więc grzybki, które najłatwiej znaleźć to maślaczki :) Znacie je? 


(źródło)

Nie jest to może grzybek tak szlachetny, jak te, które pokazuje nam Danusia i do suszenia według mnie także średnio się nadaje, ale na marynaty to i owszem :)
Jest jednak przy nim trochę roboty. Maślaka trzeba obrać ze skórki na kapeluszu, z plewki pod nim, no i oczywiście wyczyścić korzonek. Im mniejsze okazy tym lepiej, bo przy okazji cieszą oko, ale do czyszczenia tych maluchów trzeba mieć cierpliwość :) (Co to dla hafciarki, prawda?) Następnie grzybki trzeba umyć, a później wrzucamy do garnuszka - drobniejsze w całości, a te większe kroimy na mniejsze kawałeczki. Zalewamy grzyby wodą, delikatnie solimy. Po doprowadzeniu do wrzenia, gotujemy jeszcze 10 -15 min, mieszając co jakiś czas (na powierzchni powstaje szum, który bez mieszania namiętnie zwiewa z garnka :p). Następnie zlewamy wodę z gotowania - ja odcedzam na sicie. 
Tak przygotowane maślaki, wrzucamy do słoiczków. Na wierzch do każdego słoika dokładamy kilka ziarenek ziela angielskiego, listek laurowy i ok pół łyżeczki gorczycy. Zalewam grzybki gorącą zalewą octową. Taką samą jak w przypadku cukinii. Zalewa sprawdziła się w ubiegłym roku przy wielu warzywach czy grzybach, więc nie eksperymentuję, tylko korzystam z tego przepisu.
Tym samym zalewę octową przygotowuję  w proporcjach: 1 litr wody, 1/2 szklanki octu 10%, 1 płaska łyżka soli i 4 czubate łyżki cukru. Wszystkie składniki zagotowuję.
Zakręcone słoiki po prostu odwracam do góry dnem. Nie wekuję, bo grzyby jakby się rozgotowują, stają się miękkie. 
Tym razem "pakować" grzybki do słoiczków pomagał Piotruś. Tak się starał, tak machał łyżką, że nie dałam rady zrobić normalnego zdjęcia :) Ale za to jaki ważny się czuł i jaki potrzebny :) A na drugim zdjęciu moje marynaty - duży słoik zawiera całe grzybki, zarezerwowane na świąteczny stół.






Tak zamarynowane grzybki można wcinać, jako dodatek do jakiegoś obiadku albo do kanapki. Można także zrobić fajną sałatkę, której nauczyłam się od Teściowej :)

Sałatka z marynowanych grzybów z czosnkiem:

Marynowane grzybki kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do salaterki. Dodajemy drobniutko pokrojony czosnek i cebulę. Zalewamy całość odrobiną oleju (ja lubię i używam tylko rzepakowy), doprawiamy pieprzem (ziołowym i czarnym) oraz delikatnie solą (najpierw warto spróbować, bo może i bez soli się obejdzie). Mieszamy i odstawiamy na jakiś czas, najlepiej w chłodne miejsce, aby składniki "przegryzły się" smakiem.
Sałatka jest świetnym dodatkiem do mięs.

A na koniec jeszcze poczęstuję Was moją drożdżówką z jabłkiem. Przepis na nią znajdziecie u Ewy w Przepiśniku.






Życzę udanego weekendu, wszak to ostatni wakacyjny :) Niech będzie radosny, słoneczny i pozwoli odetchnąć! A wszystkim moim, zaglądającym tu, Paniom Nauczycielkom - dużo, dużo cierpliwości i siły na nadchodzące miesiące :) Oby do ferii Kochane :)